środa, 21 lipca 2010
OPOWIEŚĆ O HARITI
Hariti była bóstwem opiekuńczym królewskiego miasta Radżagryhy. Zwano ją dobrą matką jakszów. Kiedyś, w czasie święta, zmuszono ją do tańca, choć była brzemienna. Mszcząc się za tę zniewagę, zaczęła nękać dzieci. Sprowadzała na nie ospę, pożerała je. Ludzie starali się ją ułagodzić ofiarowując jadło, perfumy i kwiaty, strojąc dla niej miasto i radując muzyką. Wszystko to jednak nie odniosło skutku. Dopiero Budda schował najmłodsze jej dziecko pod swą miskę żebraczą. Zrozpaczona Hariti przez siedem dni szukała synka po całym świecie, aż jej poradzono, by się udała do Oświeconego. Ten zaś rzekł: "Na tym świecie niektórzy ludzie mają tylko jednego syna, inni mają trzech lub pięciu, a ty ich pozbawiasz dzieci". Hariti cierpiąc sama, zrozumiała, jak wielkie zło czyniła innym. Odtąd, jako patronka dzieci, otrzymuje ofiary od wiernych buddystów. Oddają oni cześć wizerunkowi pięknej bogini siedzącej w towarzystwie męża oraz licznego potomstwa.
wtorek, 20 lipca 2010
STWORZENIE ŚWIATA PRZEZ PRADŻAPATIEGO - różne wersje
Według starszej wersji, wody pierwotne zapragnęły się rozmnożyć i dzięki zawartemu w nich żarowi zrodziły Złote Jajo, z niego powstał Pradżapati. Pradżapati przemówił po roku i wypowiadane przezeń słowa: ziemia, powietrze, niebo stały się tym, co oznaczają - ziemią, powietrzem i niebem. Później zapragnął potomstwa. Szedł śpiewając hymny i bardzo się mozoląc, aż sam sobie nadał moc rodzenia. Kiedy wstępował do nieba, z oddechu idącego do góry stworzył bogów i przez to trwał dla niego dzień. Kiedy schodził na ziemię, z oddechu idącego ku dołowi stworzył demonów; i stała się przez to dla niego ciemność. Odtąd dzień należy do bogów, a noc do złych mocy. Zrodziwszy demony, Pradżapati zrozumiał, że stworzył zło; dlatego przeszył je ciemnością i pokonał.
Pradżapati pragnął potomstwa. Rozgrzał się i stworzył parę: żeńską wodę i męskie tchnienie życia. Myślał: "Ci niech rozmnożą dla mnie wiele rodzajów stworzeń!". Nie czuł przyjemności, gdyż samotny nie raduje się. Zapragnął drugiej istoty i stał się wielki jak kobieta i mężczyzna złączeni w uścisku. Podzielił się na dwie części. Powstali z nich mąż i żona. Dlatego to człowiek jest tylko połową istoty, resztę zajmuje małżonka.
Na początku Pradżapati był sam, bez żadnej mrugającej istoty. Pomyślał: "Niech stworzę światy!". Tak pojawiła się myśl przed substancją. Zląkł się, gdyż był sam, lecz pomyślał: "Po cóż się lękam; przecież prócz mnie nie ma niczego!". Lęk odszedł, gdyż lęk powstaje z drugiego. Rozejrzał się i nie zobaczywszy nikogo prócz siebie, rzekł: "Ja jestem!". Stąd jego imię Ja. Zapragnął się powielić. Rozgrzał się i stworzył ten świat i wszystko, co na nim jest; stworzywszy, wszedł weń. Wszedłszy, stał się zarazem widzialny i poza światem, określony i nie, prawdziwy i fałszywy. Jako realny, stał się wszystkim, co jest. Dlatego nazywają go Realnym. A oto inna wersja - Pradżapati pomyślał: "Niech się powielę i pomnożę!". Stworzył ogień, który jest myślą. Ogień pomyślał: "Nich się powielę i pomnożę!". I stworzył wody. Dlatego ludzie pocą się i są ciepli, gdyż pochodzą od wody. Woda zapragnęła: "Niech się powielę i pomnożę!". I dała życie ziarnom. Dlatego kiedy pada deszcz zboża się mnożą.
Pradżapati ofiarował swoje własne ciało. Z jego włosów, skóry, mięsa, kości i szpiku, które stanowią pięć składników świata, powstało pięć warstw ołtarza ognia. Ofiarnicy budując ołtarz tworzą Pradżapatiego od nowa. Budują pięć części jego ciała będących pięcioma porami roku i stronami świata. (Bóg-ofiara wyraża sprowadzenie wszystkiego co niezorganizowane do organicznej całości). Innym razem mówi się, że wysiedział on trzy światy. Przybrał postać żółwia i zrodził wszystkie stworzenia. Jako dzik wyniósł ziemię z oceanu w swych rękach. Jako ryba ostrzegł przed potopem pierwszego człowieka - Manu i wyratował go. Jako jeleń spłodził ludzi ze swoją córką, która się zmieniła w antylopę. Bogowie oburzyli się tym kazirodztwem i Rudra zastrzelił antylopę, i wysłał ją na niebo, gdzie świeci jako konstelacja. Czasem Pradżapati tworzy bogów mocą swej ascezy lub samą tylko myślą.
Gdy już dał życie bogom i ludziom, zrodził również śmierć. Jego jedna połowa jest śmiertelna (włosy, skóra, mięso, kości i szpik), druga zaś wieczna (umysł, głos, oddech, oko i ucho). Sam przerażony widokiem śmierci, uciekł daleko i dopiero dzięki odprawieniu ofiary zyskał nieśmiertelność. Pradżapati jest rokiem, symbolem nieskończoności, powtarzającego się wciąż cyklu czasu, niszczy więc życie ludzi i bogów. Bogowie też bali się śmierci; odprawiali liczne ceremonie, lecz bez skutku. Pradżapati poradził im, by ułożyli wszystkie jego formy. Bogowie nie wiedzieli, jak to uczynić, on więc im poradził. Należało ustawić 360 kamieni (dni) w kształt ogrodzenia i 360 cegieł (noce). Na nich 36 innych cegieł; na tych jeszcze 10 800. To będą wszystkie formy Pradżapatiego. Bogowie tak zrobili i wyzwolili się od śmierci.
Pradżapati (Pan Stworzeń) - patriarcha, twórca i władca wszystkiego co istnieje. Pradżapati został utożsamiony z wedyjskim Wiśwakarmanem - Wszystkotworzącym słońcem, z Dakszą, który uosabia biegłość ofiarnika, ze Złotym Łonem i filozoficznym bóstwem Ka (Kto?), jak mędrcy nazwali niepojęte praźródło wszelkiego istnienia. Pragnieniem kapłanów było wyrazić w osobie boga ową wszech całość zawartą w równaniu kosmos - ofiara. Pradżapati jest zatem twórcą wszystkiego, a zarazem wcieleniem roku, czasu i ofiary.
Rudra - wedyjski bóg głównie niszczącej burzy, groźnej, dzikiej natury. Oprócz dominującego złowrogiego aspektu ma także aspekty dobroczynne. Z czasem został utożsamiony z Śiwą.
Pradżapati pragnął potomstwa. Rozgrzał się i stworzył parę: żeńską wodę i męskie tchnienie życia. Myślał: "Ci niech rozmnożą dla mnie wiele rodzajów stworzeń!". Nie czuł przyjemności, gdyż samotny nie raduje się. Zapragnął drugiej istoty i stał się wielki jak kobieta i mężczyzna złączeni w uścisku. Podzielił się na dwie części. Powstali z nich mąż i żona. Dlatego to człowiek jest tylko połową istoty, resztę zajmuje małżonka.
Na początku Pradżapati był sam, bez żadnej mrugającej istoty. Pomyślał: "Niech stworzę światy!". Tak pojawiła się myśl przed substancją. Zląkł się, gdyż był sam, lecz pomyślał: "Po cóż się lękam; przecież prócz mnie nie ma niczego!". Lęk odszedł, gdyż lęk powstaje z drugiego. Rozejrzał się i nie zobaczywszy nikogo prócz siebie, rzekł: "Ja jestem!". Stąd jego imię Ja. Zapragnął się powielić. Rozgrzał się i stworzył ten świat i wszystko, co na nim jest; stworzywszy, wszedł weń. Wszedłszy, stał się zarazem widzialny i poza światem, określony i nie, prawdziwy i fałszywy. Jako realny, stał się wszystkim, co jest. Dlatego nazywają go Realnym. A oto inna wersja - Pradżapati pomyślał: "Niech się powielę i pomnożę!". Stworzył ogień, który jest myślą. Ogień pomyślał: "Nich się powielę i pomnożę!". I stworzył wody. Dlatego ludzie pocą się i są ciepli, gdyż pochodzą od wody. Woda zapragnęła: "Niech się powielę i pomnożę!". I dała życie ziarnom. Dlatego kiedy pada deszcz zboża się mnożą.
Pradżapati ofiarował swoje własne ciało. Z jego włosów, skóry, mięsa, kości i szpiku, które stanowią pięć składników świata, powstało pięć warstw ołtarza ognia. Ofiarnicy budując ołtarz tworzą Pradżapatiego od nowa. Budują pięć części jego ciała będących pięcioma porami roku i stronami świata. (Bóg-ofiara wyraża sprowadzenie wszystkiego co niezorganizowane do organicznej całości). Innym razem mówi się, że wysiedział on trzy światy. Przybrał postać żółwia i zrodził wszystkie stworzenia. Jako dzik wyniósł ziemię z oceanu w swych rękach. Jako ryba ostrzegł przed potopem pierwszego człowieka - Manu i wyratował go. Jako jeleń spłodził ludzi ze swoją córką, która się zmieniła w antylopę. Bogowie oburzyli się tym kazirodztwem i Rudra zastrzelił antylopę, i wysłał ją na niebo, gdzie świeci jako konstelacja. Czasem Pradżapati tworzy bogów mocą swej ascezy lub samą tylko myślą.
Gdy już dał życie bogom i ludziom, zrodził również śmierć. Jego jedna połowa jest śmiertelna (włosy, skóra, mięso, kości i szpik), druga zaś wieczna (umysł, głos, oddech, oko i ucho). Sam przerażony widokiem śmierci, uciekł daleko i dopiero dzięki odprawieniu ofiary zyskał nieśmiertelność. Pradżapati jest rokiem, symbolem nieskończoności, powtarzającego się wciąż cyklu czasu, niszczy więc życie ludzi i bogów. Bogowie też bali się śmierci; odprawiali liczne ceremonie, lecz bez skutku. Pradżapati poradził im, by ułożyli wszystkie jego formy. Bogowie nie wiedzieli, jak to uczynić, on więc im poradził. Należało ustawić 360 kamieni (dni) w kształt ogrodzenia i 360 cegieł (noce). Na nich 36 innych cegieł; na tych jeszcze 10 800. To będą wszystkie formy Pradżapatiego. Bogowie tak zrobili i wyzwolili się od śmierci.
Pradżapati (Pan Stworzeń) - patriarcha, twórca i władca wszystkiego co istnieje. Pradżapati został utożsamiony z wedyjskim Wiśwakarmanem - Wszystkotworzącym słońcem, z Dakszą, który uosabia biegłość ofiarnika, ze Złotym Łonem i filozoficznym bóstwem Ka (Kto?), jak mędrcy nazwali niepojęte praźródło wszelkiego istnienia. Pragnieniem kapłanów było wyrazić w osobie boga ową wszech całość zawartą w równaniu kosmos - ofiara. Pradżapati jest zatem twórcą wszystkiego, a zarazem wcieleniem roku, czasu i ofiary.
