Legenda iryjska
Bajle Słodyczą-Słynący był umiłowanym jedynym Ajllinny, córki Lugada. Kochał go każdy, kto go widział, a nawet tylko słyszał o nim, takie były o nim opowieści. I umówili się na schadzkę miłosną w Ross na Rig, na wybrzeżu Boyne, w kraju Breg.
On wyruszył z północy, by zejść się z nią. Gdy dotarł do Traig Baili, zdjęto jarzma wozowe z koni, które puszczono na paszę. I było wesoło, radośnie.
Ale gdy tam obozowali, ujrzeli męża, który zbliżał się od południa. Szybki był jego bieg i zbliżanie się. Sunął nad ziemią jak sokół nad urwiskiem, jak wiatr nad morzem zielonym. Miał ich po swojej lewicy