Rudra - wedyjski bóg głównie niszczącej burzy, groźnej, dzikiej natury. Oprócz dominującego złowrogiego aspektu ma także aspekty dobroczynne. Z czasem został utożsamiony z Śiwą.
poniedziałek, 19 lipca 2010
OFIARNOŚĆ WESSANTARY
Wessantara - książę, który żył wśród kupców - powziął ślub, iż nikomu niczego nie odmówi; odda nawet, na prośbę, własne serce i krew. Gdy tylko się narodził, wyciągnął do matki ręce, mówiąc: "Matko, pragnę czynić miłosierdzie!". W szesnastym roku życia ożeniono go z księżniczką Madri, z którą miał syna i córkę. Majątek rozdał na jałmużnę. Kto chciał jeść, mógł się u niego nasycić. Kto pragnął szat, dostał je. Kto chciał złota, srebra i klejnotów, dostał według woli. Pomyślność królestwa zależała od białego słonia, który miał moc sprowadzania deszczu. Zazdrosny król sąsiedniego kraju wysłał braminów przebranych za ascetów, aby zażądali owego zwierzęcia. Wessantara oddał i słonia. To jednak rozgniewało poddanych, którzy go wypędzili z królestwa. Wessantara rozdzielił resztę mienia i wraz z rodziną wyruszył na wędrówkę. Po drodze spotkał czterech braminów spieszących do miasta. Dał im swoje konie i sam stanął w zaprzęgu. Potem oddał i wóz pewnemu żebrakowi. Pieszo więc przybyli do Himalajów. Zbudowali chatkę na górze i żyli w niej jak asceci. Madri zbierała korzonki i leśne owoce. Pewien stary bramin obdarzony dwunastoma rodzajami brzydoty prosił księcia o syna i córkę na służbę dla jego młodej żony. Przerażone dzieci skryły się w jeziorze pod liśćmi lotosu, lecz Wessantara przywołał je i oddał starcowi, choć czynił to ze łzami w oczach. Bogowie oszczędzili bolesnego widoku matce nasyłając dzikie bestie, które opóźniły jej powrót z lasu. Bogowie też, przebrani za matkę i ojca, karmili co dzień rodzeństwo i dbali o nie, choć bramin bił je, a jego żona była okrutna. Wreszcie Indra przebrany za bramina poprosił Wessantarę, by mu podarował Madri. Uzyskawszy zgodę, wzruszony król bogów ukazał się w swojej prawdziwej postaci. Dzięki mocy Indry powróciła Madri, uwolniono dzieci, odwołano wygnanie i Wessantara znów zamieszkał we własnym pałacu.
Indra - wedyjski bóg ozdrawiającej burzy, o cechach solarnych, najpotężniejsza postać panteonu wed. Władca piorunów, pogromca demonów i złych mocy, opiekun wojowników i przywódca boskich zastępów. W hinduizmie jego rola się obniża, często występuje jako ośmieszony i podporządkowany wyższym bogom. Pozostał strażnikiem wschodu i wodzem bogów. Przedstawiany na białym słoniu, trzyma w rękach piorun i osęk na słonia.
Indra - wedyjski bóg ozdrawiającej burzy, o cechach solarnych, najpotężniejsza postać panteonu wed. Władca piorunów, pogromca demonów i złych mocy, opiekun wojowników i przywódca boskich zastępów. W hinduizmie jego rola się obniża, często występuje jako ośmieszony i podporządkowany wyższym bogom. Pozostał strażnikiem wschodu i wodzem bogów. Przedstawiany na białym słoniu, trzyma w rękach piorun i osęk na słonia.
sobota, 17 lipca 2010
ZŁOTY JELEŃ
Złoty jeleń żył niedaleko zakola rzeki. Pewnej nocy usłyszał krzyk tonącego człowieka. Pospieszył ku niemu i rzekł: "Nie bój się, ja cię wyratuję!". Podpłynął doń i wyniósł na swym grzbiecie. Potem doprowadził do benareskiego traktu. Zakazał mu tylko wydać komukolwiek, gdzie widział niezwykłe zwierzę. Tego samego dnia królowa Benaresu miała sen, w którym złoty jeleń nauczał ją prawa. Król obiecał tysiąc sztuk złota, złotą szkatułę i bogato osiodłanego konia za wiadomość o owym zwierzęciu. Wyratowany przez jelenia człowiek skusił się obietnicą i zaprowadził króla wraz z armią do miejsca, gdzie żył jeleń. Władca już miał strzelić, gdy zwierzę przemówiło ludzkim głosem: "Wielki monarcho, nie rań mnie! Któż ci doniósł, gdzie można spotkać złotego jelenia?". Król, oczarowany słodkim głosem zwierzęcia, rozgniewał się na zdrajcę. Jeleń zaś znów rzekł: "Nie, królu, żaden zacny człowiek nie zabija. Niech odejdzie ten niegodziwiec!". Władca zaprowadził złotego jelenia do świątecznie przybranego miasta, gdzie cudowne zwierzę nauczało, króla i cały dwór.
środa, 14 lipca 2010
MIT O PRAPOCZĄTKU ŚWIATA I LUDZI
"Opowiadano, mówiono,
że istniały już przedtem cztery życia,
a to obecne było piątą [z kolei] epoką.
Wiedzieli o tym starcy,
że w roku 1 - Królik,
ustanowione były fundamenty ziemi i nieba.
I to wiedzieli także,
że kiedy utrwaliły się i ziemia,
i niebo,
istniały już przedtem cztery rodzaje ludzi,
cztery rodzaje życia.
Wiedzieli również, że każde z nich
istniało [tylko] podczas jednego Słońca.
I mówili, że pierwszych ludzi
uczynił bóg, kształtując ich z popiołu.
[czyn ten] przypisują Quetzalcoatlowi,
którego znakiem jest 7 - Wiatr,
on ich wymyślił, on ich stworzył.
Pierwsze Słońce, które zostało ustanowione,
o znaku 4 - Woda,
nazywało się Słońcem Wody.
Podczas tego Słońca wydarzyło się, że wszystko zabrała,
że wszystko uniosła woda.
A ludzie przemienili się w ryby.
Wtedy powstało drugie Słońce.
Jego znakiem był 4 - Tygrys.
I Słońce to zwało się Słońcem Tygrysa.
Wówczas niebo zostało udręczone.
Słońce przestało wędrować swoim szlakiem.
Gdy dochodziło do połowy swej drogi dziennej,
natychmiast zapadała noc,
a kiedy już pociemniało
tygrysy pożerały ludzi.
I podczas tego Słońca żyli giganci,
którzy, jak mówili starcy, tak się pozdrawiali:
'Nie upadaj Panie',
gdyż ten z nich, który upadł,
nie mógł już nigdy powstać.
Powstało wówczas trzecie Słońce.
Jego znakiem był 4 - Deszcz.
I Słońce to zwano Słońcem Deszczu [z ognia].
A podczas tego Słońca wydarzyło się, że spadł deszcz ognisty.
I wszyscy, którzy wówczas żyli - spalili się.
Padał również wtedy deszcz z piasku
i spadały drobne kamyki, które teraz widzimy,
i zagotował się kamień tezontle,
i okryły czerwienią skały.
Wtedy powstało czwarte Słońce.
Jego znakiem był 4 - Wiatr.
Nazywało się to Słońce Słońcem Wiatru.
I wówczas wszystko zostało uniesione przez wiatr,
i wszyscy obrócili się w małpy,
rozproszyli się po górach
i zaczęli tam żyć owi ludzie-małpy.
Piąte Słońce:
Jego znakiem jest 4 - Ruch.
Nazywa się Słońcem Ruchu,
ponieważ porusza się, wędruje swoją drogą.
I jak mówią starzy,
podczas tego Słońca nastąpią trzęsienia ziemi,
nastąpi głód,
i tak zginiemy.
Powiadają, że w roku 13 - Trzcina,
zaczęło się Słońce, które teraz istnieje.
Pojawiło się, kiedy zaświeciło,
kiedy zaświtało
Słońce Ruchu, które teraz istnieje.
4 - Ruch jest jego znakiem.
To jest piąte Słońce, które się utrwaliło,
podczas niego nastąpią trzęsienie ziemi,
podczas niego nastąpi głód".
Quetzalcoatl (Ketsalkoatl), według niektórych relacji Quetzalcohuatl - Wąż o piórach quetzala, inaczej: Wąż okryty piórami, także Bliźniak drogocenny: 1) Bóg, współtwórca świata, walczący z Tezcatlipocą; 2) postać historyczna - władca i kapłan toltecki; 3) tytuł dwóch najwyższych kapłanów azteckich.
że istniały już przedtem cztery życia,
a to obecne było piątą [z kolei] epoką.
Wiedzieli o tym starcy,
że w roku 1 - Królik,
ustanowione były fundamenty ziemi i nieba.
I to wiedzieli także,
że kiedy utrwaliły się i ziemia,
i niebo,
istniały już przedtem cztery rodzaje ludzi,
cztery rodzaje życia.
Wiedzieli również, że każde z nich
istniało [tylko] podczas jednego Słońca.
I mówili, że pierwszych ludzi
uczynił bóg, kształtując ich z popiołu.
[czyn ten] przypisują Quetzalcoatlowi,
którego znakiem jest 7 - Wiatr,
on ich wymyślił, on ich stworzył.
Pierwsze Słońce, które zostało ustanowione,
o znaku 4 - Woda,
nazywało się Słońcem Wody.
Podczas tego Słońca wydarzyło się, że wszystko zabrała,
że wszystko uniosła woda.
A ludzie przemienili się w ryby.
Wtedy powstało drugie Słońce.
Jego znakiem był 4 - Tygrys.
I Słońce to zwało się Słońcem Tygrysa.
Wówczas niebo zostało udręczone.
Słońce przestało wędrować swoim szlakiem.
Gdy dochodziło do połowy swej drogi dziennej,
natychmiast zapadała noc,
a kiedy już pociemniało
tygrysy pożerały ludzi.
I podczas tego Słońca żyli giganci,
którzy, jak mówili starcy, tak się pozdrawiali:
gdyż ten z nich, który upadł,
nie mógł już nigdy powstać.
Powstało wówczas trzecie Słońce.
Jego znakiem był 4 - Deszcz.
I Słońce to zwano Słońcem Deszczu [z ognia].
A podczas tego Słońca wydarzyło się, że spadł deszcz ognisty.
I wszyscy, którzy wówczas żyli - spalili się.
Padał również wtedy deszcz z piasku
i spadały drobne kamyki, które teraz widzimy,
i zagotował się kamień tezontle,
i okryły czerwienią skały.
Wtedy powstało czwarte Słońce.
Jego znakiem był 4 - Wiatr.
Nazywało się to Słońce Słońcem Wiatru.
I wówczas wszystko zostało uniesione przez wiatr,
i wszyscy obrócili się w małpy,
rozproszyli się po górach
i zaczęli tam żyć owi ludzie-małpy.
Piąte Słońce:
Jego znakiem jest 4 - Ruch.
Nazywa się Słońcem Ruchu,
ponieważ porusza się, wędruje swoją drogą.
I jak mówią starzy,
podczas tego Słońca nastąpią trzęsienia ziemi,
nastąpi głód,
i tak zginiemy.
Powiadają, że w roku 13 - Trzcina,
zaczęło się Słońce, które teraz istnieje.
Pojawiło się, kiedy zaświeciło,
kiedy zaświtało
Słońce Ruchu, które teraz istnieje.
4 - Ruch jest jego znakiem.
To jest piąte Słońce, które się utrwaliło,
podczas niego nastąpią trzęsienie ziemi,
podczas niego nastąpi głód".
Quetzalcoatl (Ketsalkoatl), według niektórych relacji Quetzalcohuatl - Wąż o piórach quetzala, inaczej: Wąż okryty piórami, także Bliźniak drogocenny: 1) Bóg, współtwórca świata, walczący z Tezcatlipocą; 2) postać historyczna - władca i kapłan toltecki; 3) tytuł dwóch najwyższych kapłanów azteckich.
CUDOWNE OZDROWIENIE SAMBY
Samba, syn Kryszny, wskutek klątwy rzuconej przez pewnego mędrca nabawił się trądu. Jakiś bóg doradził mu, aby czcił słońce według obrządków Śaków. Samba za zgodą Kryszny opuścił Dwarakę, przeprawił się przez Indus i Czenab, i przybył do gaju Mihiry (Mitry). Tam oddał się służbie Słońcu i po pewnym czasie został uleczony. Pełen wdzięczności postanowił, wróciwszy do kraju, wybudować Słońcu świątynię. Nie wiedział jednak, jak to uczynić i jak należycie czcić wizerunki boga. Pewnego razu podczas ablucji znalazł w rzece wspaniały posąg Słońca. Wzniósł mu więc pokaźną świątynię nad brzegiem rzeki i nieopodal wybudował miasto. Potrzebował jednak kapłanów, aby się opiekowali przybytkiem Surji. Doradzono mu udać się ponownie do krainy magów. Z pomocą Kryszny i Garudy zjawił się znów u czcicieli Słońca i sprowadził osiemnaście kapłańskich rodów, które osadził w swym mieście. Odtąd im tylko wolno było odprawiać rytuał przeznaczony Surji. Nosili na biodrach świętą przepaskę i w milczeniu spożywali jadło, szanowali też zakaz zbliżania się do zmarłych. Samba pokochał piękną córkę bramina należącego do rodu Mihiry i z ich związku narodził się Dżaraśastra (Zaratusztra), który został ojcem wszystkich magów indyjskich.
Kryszna - ósme z wcieleń Wisznu. Był niegdyś deifikowanym księciem z rodu Jadawów. Mity dotyczące Kryszny odznaczają się bogactwem wątków pasterskich, heroicznych, solarnych i erotycznych, co sprzęga się z jego ogromną popularnością. Istnieje odrębny odłam religijny czcicieli Kryszny jako najwyższego bóstwa. Obfitą jego ikonografię cechuje skłonność do przedstawień narracyjnych. Stałymi cechami jego wyobrażeń jest ciemnoniebieska karnacja, młodzieńczość, dwoje ramion i żółte szaty.
Surja - jeden z głównych bogów wed, reprezentuje słońce. W późnym hinduizmie jego rola zmalała znacznie, lecz wcześniej istniał silny odłam jego wyłącznych czcicieli. Wyobrażany jako złoty, jadący na rydwanie zaprzężonym w siedem koni, a powożonym przez Arunę, lub też w pozycji stojącej, trzymający w uniesionych rękach dwa kwiaty lotosu.
Garuda - ptak znany z wed, niegdyś forma słońca, w hinduizmie będący wierzchowcem Wisznu. Wyobrażany jako człowiek ze skrzydłami i ptasią głową o ostrym, zakrzywionym dziobie.
Kryszna - ósme z wcieleń Wisznu. Był niegdyś deifikowanym księciem z rodu Jadawów. Mity dotyczące Kryszny odznaczają się bogactwem wątków pasterskich, heroicznych, solarnych i erotycznych, co sprzęga się z jego ogromną popularnością. Istnieje odrębny odłam religijny czcicieli Kryszny jako najwyższego bóstwa. Obfitą jego ikonografię cechuje skłonność do przedstawień narracyjnych. Stałymi cechami jego wyobrażeń jest ciemnoniebieska karnacja, młodzieńczość, dwoje ramion i żółte szaty.
Surja - jeden z głównych bogów wed, reprezentuje słońce. W późnym hinduizmie jego rola zmalała znacznie, lecz wcześniej istniał silny odłam jego wyłącznych czcicieli. Wyobrażany jako złoty, jadący na rydwanie zaprzężonym w siedem koni, a powożonym przez Arunę, lub też w pozycji stojącej, trzymający w uniesionych rękach dwa kwiaty lotosu.
Garuda - ptak znany z wed, niegdyś forma słońca, w hinduizmie będący wierzchowcem Wisznu. Wyobrażany jako człowiek ze skrzydłami i ptasią głową o ostrym, zakrzywionym dziobie.
poniedziałek, 12 lipca 2010
LEGENDY TYBETAŃSKIE
Wiele ustnych przekazów z dawnych czasów spisano w formie kronik w kilku zmitologizowanych wersjach. Szczęśliwym trafem dotrwały one do naszych czasów, tkwiąc przez tysiąc lat zamurowane w skalnych świątyniach Tunhuangu w Turkiestanie Wschodnim, który w tamtych czasach był pod kontrolą tybetańską.
Istnieje tradycja oparta na tekście indyjskiego pandity Szankara Pati, żyjącego w IV wieku p.n.e., 100 lat po śmierci Buddy, wywodząca pochodzenie ludzkości tybetańskiej od króla Rupati, wodza armii Kaurawow, który przegrawszy bitwę, uciekł ze swoimi zwolennikami za Himalaje.
Popularna mitologia tybetańska głosi, że protoplaści mieszkańców, jak i sami władcy Dachu Świata nie byli istotami ludzkimi. Pochodzą oni ze związku Bodhisattwy Współczucia Czenreziga, inkarnowanego jako czerwona małpa i białej olbrzymki-kanibalki Sinmo. Mieszkali oni koło czwartej świętej góry Tybetu zwanej Gonpo Ri wznoszącej się na wysokość ok. 800 m nad miasteczkiem Cetang w Jarlungu. Region ten zwany jest "Kołyską Tybetu", tu bowiem rozpoczęła się wspaniała cywilizacja Kraju Śniegu. Na górze tej znajduje się święte miejsce zwane Bego, czyli Drzwi do Tajemnej Doliny Gonpo Ri. Jest to wejście do sekretnego raju, które w przyszłości zostanie otwarte przez właściwego lamę. Na tej górze pod samym szczytem, na wysokości 4060 m n.p.m. znajduje się Jaskinia Małpy, gdzie według mitologii zamieszkiwała legendarna małpa i groźna dzika olbrzymka. Ich sześcioro dzieci dało początek sześciu klanom tybetańskim. Małpą był inkarnowany, odrodzony ponownie sam bodhisattwa Czenrezig, opiekun i strażnik Tybetu, który przepełniony współczuciem i pragnieniem działania dla dobra innych poświęcił się, by istoty żyjące w tym kraju osiągnęły oświecenie. Jako olbrzymka natomiast inkarnowała się Dolma, żeński bodhisattwa macierzyńskiej miłości i współczucia.
Inna tybetańska mityczna opowieść dotyczy pochodzenia Njatri Gempo-pierwszego króla Tybetu, założyciela dynastii jarlungskiej. Wywodził się on z klasy półboskich istot Theurang, zwanych Masangami. Działo się to w czasach, kiedy pierwsi ludzie zaczęli zasiedlać Tybet, a krajem tym rządziło "Dziewięciu Braci Masangow". Rodzaj ludzki zaczął się poszerzać, niektórzy zaczęli zadawać się z Masangami, zdobywali ich broń, narzędzia, walczyli z nimi i godzili się z nimi. Przyszły król tybetański wywodził się właśnie od tych półboskich Theurangów. Według najbardziej tajemnej tradycji bon (religii przed buddyjskiej)miał się on urodzić w kraju Pulo z tubylczej kobiety i był najmłodszym z siedmiu braci. Ponieważ miał tak długi język, że mógł nim zasłonić całą twarz, płetwiaste palce i dziki wygląd oraz posiadał moce magiczne, potężni kapłani bonpo z Pulo wypędzili go po odprawieniu odpowiednich, stosownych ofiar i rytuałów umożliwiających wygnanie półboga klasy Theuranga do Tybetu.
W Jarlungu wygnaniec zstąpił z nieba po sznurze i stanął na szczycie święte góry Ala Szampo. Manifestując w ten sposób swoją boskość i nadnaturalne siły, został okrzyknięty królem przez zgromadzonych tam dwunastu przywódców koczowników, pasterzy i mędrców. Jego pochodzenie i niezwykłe właściwości zyskały uznanie i został przeniesiony na ich własnych barkach na drewnianym tronie. Od tego zdarzenia wywodzi się jego imię - Njatri Cenpo, "Mocarz na Tronie z Karków."
Kolejni królowie Tybetu - aż do ósmego, zabitego podstępem, gdy zdjął magiczną zbroję i w ten sposób utracił swe cudowne zdolności, także pojawiali się w Tybecie, schodząc na ziemię za pomocą sznura lub po snopie światła, a po śmierci w ten sam sposób wracali do nieba. Dlatego nazywano ich LhabTsan-Po - Boski Mocarz lub Lha's Ras "Boski Syn". Inny przekaz mówi, że ósmy król, walcząc, zamachnął się mieczem nad głową i przypadkowo przeciął sznur (snop światła), który go nigdy nie opuszczał. Utraciwszy boskość, łączność z niebem, padł martwy, śmiertelny miedzy śmiertelnikami. Na miejsce jego pochówku wybrano dolinę Czongja, gdzie później również grzebano jego następców.
Inna z kolei legenda opowiada dzieje powstania kraju Dachu Świata. W zamierzchłych czasach nad krajem dominowały cudowne śnieżne góry, poniżej kwitły laki i rosły lasy, a w dole ziemię pokrywał wielki ocean. Wraz z biegiem czasu wody spłynęły do południowego oceanu i wyłonił się ląd. Ziemia zaludniła się, w lasach szczęśliwie żyły małpy, ptaki i inne zwierzęta. Potem zgodnie z prawem zmian drzewa stawały się coraz rzadsze, a bogini ziemia przybrała nowe oblicze. Następnie każda żywa istota została przypisana swojemu miejscu zgodnie z prawem karmana: śnieżna pantera - śniegom wysoko na szczytach, jeleń - płaskowyżom, tygrys - wyżej położonym lasom, dziki jak - wyższym partiom gór, sęp - strzelistym turniom, a ryby wyżej położonym jeziorom. Niech wszystko trwa jak dawniej i niech panuje dostatek!
Legendę nadesłał Szamas
Istnieje tradycja oparta na tekście indyjskiego pandity Szankara Pati, żyjącego w IV wieku p.n.e., 100 lat po śmierci Buddy, wywodząca pochodzenie ludzkości tybetańskiej od króla Rupati, wodza armii Kaurawow, który przegrawszy bitwę, uciekł ze swoimi zwolennikami za Himalaje.
Popularna mitologia tybetańska głosi, że protoplaści mieszkańców, jak i sami władcy Dachu Świata nie byli istotami ludzkimi. Pochodzą oni ze związku Bodhisattwy Współczucia Czenreziga, inkarnowanego jako czerwona małpa i białej olbrzymki-kanibalki Sinmo. Mieszkali oni koło czwartej świętej góry Tybetu zwanej Gonpo Ri wznoszącej się na wysokość ok. 800 m nad miasteczkiem Cetang w Jarlungu. Region ten zwany jest "Kołyską Tybetu", tu bowiem rozpoczęła się wspaniała cywilizacja Kraju Śniegu. Na górze tej znajduje się święte miejsce zwane Bego, czyli Drzwi do Tajemnej Doliny Gonpo Ri. Jest to wejście do sekretnego raju, które w przyszłości zostanie otwarte przez właściwego lamę. Na tej górze pod samym szczytem, na wysokości 4060 m n.p.m. znajduje się Jaskinia Małpy, gdzie według mitologii zamieszkiwała legendarna małpa i groźna dzika olbrzymka. Ich sześcioro dzieci dało początek sześciu klanom tybetańskim. Małpą był inkarnowany, odrodzony ponownie sam bodhisattwa Czenrezig, opiekun i strażnik Tybetu, który przepełniony współczuciem i pragnieniem działania dla dobra innych poświęcił się, by istoty żyjące w tym kraju osiągnęły oświecenie. Jako olbrzymka natomiast inkarnowała się Dolma, żeński bodhisattwa macierzyńskiej miłości i współczucia.
Inna tybetańska mityczna opowieść dotyczy pochodzenia Njatri Gempo-pierwszego króla Tybetu, założyciela dynastii jarlungskiej. Wywodził się on z klasy półboskich istot Theurang, zwanych Masangami. Działo się to w czasach, kiedy pierwsi ludzie zaczęli zasiedlać Tybet, a krajem tym rządziło "Dziewięciu Braci Masangow". Rodzaj ludzki zaczął się poszerzać, niektórzy zaczęli zadawać się z Masangami, zdobywali ich broń, narzędzia, walczyli z nimi i godzili się z nimi. Przyszły król tybetański wywodził się właśnie od tych półboskich Theurangów. Według najbardziej tajemnej tradycji bon (religii przed buddyjskiej)miał się on urodzić w kraju Pulo z tubylczej kobiety i był najmłodszym z siedmiu braci. Ponieważ miał tak długi język, że mógł nim zasłonić całą twarz, płetwiaste palce i dziki wygląd oraz posiadał moce magiczne, potężni kapłani bonpo z Pulo wypędzili go po odprawieniu odpowiednich, stosownych ofiar i rytuałów umożliwiających wygnanie półboga klasy Theuranga do Tybetu.
W Jarlungu wygnaniec zstąpił z nieba po sznurze i stanął na szczycie święte góry Ala Szampo. Manifestując w ten sposób swoją boskość i nadnaturalne siły, został okrzyknięty królem przez zgromadzonych tam dwunastu przywódców koczowników, pasterzy i mędrców. Jego pochodzenie i niezwykłe właściwości zyskały uznanie i został przeniesiony na ich własnych barkach na drewnianym tronie. Od tego zdarzenia wywodzi się jego imię - Njatri Cenpo, "Mocarz na Tronie z Karków."
Kolejni królowie Tybetu - aż do ósmego, zabitego podstępem, gdy zdjął magiczną zbroję i w ten sposób utracił swe cudowne zdolności, także pojawiali się w Tybecie, schodząc na ziemię za pomocą sznura lub po snopie światła, a po śmierci w ten sam sposób wracali do nieba. Dlatego nazywano ich LhabTsan-Po - Boski Mocarz lub Lha's Ras "Boski Syn". Inny przekaz mówi, że ósmy król, walcząc, zamachnął się mieczem nad głową i przypadkowo przeciął sznur (snop światła), który go nigdy nie opuszczał. Utraciwszy boskość, łączność z niebem, padł martwy, śmiertelny miedzy śmiertelnikami. Na miejsce jego pochówku wybrano dolinę Czongja, gdzie później również grzebano jego następców.
Inna z kolei legenda opowiada dzieje powstania kraju Dachu Świata. W zamierzchłych czasach nad krajem dominowały cudowne śnieżne góry, poniżej kwitły laki i rosły lasy, a w dole ziemię pokrywał wielki ocean. Wraz z biegiem czasu wody spłynęły do południowego oceanu i wyłonił się ląd. Ziemia zaludniła się, w lasach szczęśliwie żyły małpy, ptaki i inne zwierzęta. Potem zgodnie z prawem zmian drzewa stawały się coraz rzadsze, a bogini ziemia przybrała nowe oblicze. Następnie każda żywa istota została przypisana swojemu miejscu zgodnie z prawem karmana: śnieżna pantera - śniegom wysoko na szczytach, jeleń - płaskowyżom, tygrys - wyżej położonym lasom, dziki jak - wyższym partiom gór, sęp - strzelistym turniom, a ryby wyżej położonym jeziorom. Niech wszystko trwa jak dawniej i niech panuje dostatek!
Legendę nadesłał Szamas
sobota, 3 lipca 2010
KLĄTWA PUSTELNIKA
Kiedyś król Parikszit ścigając antylopę zawędrował do pustelni i zapytał pewnego ascetę o drogę. Nie otrzymawszy odpowiedzi, w gniewie rzucił mu na szyję zdechłego węża. Tamten przeklął go, wołając, że za siedem dni umrze od ukąszenia króla nagów. Przerażony król skrył się w dobrze strzeżonym pałacu wzniesionym na palach pośrodku jeziora. Wężowy władca przechytrzył go jednak, dostał się do pałacu jako robak w jabłku i ukąsił go. Syn Parikszita pomścił śmierć ojca, odprawiając wielką ofiarę z węży.
nagowie (m. naga, ż. nagini) - bóstwa wężowe, których kult sięga czasów przedaryjskich, a trwa do dziś. W mitologii hinduizmu występują jako dawcy płodności, antagoniści słońca, stróże podziemnych skarbów. Wyobrażani w postaci naturalnej albo półludzkiej i półwężowej.
nagowie (m. naga, ż. nagini) - bóstwa wężowe, których kult sięga czasów przedaryjskich, a trwa do dziś. W mitologii hinduizmu występują jako dawcy płodności, antagoniści słońca, stróże podziemnych skarbów. Wyobrażani w postaci naturalnej albo półludzkiej i półwężowej.
STRAŻNIK SKARBU
Pewien naga mieszkający w mrowisku zwykł był co dzień dawać złotą monetę braminowi, który mu przynosił mleko i zanosił doń modły. Pewnego dnia bramin wysłał swego syna, a ten, myśląc, że znajdzie w mrowisku złoto, uderzył węża kijem. Oburzony naga ukąsił go. Nazajutrz, gdy bramin zjawił się z ofiarami, wąż rzekł do niego: "Głupi człowieku, przychodzisz tu żądny złota, lecz ani ja nie zapomnę kija, ani ty śmierci syna. Nie będzie przeto między nami przyjaźni!" Ostatni raz podarował braminowi monetę i zakazał mu więcej przychodzić.
nagowie (m. naga, ż. nagini) - bóstwa wężowe, których kult sięga czasów przedaryjskich, a trwa do dziś. W mitologii hinduizmu występują jako dawcy płodności, antagoniści słońca, stróże podziemnych skarbów. Wyobrażani w postaci naturalnej albo półludzkiej i półwężowej.
nagowie (m. naga, ż. nagini) - bóstwa wężowe, których kult sięga czasów przedaryjskich, a trwa do dziś. W mitologii hinduizmu występują jako dawcy płodności, antagoniści słońca, stróże podziemnych skarbów. Wyobrażani w postaci naturalnej albo półludzkiej i półwężowej.
niedziela, 27 czerwca 2010
TRZECIE OKO
Pewnego razu Śiwa siedział na szczycie góry zgłębiony w medytacji. Dokoła ciągnęły się kwitnące lasy pełne ptaków, nimf i drobnych duszków. Unosił się zapach kwiatów i sandału; dźwięczała muzyka i bzykanie pszczół. Zgromadzeni przy bogu mędrcy oddawali mu niskie pokłony. Niespodziewanie weszła Parwati z orszakiem służebnic. Niosła dzban z wodą zebraną za świętych miejsc. Radosna i roześmiana, w zabawie zakryła swymi palcami oczy małżonka. Natychmiast zgasło słońce i wszystkie stworzenia drżały w wielkim strachu. Świat zginąłby, gdyby nie pojawiło się na czole Śiwy trzecie oko, które podobne drugiemu słońcu rozjaśniło wszechświat. Jednakże płomienny blask tego oka zaczął palić lasy. Wybiegły z nich zwierzęta i otoczyły Śiwę. Ogień zagłady dotarł aż do nieba i spopielał góry wraz z tą, która była ojcem Parwati. Zrozpaczona małżonka boga stanęła przed nim z modlitewnie złożonymi dłońmi. Dopiero wtedy Śiwa łaskawym spojrzeniem ożywił góry i świat powrócił do dawnego stanu.
Dwoje oczu boga i trzecie na jego czole to trzy źródła i formy światła będącego podstawą myśli. Odpowiadają one słońcu, księżycowi i ogniowi. Mają więc białą barwę słońca, czarny kolor księżyca-czasu oraz żółty - ognisty. Są zarazem Indrą, Somą i Agnim; przeszłością, teraźniejszością i czasem przyszłym; ciepłem, zimnem i główną energią twórczą, także trzema: światami, kategoriami świata i funkcjami boga. Trójcy tej odpowiada trójząb Śiwy.
Śiwa - wedyjski Rudra przeobraził się z czasem w Śiwę, jednego z dwu obok Wisznu najważniejszych bogów hinduizmu. Jest on przede wszystkim niszczycielem, ale i odrodzicielem, a w oczach śiwaitów władcą wszystkich pozostałych bóstw. Jego małżonka to Parwati. Głównym jego symbolem jest wyobrażenie falliczne - linga połączona z seksualnym symbolem Parwati. Przedstawienia antropomorficzne dzielą się głównie na groźne i przychylne. Stałą ich cechą jest biała karnacja ciała i trzecie oko umieszczone pionowo na czole. Spośród atrybutów najczęściej występują trójząb, topór i pętla. Wierzchowcem jest byk Nandin.
Parwati - dobroczynna forma małżonki Śiwy. Jej imię oznacza Córka Góry. Jest młoda, urodziwa, często trzyma w lewej dłoni kwitnący lotos.
Dwoje oczu boga i trzecie na jego czole to trzy źródła i formy światła będącego podstawą myśli. Odpowiadają one słońcu, księżycowi i ogniowi. Mają więc białą barwę słońca, czarny kolor księżyca-czasu oraz żółty - ognisty. Są zarazem Indrą, Somą i Agnim; przeszłością, teraźniejszością i czasem przyszłym; ciepłem, zimnem i główną energią twórczą, także trzema: światami, kategoriami świata i funkcjami boga. Trójcy tej odpowiada trójząb Śiwy.
Śiwa - wedyjski Rudra przeobraził się z czasem w Śiwę, jednego z dwu obok Wisznu najważniejszych bogów hinduizmu. Jest on przede wszystkim niszczycielem, ale i odrodzicielem, a w oczach śiwaitów władcą wszystkich pozostałych bóstw. Jego małżonka to Parwati. Głównym jego symbolem jest wyobrażenie falliczne - linga połączona z seksualnym symbolem Parwati. Przedstawienia antropomorficzne dzielą się głównie na groźne i przychylne. Stałą ich cechą jest biała karnacja ciała i trzecie oko umieszczone pionowo na czole. Spośród atrybutów najczęściej występują trójząb, topór i pętla. Wierzchowcem jest byk Nandin.
Parwati - dobroczynna forma małżonki Śiwy. Jej imię oznacza Córka Góry. Jest młoda, urodziwa, często trzyma w lewej dłoni kwitnący lotos.
piątek, 25 czerwca 2010
CUDOWNY CZAJNICZEK DO PARZENIA HERBATY
Dawno, dawno temu, w Świątyni Morinji, w prowincji Kotsuke, żył stary kapłan.
Ten stary kapłan przykładał wielką wagę do ceremonii parzenia i picia herbaty. Ceremonia ta zwie się Chanoyu, i jej kultywowanie było dla kapłana samą przyjemnością.
Pewnego dnia udało mu się przypadkowo spotkać w sklepie ze starociami, nie zniszczony, stary czajniczek do parzenia herbaty. Kupił go bez namysłu i zabrał do dom u bardzo zadowolony z jego kształtu i artystycznego wykonania.
Następnego dnia dobył swój nowy nabytek, usiadł obok i długo sycił się jego widokiem.
”Jesteś Przecudny, tak właśnie,” powiedział, ”powinienem zaprosić wszystkich przyjaciół na Chanoyu, i sprawdzić czy i ich zadziwi widok tak wyjątkowego czajniczka!”
Położył swój skarb na pudełku, gdzie miał na niego świetny widok, rozsiadł się i podziwiając go zaczął planować jak powinien zaprosić gości. Po jakimś czasie stał się senny i zaczął przysypiać, aż w końcu głowa opadła mu na stolik i zasnął.
Wtedy to nastąpiła cudowna przemiana. Czajniczek zaczął się poruszać. W miejscu gdzie miał dzióbek pojawiła się włochata głowa, po drugiej stronie wyrosła bujna kita, a zaraz potem na spodzie czajniczka ukazały się cztery nogi. Na końcu czajniczek zeskoczył z pudełka i zaczął po całym pomieszczeniu wyprawiać harce, a można by przysiąc, że wyglądał jak borsuk.
Trzej młodzi nowicjusze, którzy pobierali nauki w pokoju obok usłyszeli hałas, i gdy jeden z nich zerknął przez rozsuwane drzwi, ujrzał ku swemu zaskoczeniu, czajniczek na czterech nogach, tańczący po całym pokoju!
Na ten widok zakrzyknął „Och! Co za potworna rzecz! Czajniczek do herbaty przemieniony w borsuka!”
„Co?” spytał drugi nowicjusz, „Jak to czajniczek do herbaty przemienił się w borsuka? Co za bzdura!” I to mówiąc odepchnął na bok towarzysza i zajrzał do środka. Zakrzyknął, bo to co zobaczył także i jego przeraziło. „To jakiś Goblin! Zmierza ku nam, uciekajmy!”
Trzeciego nowicjusza nie tak łatwo było przerazić.
„Przestańcie, przecież to raczej zabawne,” powiedział, „to, jak to stworzonko podskakuje! Obudzę mistrza, niech i on sobie popatrzy.”
Wszedł do środka i potrząsnął kapłanem krzycząc: „Pobudka! Mistrzu, zbudź się! Dzieją się dziwy.”
„Co się tu wyrabia!” powiedział starzec przecierając oczy, „czemuś narobił rabanu?!”
„Każdy by narobił gdyby działy się takie dziwy. Tylko popatrz, mistrzu, twój czajniczek dostał nóg i biega jak oszalały.”
„Co?! Co?! Co?! Co ty mówisz? dopytywał się kapłan. „Czajniczek dostał nóg?! A niby jak?! Niech no ja zobaczę!”
Lecz w czasie gdy starzec się rozbudzał, czajniczek z powrotem przybrał swój zwykły wygląd, i znów jak przedtem cichutko stał na pudełku.
„Ale z was głupole!” powiedział kapłan. „Przecież czajniczek stoi na pudełku, i z pewnością nie ma w tym nic dziwnego. Nie, nie, słyszałem już o wałku do ciasta, któremu wyrosły skrzydła i odleciał, lecz jak długo żyję, nigdy nie słyszałem o czajniczku chodzącym na swoich nogach. Nigdy w to nie uwierzę.”
Ale wszystko to sprawiło, że kapłan był trochę niespokojny, i do końca dnia myślał o tym incydencie. Gdy nadszedł wieczór i siedział sam jeden w pokoju, wziął czajniczek, i chcąc zrobić sobie herbaty, napełnił go wodą i postawił do zagotowania na rozżarzonych węgielkach. Lecz gdy tylko woda zaczęła się gotować czajniczek zakrzyknął, „Gorąco, gorąco.” i zeskoczył z ognia.
„Pomocy! Pomocy!” wykrzyknął kapłan śmiertelnie przerażony. Lecz gdy nowicjusze przybiegli mu na pomoc, czajniczek w jednej chwili stał się zwykłym czajniczkiem. Wtedy jeden z nowicjuszy chwycił kij i rzekł, „Zaraz się przekonamy, czy on żyje czy nie,” i zaczął okładać czajniczek kijem z dużą siłą. Ta rzecz z pewnością nie jest żywa, i wydaje tylko metaliczny dźwięk w odpowiedzi na krzepkie razy.
Wtedy stary kapłan z całego serca pożałował zakupu psotnego czajniczka, i zaczął rozmyślać, jak tu się go pozbyć, gdy nagle przyszedł nie kto inny jak kotlarz.
„Oto właściwy człowiek,” pomyślał kapłan. Umowa wkrótce została zawarta, kotlarz odkupił czajniczek za kilka miedziaków i zaniósł go do domu uradowany z nabytku.
Zanim położył się do łóżka, jeszcze raz popatrzył na czajniczek i zobaczył, że jest on w lepszym stanie niż początkowo myślał, po czym poszedł spać w spokoju ducha.
W środku miłego snu kotlarz nagle zaczął myśleć, że słyszał jak ktoś buszuje po pokoju, ale gdy otworzył oczy i rozejrzał się, nikogo nie dostrzegł.
„To chyba tylko sen,” powiedział do siebie, obrócił się i ponownie zasnął.
Lecz znów go coś obudziło. Ktoś krzyczał, „Kotlarzu! Kotlarzu! Wstawaj! Wstawaj!”
Tym razem zerwał się rozbudzony i ujrzał, że to czajniczek mający głowę, ogon, łapy i futro borsuka dokazuje po całym pokoju!
„Goblin! Goblin!” wykrzyknął kotlarz, ale czajniczek odpowiedział ze śmiechem, „Nie bój się, mój drogi kotlarzu. Nie jestem Goblinem a jedynie cudownym czajniczkiem do parzenia herbaty. Nazywam się Bumbuku-Chagama, i przynoszę szczęście każdemu, kto mnie dobrze traktuje. Ale oczywiście, nie lubię gdy stawia się mnie na ogniu ani potem być bitym kijem, jak to zrobiono wczoraj w świątyni.”
„No to co mogę zrobić, by cię zadowolić?” spytał kotlarz. „Mam trzymać cię w pudełku?”
„Och nie, nie!” odpowiedział czajniczek, lubię dobre jedzenie, a od czasu do czasu odrobinę wina, tak jak i ty. Będziesz trzymał mnie w domu i karmił? Ja nie będę dla ciebie ciężarem, wręcz przeciwnie, będę ci pomagał w pracy gdy tylko zechcesz.”
Kotlarz zgodził się.
Rano wyprawił na cześć Bumbuku wspaniałą ucztę, który rzekł, „Ja oczywiście jestem cudownym czajniczkiem do parzenia herbaty, i radzę ci byś wziął m nie w podroż po kraju i pokazywał mnie przy akompaniamencie śpiewu i muzyki.”
Kotlarz przemyślał radę, i wkrótce rozpoczął pokazy, które nazwał Bumbuku-Chagama. Pokazy przynoszącego szczęście czajniczka od razu odniosły sukces. Nie tylko chodził na czterech nogach, lecz także tańczył na rozciągniętej w powietrzu linie, i wykonywał na niej wiele akrobacji, kończąc wszystko głębokim ukłonem w stronę widzów błagając by stali się jego stałą widownią.
Sława pokazów wkrótce rozniosła się wokoło i teatr zaczął codziennie pękać w szwach. W końcu nawet miejscowa księżniczka nakazała by kotlarz i jego czajniczek przybyli ze swoimi pokazami na dwór. Tak też się stało, ku uciesze księżniczki i jej dwórek.
Z czasem kotlarz stał się tak bogaty, że mógł zaprzestać pokazów, a chcąc by wraz z nim i wierny czajniczek mógł wreszcie odpocząć, zabrał go wraz jego częścią bogactwa z powrotem do Świątyni Morinji, gdzie został złożony jako drogocenny skarb, a jak niektórzy twierdzą, czczono go tam niczym świętość.
Ten stary kapłan przykładał wielką wagę do ceremonii parzenia i picia herbaty. Ceremonia ta zwie się Chanoyu, i jej kultywowanie było dla kapłana samą przyjemnością.
Pewnego dnia udało mu się przypadkowo spotkać w sklepie ze starociami, nie zniszczony, stary czajniczek do parzenia herbaty. Kupił go bez namysłu i zabrał do dom u bardzo zadowolony z jego kształtu i artystycznego wykonania.
Następnego dnia dobył swój nowy nabytek, usiadł obok i długo sycił się jego widokiem.
”Jesteś Przecudny, tak właśnie,” powiedział, ”powinienem zaprosić wszystkich przyjaciół na Chanoyu, i sprawdzić czy i ich zadziwi widok tak wyjątkowego czajniczka!”
Położył swój skarb na pudełku, gdzie miał na niego świetny widok, rozsiadł się i podziwiając go zaczął planować jak powinien zaprosić gości. Po jakimś czasie stał się senny i zaczął przysypiać, aż w końcu głowa opadła mu na stolik i zasnął.
Wtedy to nastąpiła cudowna przemiana. Czajniczek zaczął się poruszać. W miejscu gdzie miał dzióbek pojawiła się włochata głowa, po drugiej stronie wyrosła bujna kita, a zaraz potem na spodzie czajniczka ukazały się cztery nogi. Na końcu czajniczek zeskoczył z pudełka i zaczął po całym pomieszczeniu wyprawiać harce, a można by przysiąc, że wyglądał jak borsuk.
Trzej młodzi nowicjusze, którzy pobierali nauki w pokoju obok usłyszeli hałas, i gdy jeden z nich zerknął przez rozsuwane drzwi, ujrzał ku swemu zaskoczeniu, czajniczek na czterech nogach, tańczący po całym pokoju!
Na ten widok zakrzyknął „Och! Co za potworna rzecz! Czajniczek do herbaty przemieniony w borsuka!”
„Co?” spytał drugi nowicjusz, „Jak to czajniczek do herbaty przemienił się w borsuka? Co za bzdura!” I to mówiąc odepchnął na bok towarzysza i zajrzał do środka. Zakrzyknął, bo to co zobaczył także i jego przeraziło. „To jakiś Goblin! Zmierza ku nam, uciekajmy!”
Trzeciego nowicjusza nie tak łatwo było przerazić.
„Przestańcie, przecież to raczej zabawne,” powiedział, „to, jak to stworzonko podskakuje! Obudzę mistrza, niech i on sobie popatrzy.”
Wszedł do środka i potrząsnął kapłanem krzycząc: „Pobudka! Mistrzu, zbudź się! Dzieją się dziwy.”
„Co się tu wyrabia!” powiedział starzec przecierając oczy, „czemuś narobił rabanu?!”
„Każdy by narobił gdyby działy się takie dziwy. Tylko popatrz, mistrzu, twój czajniczek dostał nóg i biega jak oszalały.”
„Co?! Co?! Co?! Co ty mówisz? dopytywał się kapłan. „Czajniczek dostał nóg?! A niby jak?! Niech no ja zobaczę!”
Lecz w czasie gdy starzec się rozbudzał, czajniczek z powrotem przybrał swój zwykły wygląd, i znów jak przedtem cichutko stał na pudełku.
„Ale z was głupole!” powiedział kapłan. „Przecież czajniczek stoi na pudełku, i z pewnością nie ma w tym nic dziwnego. Nie, nie, słyszałem już o wałku do ciasta, któremu wyrosły skrzydła i odleciał, lecz jak długo żyję, nigdy nie słyszałem o czajniczku chodzącym na swoich nogach. Nigdy w to nie uwierzę.”
Ale wszystko to sprawiło, że kapłan był trochę niespokojny, i do końca dnia myślał o tym incydencie. Gdy nadszedł wieczór i siedział sam jeden w pokoju, wziął czajniczek, i chcąc zrobić sobie herbaty, napełnił go wodą i postawił do zagotowania na rozżarzonych węgielkach. Lecz gdy tylko woda zaczęła się gotować czajniczek zakrzyknął, „Gorąco, gorąco.” i zeskoczył z ognia.
„Pomocy! Pomocy!” wykrzyknął kapłan śmiertelnie przerażony. Lecz gdy nowicjusze przybiegli mu na pomoc, czajniczek w jednej chwili stał się zwykłym czajniczkiem. Wtedy jeden z nowicjuszy chwycił kij i rzekł, „Zaraz się przekonamy, czy on żyje czy nie,” i zaczął okładać czajniczek kijem z dużą siłą. Ta rzecz z pewnością nie jest żywa, i wydaje tylko metaliczny dźwięk w odpowiedzi na krzepkie razy.
Wtedy stary kapłan z całego serca pożałował zakupu psotnego czajniczka, i zaczął rozmyślać, jak tu się go pozbyć, gdy nagle przyszedł nie kto inny jak kotlarz.
„Oto właściwy człowiek,” pomyślał kapłan. Umowa wkrótce została zawarta, kotlarz odkupił czajniczek za kilka miedziaków i zaniósł go do domu uradowany z nabytku.
Zanim położył się do łóżka, jeszcze raz popatrzył na czajniczek i zobaczył, że jest on w lepszym stanie niż początkowo myślał, po czym poszedł spać w spokoju ducha.
W środku miłego snu kotlarz nagle zaczął myśleć, że słyszał jak ktoś buszuje po pokoju, ale gdy otworzył oczy i rozejrzał się, nikogo nie dostrzegł.
„To chyba tylko sen,” powiedział do siebie, obrócił się i ponownie zasnął.
Lecz znów go coś obudziło. Ktoś krzyczał, „Kotlarzu! Kotlarzu! Wstawaj! Wstawaj!”
Tym razem zerwał się rozbudzony i ujrzał, że to czajniczek mający głowę, ogon, łapy i futro borsuka dokazuje po całym pokoju!
„Goblin! Goblin!” wykrzyknął kotlarz, ale czajniczek odpowiedział ze śmiechem, „Nie bój się, mój drogi kotlarzu. Nie jestem Goblinem a jedynie cudownym czajniczkiem do parzenia herbaty. Nazywam się Bumbuku-Chagama, i przynoszę szczęście każdemu, kto mnie dobrze traktuje. Ale oczywiście, nie lubię gdy stawia się mnie na ogniu ani potem być bitym kijem, jak to zrobiono wczoraj w świątyni.”
„No to co mogę zrobić, by cię zadowolić?” spytał kotlarz. „Mam trzymać cię w pudełku?”
„Och nie, nie!” odpowiedział czajniczek, lubię dobre jedzenie, a od czasu do czasu odrobinę wina, tak jak i ty. Będziesz trzymał mnie w domu i karmił? Ja nie będę dla ciebie ciężarem, wręcz przeciwnie, będę ci pomagał w pracy gdy tylko zechcesz.”
Kotlarz zgodził się.
Rano wyprawił na cześć Bumbuku wspaniałą ucztę, który rzekł, „Ja oczywiście jestem cudownym czajniczkiem do parzenia herbaty, i radzę ci byś wziął m nie w podroż po kraju i pokazywał mnie przy akompaniamencie śpiewu i muzyki.”
Kotlarz przemyślał radę, i wkrótce rozpoczął pokazy, które nazwał Bumbuku-Chagama. Pokazy przynoszącego szczęście czajniczka od razu odniosły sukces. Nie tylko chodził na czterech nogach, lecz także tańczył na rozciągniętej w powietrzu linie, i wykonywał na niej wiele akrobacji, kończąc wszystko głębokim ukłonem w stronę widzów błagając by stali się jego stałą widownią.
Sława pokazów wkrótce rozniosła się wokoło i teatr zaczął codziennie pękać w szwach. W końcu nawet miejscowa księżniczka nakazała by kotlarz i jego czajniczek przybyli ze swoimi pokazami na dwór. Tak też się stało, ku uciesze księżniczki i jej dwórek.
Z czasem kotlarz stał się tak bogaty, że mógł zaprzestać pokazów, a chcąc by wraz z nim i wierny czajniczek mógł wreszcie odpocząć, zabrał go wraz jego częścią bogactwa z powrotem do Świątyni Morinji, gdzie został złożony jako drogocenny skarb, a jak niektórzy twierdzą, czczono go tam niczym świętość.
czwartek, 17 czerwca 2010
OPOWIEŚĆ O BAJLEM SŁODYCZĄ-SŁYNĄCYM
Legenda iryjska
Bajle Słodyczą-Słynący był umiłowanym jedynym Ajllinny, córki Lugada. Kochał go każdy, kto go widział, a nawet tylko słyszał o nim, takie były o nim opowieści. I umówili się na schadzkę miłosną w Ross na Rig, na wybrzeżu Boyne, w kraju Breg.
On wyruszył z północy, by zejść się z nią. Gdy dotarł do Traig Baili, zdjęto jarzma wozowe z koni, które puszczono na paszę. I było wesoło, radośnie.
Ale gdy tam obozowali, ujrzeli męża, który zbliżał się od południa. Szybki był jego bieg i zbliżanie się. Sunął nad ziemią jak sokół nad urwiskiem, jak wiatr nad morzem zielonym. Miał ich po swojej lewicy.
Do niego! - zawołał Bajle - spytajmy, dokąd idzie i skąd przychodzi i jaki ma powód do pośpiechu.
Do Tuaig-Inber podążam i dalej na północ, a nowin nie mam, prócz tej, że córka Lugada, syna Fergusa, przyrzekła swą miłość Bajlemu, synowi Buana, i szła na schadzkę z nim, gdy napadli na nią wojownicy lajgeńscy i zabili ją. Powiedzieli byli o nich obojgu druidzi i dobrzy wieszczbiarze, że nie spotkają się żywi, lecz zejdą się po śmierci, by nie rozejść się nigdy. Oto moje nowiny.
I odszedł od nich, a oni nie zdołali wstrzymać go. Bajle zaś gdy to usłyszał, padł martwy bez życia. I usypano jego mogiłę, i wał wkoło niej. Ustawiono jego kamień i pogrzebowe igrzyska zostały odprawione przez mężów ulackich. Na mogile wyrósł cis, w którego koronie rozpoznawało się kształt i postać głowy Bajlego.
Wówczas ten sam mąż pobiegł na południe do miejsca, gdzie była dziewica Ajllinn i wszedł do altany. - Czy masz jaką nowinę? - Nie mam nowin prócz tej, że w Traig Baili widziałem mężów ulackich, zajętych pogrzebowymi igrzyskami, sypaniem mogiły i ustawianiem kamienia, i ryciem imienia Bajlego, syna Buana, królewicza Uladu. Szedł na spotkanie kochanki i ku miłości tej z kobiet, której miłość swą dał. Jest bowiem ich losem, że nie spotkają się w życiu i żadne z obojga za życia nie ujrzy drugiego. - Ajllinn padła martwa, bez życia. I oto z mogiły jej wyrosła jabłoń i stała się dużym drzewem w lat siedem. W koronie dostrzegało się kształt głowy Ajllinny.
Gdy zaś przeszło lat siedem, naczelnicy, wieszczbiarze i wróżbici ścięli cis, który rósł na mogile Bajlego, i zrobili zeń tabliczkę dla poetów. Spisano na niej wieszczby i uczty, i zaloty Uladu. Podobnie zaloty Lajgenu zostały spisane na tabliczce zrobionej z drzewa jabłoni, która rosła na grobie Ajllinny.
Nadeszło święto Samhain, a Kormak, syn Arta, wydał ucztę. Zbiegli się na nią poeci i ludzie uprawiający jakąkolwiek sztukę. Przynieśli ze sobą tabliczki. Król je zobaczył i zapytał o nie. Podano mu je. Trzymał w rękach licem do lica.
I oto obie tabliczki przyskoczyły do siebie i splotły się tak, jak wiciokrzew z gałęzią, i niepodobieństwem było rozdzielić je.
Złożono je do królewskiego skarbca w Temair i przechowywane tam były na równi z najcenniejszymi klejnotami aż do czasu, gdy spalił je Dunlag, syn Erny.
Bajle Słodyczą-Słynący był umiłowanym jedynym Ajllinny, córki Lugada. Kochał go każdy, kto go widział, a nawet tylko słyszał o nim, takie były o nim opowieści. I umówili się na schadzkę miłosną w Ross na Rig, na wybrzeżu Boyne, w kraju Breg.
On wyruszył z północy, by zejść się z nią. Gdy dotarł do Traig Baili, zdjęto jarzma wozowe z koni, które puszczono na paszę. I było wesoło, radośnie.
Ale gdy tam obozowali, ujrzeli męża, który zbliżał się od południa. Szybki był jego bieg i zbliżanie się. Sunął nad ziemią jak sokół nad urwiskiem, jak wiatr nad morzem zielonym. Miał ich po swojej lewicy.
Do niego! - zawołał Bajle - spytajmy, dokąd idzie i skąd przychodzi i jaki ma powód do pośpiechu.
Do Tuaig-Inber podążam i dalej na północ, a nowin nie mam, prócz tej, że córka Lugada, syna Fergusa, przyrzekła swą miłość Bajlemu, synowi Buana, i szła na schadzkę z nim, gdy napadli na nią wojownicy lajgeńscy i zabili ją. Powiedzieli byli o nich obojgu druidzi i dobrzy wieszczbiarze, że nie spotkają się żywi, lecz zejdą się po śmierci, by nie rozejść się nigdy. Oto moje nowiny.
I odszedł od nich, a oni nie zdołali wstrzymać go. Bajle zaś gdy to usłyszał, padł martwy bez życia. I usypano jego mogiłę, i wał wkoło niej. Ustawiono jego kamień i pogrzebowe igrzyska zostały odprawione przez mężów ulackich. Na mogile wyrósł cis, w którego koronie rozpoznawało się kształt i postać głowy Bajlego.
Wówczas ten sam mąż pobiegł na południe do miejsca, gdzie była dziewica Ajllinn i wszedł do altany. - Czy masz jaką nowinę? - Nie mam nowin prócz tej, że w Traig Baili widziałem mężów ulackich, zajętych pogrzebowymi igrzyskami, sypaniem mogiły i ustawianiem kamienia, i ryciem imienia Bajlego, syna Buana, królewicza Uladu. Szedł na spotkanie kochanki i ku miłości tej z kobiet, której miłość swą dał. Jest bowiem ich losem, że nie spotkają się w życiu i żadne z obojga za życia nie ujrzy drugiego. - Ajllinn padła martwa, bez życia. I oto z mogiły jej wyrosła jabłoń i stała się dużym drzewem w lat siedem. W koronie dostrzegało się kształt głowy Ajllinny.
Gdy zaś przeszło lat siedem, naczelnicy, wieszczbiarze i wróżbici ścięli cis, który rósł na mogile Bajlego, i zrobili zeń tabliczkę dla poetów. Spisano na niej wieszczby i uczty, i zaloty Uladu. Podobnie zaloty Lajgenu zostały spisane na tabliczce zrobionej z drzewa jabłoni, która rosła na grobie Ajllinny.
Nadeszło święto Samhain, a Kormak, syn Arta, wydał ucztę. Zbiegli się na nią poeci i ludzie uprawiający jakąkolwiek sztukę. Przynieśli ze sobą tabliczki. Król je zobaczył i zapytał o nie. Podano mu je. Trzymał w rękach licem do lica.
I oto obie tabliczki przyskoczyły do siebie i splotły się tak, jak wiciokrzew z gałęzią, i niepodobieństwem było rozdzielić je.
Złożono je do królewskiego skarbca w Temair i przechowywane tam były na równi z najcenniejszymi klejnotami aż do czasu, gdy spalił je Dunlag, syn Erny.
czwartek, 27 maja 2010
LEGENDA O ŚMIERCI MUIRCERTACHA
Legenda iryjska
Na krótko przed świętem Samhain król wracał z polowania. Po drodze spotkał kobietę nieziemskiej urody, do której zapałał nagłą i gorącą miłością. Na jego błagania zgodziła się wejść do zamku Cletech i ofiarować mu swą miłość. Pod trzema jednak warunkami. Po pierwsze: król winien przepędzić prawowitą małżonkę. Po drugie: żaden duchowny nie może mieć wstępu na jego dwór. Po trzecie: nigdy król nie wymówi jej imienia. Imię to brzmiało Sin, czyli Burza. Miała ona jeszcze inne imiona: Osnad (Westchnienie), Easnadh (Dźwięk), Gaeth (Ostry Wiatr), Garb (Noc Zimowa), Gem adaig (Krzyk) i Tuethan (Lament). Żadnego z nich nie wolno było wymówić królewskiemu kochankowi.
Sin była wróżką i czarodziejką, czyli bandea, znała siedliska duchów - sid - i potrafiła uruchamiać potężne, tajemne moce.
Podczas uczty wydanej na cześć jej przybycia Sin dokonała pierwszych czarów. Wywołała dwie armie duchów, które na oczach biesiadników wybiły się nawzajem. Z wody i paproci przygotowała magiczne potrawy. Woda zmieniła się w wino, którego nie ubywało w dzbanach, mimo wychylanych toastów. Paprocie zamieniły się w wieprze, z których przygotowano potrawę. Wieprze odradzały się zaraz po spożyciu. Następnego dnia wszyscy dworzanie czuli się bardzo niedobrze po magicznej uczcie, a najgorzej król Muircertach, który poczuł zbliżającą się śmierć.
Jego dama serca nadal jednak odprawiała czary. Pod murami zamku Cletech pojawiły się dwa wojska: błękitnych wojowników i bezgłowych rycerzy. Wyzwały króla do walki, a on mimo słabości stanął do czynu bojowego i odniósł zwycięstwo. Ledwie to się stało, wyrosła nowa armia duchów, z którą król podjął dalszą walkę. Ale oto pojawił się św. Cainnech i rozproszył czary Sin. Wówczas król pojął, że mieczem swoim gromi zwykłe kamienie.
We wnętrzu zamku, dokąd święty mąż nie miał wstępu, czary Sin poczęły działać od nowa. Królewscy dworzanie spali pijani po czarodziejskiej uczcie, Sin wywołała wicher i śnieżną burzę, szalejącą wokół zamczyska. Król rzekł: "Oto westchnienie nocy zimowej, jakaż gwałtowna burza". Tym sposobem trzykrotnie wymówił imię swej kochanki. Teraz nic nie mogło uratować go od śmierci. Był słaby - on i jego świta. Dręczyły go koszmarne sny: widział swą śmierć w zamku płonącym podczas oblężenia lub porywał go gryf i zanosił do swego gniazda, w którym płonął razem z bajeczną bestią. Zapytany o znaczenie snów, druid przepowiedział królowi rychłą śmierć. Król zapadł w głęboki sen.
Gdy to się stało, Sin zebrała wszystkie oszczepy, jakie były w zamku, i rozmieściła je wokół zamku, skierowane ostrzami w jego kierunku. Uczyniwszy to, podpaliła siedzibę królewską. Wówczas wokół zamku pojawiło się wojsko i z krzykiem wdarło się na wały obronne. Zbudzony król chciał walczyć, ale nie miał sił ni broni. Uciekł w głąb płonącego domostwa i szukając schronienia wpadł do kadzi z winem. Utonął w winie, a ogień z walącego się stropu przepalił jego ciało.
Sin - wróżka i czarodziejka z legendy iryjskiej, kochanka króla Muircertacha i jego zabójczyni.
Muircertach - syn Erca, postać historyczna, król Irlandii (zm. 531). Bohater romantycznej legendy o niedobrej miłości do wróżki Sin.
Na krótko przed świętem Samhain król wracał z polowania. Po drodze spotkał kobietę nieziemskiej urody, do której zapałał nagłą i gorącą miłością. Na jego błagania zgodziła się wejść do zamku Cletech i ofiarować mu swą miłość. Pod trzema jednak warunkami. Po pierwsze: król winien przepędzić prawowitą małżonkę. Po drugie: żaden duchowny nie może mieć wstępu na jego dwór. Po trzecie: nigdy król nie wymówi jej imienia. Imię to brzmiało Sin, czyli Burza. Miała ona jeszcze inne imiona: Osnad (Westchnienie), Easnadh (Dźwięk), Gaeth (Ostry Wiatr), Garb (Noc Zimowa), Gem adaig (Krzyk) i Tuethan (Lament). Żadnego z nich nie wolno było wymówić królewskiemu kochankowi.
Sin była wróżką i czarodziejką, czyli bandea, znała siedliska duchów - sid - i potrafiła uruchamiać potężne, tajemne moce.
Podczas uczty wydanej na cześć jej przybycia Sin dokonała pierwszych czarów. Wywołała dwie armie duchów, które na oczach biesiadników wybiły się nawzajem. Z wody i paproci przygotowała magiczne potrawy. Woda zmieniła się w wino, którego nie ubywało w dzbanach, mimo wychylanych toastów. Paprocie zamieniły się w wieprze, z których przygotowano potrawę. Wieprze odradzały się zaraz po spożyciu. Następnego dnia wszyscy dworzanie czuli się bardzo niedobrze po magicznej uczcie, a najgorzej król Muircertach, który poczuł zbliżającą się śmierć.
Jego dama serca nadal jednak odprawiała czary. Pod murami zamku Cletech pojawiły się dwa wojska: błękitnych wojowników i bezgłowych rycerzy. Wyzwały króla do walki, a on mimo słabości stanął do czynu bojowego i odniósł zwycięstwo. Ledwie to się stało, wyrosła nowa armia duchów, z którą król podjął dalszą walkę. Ale oto pojawił się św. Cainnech i rozproszył czary Sin. Wówczas król pojął, że mieczem swoim gromi zwykłe kamienie.
We wnętrzu zamku, dokąd święty mąż nie miał wstępu, czary Sin poczęły działać od nowa. Królewscy dworzanie spali pijani po czarodziejskiej uczcie, Sin wywołała wicher i śnieżną burzę, szalejącą wokół zamczyska. Król rzekł: "Oto westchnienie nocy zimowej, jakaż gwałtowna burza". Tym sposobem trzykrotnie wymówił imię swej kochanki. Teraz nic nie mogło uratować go od śmierci. Był słaby - on i jego świta. Dręczyły go koszmarne sny: widział swą śmierć w zamku płonącym podczas oblężenia lub porywał go gryf i zanosił do swego gniazda, w którym płonął razem z bajeczną bestią. Zapytany o znaczenie snów, druid przepowiedział królowi rychłą śmierć. Król zapadł w głęboki sen.
Gdy to się stało, Sin zebrała wszystkie oszczepy, jakie były w zamku, i rozmieściła je wokół zamku, skierowane ostrzami w jego kierunku. Uczyniwszy to, podpaliła siedzibę królewską. Wówczas wokół zamku pojawiło się wojsko i z krzykiem wdarło się na wały obronne. Zbudzony król chciał walczyć, ale nie miał sił ni broni. Uciekł w głąb płonącego domostwa i szukając schronienia wpadł do kadzi z winem. Utonął w winie, a ogień z walącego się stropu przepalił jego ciało.
Sin - wróżka i czarodziejka z legendy iryjskiej, kochanka króla Muircertacha i jego zabójczyni.
Muircertach - syn Erca, postać historyczna, król Irlandii (zm. 531). Bohater romantycznej legendy o niedobrej miłości do wróżki Sin.
ZALOTY DO ETAIN
Legenda iryjska
Kiedy bóg Mider mieszkał w sid, w kurhanie Bri Leith, zazdrosny rywal mocą czarodziejską odebrał mu małżonkę Etain. Kiedy w powtórnym wcieleniu została żoną króla Eochaida, bóg Mider pojawił się, aby ją odzyskać. Stosując podstęp, nie wyjawił początkowo swych zamiarów i grał z królem w szachy o wysokie stawki, celowo przegrywając. W wyniku przegranej król nałożył na Midera obowiązek wybudowania wielkiej grobli, przecinającej rozległe obszary bagienne środkowego Meath. Mider wywiązał się z tego trudnego zadania z pomocą ogromnego zastępu podległych mu duchów z sid. Zachęcony łatwą wygraną, król dał się wciągnąć powtórnie do gry. Tym razem jednak Mider wygrywał, a jako nagrody żądał pocałunku Etain. Termin wyznaczono za miesiąc. Gdy po miesiącu Mider stanął u wrót dworu, wszystkie wejścia znalazł szczelnie zamknięte, a mimo to bóg wkroczył na salę biesiadną, jaśniejąc nieziemską pięknością. Pocałował Etain i porwał ją unosząc przez otwór komina. Przemienieni w ptaki, ulecieli w dal zataczając kręgi nad dworem.
Mider - bóg z mitologii iryjskiej, jeden z władców świata podziemnego (sid), bohater opowieści Tochmarc Etaine.
Etain - bogini i wróżka, w trzech kolejnych wcieleniach żona króla Eochaida, boga Midera, a później własna córka. Znana z mitu Tochmarc Etaine (Zaloty do Etain).
Eochaid - mityczny król iryjskiej Tary, jeden z mężów bogini Etain, według mitu Tochmarc Etaine.
Kiedy bóg Mider mieszkał w sid, w kurhanie Bri Leith, zazdrosny rywal mocą czarodziejską odebrał mu małżonkę Etain. Kiedy w powtórnym wcieleniu została żoną króla Eochaida, bóg Mider pojawił się, aby ją odzyskać. Stosując podstęp, nie wyjawił początkowo swych zamiarów i grał z królem w szachy o wysokie stawki, celowo przegrywając. W wyniku przegranej król nałożył na Midera obowiązek wybudowania wielkiej grobli, przecinającej rozległe obszary bagienne środkowego Meath. Mider wywiązał się z tego trudnego zadania z pomocą ogromnego zastępu podległych mu duchów z sid. Zachęcony łatwą wygraną, król dał się wciągnąć powtórnie do gry. Tym razem jednak Mider wygrywał, a jako nagrody żądał pocałunku Etain. Termin wyznaczono za miesiąc. Gdy po miesiącu Mider stanął u wrót dworu, wszystkie wejścia znalazł szczelnie zamknięte, a mimo to bóg wkroczył na salę biesiadną, jaśniejąc nieziemską pięknością. Pocałował Etain i porwał ją unosząc przez otwór komina. Przemienieni w ptaki, ulecieli w dal zataczając kręgi nad dworem.
Mider - bóg z mitologii iryjskiej, jeden z władców świata podziemnego (sid), bohater opowieści Tochmarc Etaine.
Etain - bogini i wróżka, w trzech kolejnych wcieleniach żona króla Eochaida, boga Midera, a później własna córka. Znana z mitu Tochmarc Etaine (Zaloty do Etain).
Eochaid - mityczny król iryjskiej Tary, jeden z mężów bogini Etain, według mitu Tochmarc Etaine.
niedziela, 23 maja 2010
ZATOPIONE MIASTO
Legenda bretońska
Dahud co znaczy Dobra Czarownica była córką króla Gradlona w celtyckiej Kornwalii. Kazała sobie wybudować miasto niezwykle piękne, na niskim brzegu morza. Cudowne miasto Ys chroniła przed niebezpieczeństwem fal morskich potężna tama. Tu, w swoim mieście, Dahud wiodła życie bujne i rozwiązłe, co spowodowało gniew Boga i ludzi. Gdy przebrała się miara bożego i społecznego gniewu, spiętrzone fale morskie przerwały tamę i pogrążyły cudowne miasto na dnie morza. Ale Dahud nie zginęła. Żyje ciągle w podwodnym mieście, w komnatach pięknego pałacu, oczekując właściwej chwili, kiedy będzie mogła pojawić się na powierzchni. Wtedy miasto Ys stanie się znów najpiękniejszym i najbogatszym z miast świata.
Dahud - czyli Dobra Czarownica, córka Gradlona. Mityczna postać z legendy bretońskiej. Jej ojciec królował w Kornwalii. Założycielka cudownego miasta Ys, które pochłonęło morze.
Gradlon - mityczny król Kornwalii, ojciec Dahud.
Dahud co znaczy Dobra Czarownica była córką króla Gradlona w celtyckiej Kornwalii. Kazała sobie wybudować miasto niezwykle piękne, na niskim brzegu morza. Cudowne miasto Ys chroniła przed niebezpieczeństwem fal morskich potężna tama. Tu, w swoim mieście, Dahud wiodła życie bujne i rozwiązłe, co spowodowało gniew Boga i ludzi. Gdy przebrała się miara bożego i społecznego gniewu, spiętrzone fale morskie przerwały tamę i pogrążyły cudowne miasto na dnie morza. Ale Dahud nie zginęła. Żyje ciągle w podwodnym mieście, w komnatach pięknego pałacu, oczekując właściwej chwili, kiedy będzie mogła pojawić się na powierzchni. Wtedy miasto Ys stanie się znów najpiękniejszym i najbogatszym z miast świata.
Dahud - czyli Dobra Czarownica, córka Gradlona. Mityczna postać z legendy bretońskiej. Jej ojciec królował w Kornwalii. Założycielka cudownego miasta Ys, które pochłonęło morze.
Gradlon - mityczny król Kornwalii, ojciec Dahud.
WALKA O DOMINACJĘ
Legenda walijska z cyklu Mabinogion
Arianrod, córka Dona, odmawia uznania syna, który narodził się ze związku z jej bratem Gwyddonem, i rzuca na dziecko potrójną klątwę. Nie będzie miało imienia, dopóki ona mu go nie nada. Nie będzie jej syn miał broni, jeśli ona mu jej nie dostarczy. Nie będzie też miał żony spośród istot rodzaju ludzkiego. Znaczy to, że owo uchylenie się od obowiązków macierzyńskich pozbawi dziecko wszelkich podstaw legalnego istnienia. Tylko matka bowiem może wprowadzić syna do społeczności, może uczynić go członkiem wspólnoty.
Gwyddon postanawia walczyć przeciw klątwie swej siostry. Z pomocą wuja, czarownika imieniem Math, powoduje, że Arianrod wymawia imię dziecka. Brzmi ono Lleu Llaw Gyffes, co znaczy Mały o Pewnej Dłoni. Podobnymi zabiegami magicznymi Gwyddon i Math sprawiają, że Arianrod dostarcza synowi oręża. Wreszcie - mocą czarów - z kwiatów i roślin tworzą dziewczynę, która ma być żoną Lleu. Dziewczyna została nazwana Blodeuwedd, co znaczy Zrodzona z Kwiatów. Tu jednak kończy się moc męska i ojcowska Gwyddona. Dziewczyna poślubiona Lleu spotyka innego mężczyznę, zakochuje się w nim i zabija swego męża, by umknąć z kochankiem.
Gwyddon żądny zemsty czarodziejskimi zabiegami wskrzesza zabitego Lleu. Ten zabija kochanka swej żony i rusz za nią w pościg. Tu jednak sprawa się komplikuje. Blodeuwedd jest stworzona przez Gwyddona - jest tworem jego myśli i ducha. Nie może jej więc zniszczyć, gdyż to spowodowałoby zniszczenie jego samego. O pełnej zemście nie może być mowy. Zostają półśrodki. Gwyddon zamienia swą zbrodniczą synową w sowę i każe jej zniknąć w mrokach nocy.
Gwyddon - syn Dona, bóg w mitologii walijskiej.
Arianrod - czyli Srebrne Koło, córka Dona, postać z walijskiego cyklu legend Mabinogion.
Math - bóg i mityczny władca Gwynedd (Walia), brat bóstwa Don. W jednej z legend z cyklu Mabinogion występuje jako wuj Gwyddona, obdarzony zdolnościami czarodziejskimi.
Don - postać boska o nieokreślonej płci, występująca w mitologii walijskiej jako odpowiednik iryjskiej bogini Danu.
Lleu (Llew) Llaw Gyffes - czyli Mały o Pewnej Dłoni, syn Gwyddona, bohater walijskiej legendy z cyklu Mabinogion.
Blodeuwedd - czyli Zrodzona z Kwiatów, wiarołomna małżonka Lleu Llaw Gyffesa z legendy walijskiej.
Arianrod, córka Dona, odmawia uznania syna, który narodził się ze związku z jej bratem Gwyddonem, i rzuca na dziecko potrójną klątwę. Nie będzie miało imienia, dopóki ona mu go nie nada. Nie będzie jej syn miał broni, jeśli ona mu jej nie dostarczy. Nie będzie też miał żony spośród istot rodzaju ludzkiego. Znaczy to, że owo uchylenie się od obowiązków macierzyńskich pozbawi dziecko wszelkich podstaw legalnego istnienia. Tylko matka bowiem może wprowadzić syna do społeczności, może uczynić go członkiem wspólnoty.
Gwyddon postanawia walczyć przeciw klątwie swej siostry. Z pomocą wuja, czarownika imieniem Math, powoduje, że Arianrod wymawia imię dziecka. Brzmi ono Lleu Llaw Gyffes, co znaczy Mały o Pewnej Dłoni. Podobnymi zabiegami magicznymi Gwyddon i Math sprawiają, że Arianrod dostarcza synowi oręża. Wreszcie - mocą czarów - z kwiatów i roślin tworzą dziewczynę, która ma być żoną Lleu. Dziewczyna została nazwana Blodeuwedd, co znaczy Zrodzona z Kwiatów. Tu jednak kończy się moc męska i ojcowska Gwyddona. Dziewczyna poślubiona Lleu spotyka innego mężczyznę, zakochuje się w nim i zabija swego męża, by umknąć z kochankiem.
Gwyddon żądny zemsty czarodziejskimi zabiegami wskrzesza zabitego Lleu. Ten zabija kochanka swej żony i rusz za nią w pościg. Tu jednak sprawa się komplikuje. Blodeuwedd jest stworzona przez Gwyddona - jest tworem jego myśli i ducha. Nie może jej więc zniszczyć, gdyż to spowodowałoby zniszczenie jego samego. O pełnej zemście nie może być mowy. Zostają półśrodki. Gwyddon zamienia swą zbrodniczą synową w sowę i każe jej zniknąć w mrokach nocy.
Gwyddon - syn Dona, bóg w mitologii walijskiej.
Arianrod - czyli Srebrne Koło, córka Dona, postać z walijskiego cyklu legend Mabinogion.
Math - bóg i mityczny władca Gwynedd (Walia), brat bóstwa Don. W jednej z legend z cyklu Mabinogion występuje jako wuj Gwyddona, obdarzony zdolnościami czarodziejskimi.
Don - postać boska o nieokreślonej płci, występująca w mitologii walijskiej jako odpowiednik iryjskiej bogini Danu.
Lleu (Llew) Llaw Gyffes - czyli Mały o Pewnej Dłoni, syn Gwyddona, bohater walijskiej legendy z cyklu Mabinogion.
Blodeuwedd - czyli Zrodzona z Kwiatów, wiarołomna małżonka Lleu Llaw Gyffesa z legendy walijskiej.
sobota, 22 maja 2010
KRÓL ARTUR I PYTANIE O KOBIECĄ NATURĘ
Legenda walijska
Pewnego razu Król Artur dostał się w niewolę do potwora, który uzależnił jego życie od odpowiedzi na pytanie: czego pragną kobiety? Wszystkie damy dworu zaczęły ujawniać królowi swe najskrytsze pragnienia, lecz niestety te odpowiedzi nie zadowoliły potwora. Życie króla zawisło na włosku. Wtedy pojawiła się siostra potwora, czarownica stara i odrażająca. Powiedziała, że jeśli jakiś młody i piękny rycerz zechce ją poślubić i objąć w małżeńskiej łożnicy, zdradzi królowi tajemnicę i uratuje królestwo od zguby. Wtedy to Lancelot, rycerz najpiękniejszy, zgodził się pojąć czarownicę za żonę i wprowadzić do swego łoża. Kiedy to się dokonało, odrażająca starucha przemieniła się w objęciach rycerza w piękną i młodą dziewczynę, a zaraz potem wyjawiła mu skrywaną tajemnicę: kobiety najbardziej pragną korzystać ze swej władzy. Król Artur został uratowany, a radość wróciła w granice królestwa.
Artur - na poły mityczny, na poły historyczny wódz celtycki z V wieku, uważany za króla, rezydujący wraz z rycerzami okrągłego stołu na zamku Camelot. Postać z legend walijskich.
Pewnego razu Król Artur dostał się w niewolę do potwora, który uzależnił jego życie od odpowiedzi na pytanie: czego pragną kobiety? Wszystkie damy dworu zaczęły ujawniać królowi swe najskrytsze pragnienia, lecz niestety te odpowiedzi nie zadowoliły potwora. Życie króla zawisło na włosku. Wtedy pojawiła się siostra potwora, czarownica stara i odrażająca. Powiedziała, że jeśli jakiś młody i piękny rycerz zechce ją poślubić i objąć w małżeńskiej łożnicy, zdradzi królowi tajemnicę i uratuje królestwo od zguby. Wtedy to Lancelot, rycerz najpiękniejszy, zgodził się pojąć czarownicę za żonę i wprowadzić do swego łoża. Kiedy to się dokonało, odrażająca starucha przemieniła się w objęciach rycerza w piękną i młodą dziewczynę, a zaraz potem wyjawiła mu skrywaną tajemnicę: kobiety najbardziej pragną korzystać ze swej władzy. Król Artur został uratowany, a radość wróciła w granice królestwa.
Artur - na poły mityczny, na poły historyczny wódz celtycki z V wieku, uważany za króla, rezydujący wraz z rycerzami okrągłego stołu na zamku Camelot. Postać z legend walijskich.
WŁADZA
Kilku młodzieńców przebywało na pustyni, byli głodni i spragnieni. Wtem zjawiła się stara kobieta o odrażającym wyglądzie i zaproponowała napój temu z nich, który zechce ją pocałować. Przerażeni jej wyglądem wszyscy odmówili, za wyjątkiem jednego, najmłodszego. Ten złożył na jej wargach pocałunek. Gdy to się stało, starucha zmieniła się w młodą dziewczynę olśniewającej urody, która rzekła do młodzieńca: "Ja jestem Władzą. Zdobyłeś mnie gestem twej przyjaźni".
wtorek, 18 maja 2010
PODZIAŁ WSZECHŚWIATA
Legenda Jakutów
U zarania dziejów doszło do wielkiej wojny między trzema plemionami: Urung Aar Tojona, Ułuu Tojona oraz Arsan Duołaja. Wojna trwała długo. Wszystkie krainy, okryte mrokiem, jęczały, oświetlone łuną pożarów, ociekały krwią, jak żywe istoty. Zbliżał się koniec świata. Wówczas walczące ze sobą plemiona przerwały bitwę, zawarły pokój, a wszechświat, o panowanie nad którym walczyły, podzieliły miedzy sobą na trzy oddzielne światy. W Górnym Świecie zamieszkały plemiona Urung Aar Tojona i Ułuu Tojona, Środkowy Świat zajęło trzydzieści pięć plemion, natomiast Dolny Świat został w posiadaniu plemion Arsan Duołaja.
Urung - Ajvy Tojon zwany też Urung Aar Tojonem - czyli Mlecznobiały Pan Stwórca - główne bóstwo jakuckiego panteonu. Zamieszkuje dziewiątą warstwę Górnego Świata
Ułuu Tojon - Wielki albo Groźny Pan - bóstwo Jakutów, zajmujące jedno z ważniejszych miejsc wśród postaci Górnego Świata
Arsan Duołaj - bóstwo Jakutów, władca Dolnego Świata
U zarania dziejów doszło do wielkiej wojny między trzema plemionami: Urung Aar Tojona, Ułuu Tojona oraz Arsan Duołaja. Wojna trwała długo. Wszystkie krainy, okryte mrokiem, jęczały, oświetlone łuną pożarów, ociekały krwią, jak żywe istoty. Zbliżał się koniec świata. Wówczas walczące ze sobą plemiona przerwały bitwę, zawarły pokój, a wszechświat, o panowanie nad którym walczyły, podzieliły miedzy sobą na trzy oddzielne światy. W Górnym Świecie zamieszkały plemiona Urung Aar Tojona i Ułuu Tojona, Środkowy Świat zajęło trzydzieści pięć plemion, natomiast Dolny Świat został w posiadaniu plemion Arsan Duołaja.
Urung - Ajvy Tojon zwany też Urung Aar Tojonem - czyli Mlecznobiały Pan Stwórca - główne bóstwo jakuckiego panteonu. Zamieszkuje dziewiątą warstwę Górnego Świata
Ułuu Tojon - Wielki albo Groźny Pan - bóstwo Jakutów, zajmujące jedno z ważniejszych miejsc wśród postaci Górnego Świata
Arsan Duołaj - bóstwo Jakutów, władca Dolnego Świata
PODZIAŁ WSZECHŚWIATA
Legenda Szorów
Ulgen zdecydował się skazać Erlika na wygnanie z ziemi. Erlik jednakże, wyrażając skruchę, długo prosił brata o cofnięcie decyzji. Gdy Ulgen okazał się nieugięty, Erlik zaproponował, aby ów, w swej dobroci, ofiarował mu skrawek ziemi, na którym opiera swój kij. Ulgen przystał na propozycję, lecz po chwili zaczął tego żałować. Z otworu, z którego Erlik wyjął kij wydobyły się bowiem gady i rozpełzły po całej ziemi. Sprawca tego wykorzystał otwór, chroniąc się przed gniewem brata w podziemia, gdzie przebywa do tej pory.
Ulgen - bóstwo Ałtajczyków, zajmujące główne miejsce wśród postaci Górnego Świata. Występuje także w mitologii Szorów
Erlik - bóstwo Ałtajczyków, pełniące funkcję władcy duchów Dolnego Świata. Występuje także u Szorów
Ulgen zdecydował się skazać Erlika na wygnanie z ziemi. Erlik jednakże, wyrażając skruchę, długo prosił brata o cofnięcie decyzji. Gdy Ulgen okazał się nieugięty, Erlik zaproponował, aby ów, w swej dobroci, ofiarował mu skrawek ziemi, na którym opiera swój kij. Ulgen przystał na propozycję, lecz po chwili zaczął tego żałować. Z otworu, z którego Erlik wyjął kij wydobyły się bowiem gady i rozpełzły po całej ziemi. Sprawca tego wykorzystał otwór, chroniąc się przed gniewem brata w podziemia, gdzie przebywa do tej pory.
Ulgen - bóstwo Ałtajczyków, zajmujące główne miejsce wśród postaci Górnego Świata. Występuje także w mitologii Szorów
Erlik - bóstwo Ałtajczyków, pełniące funkcję władcy duchów Dolnego Świata. Występuje także u Szorów
Subskrybuj:
Posty (Atom)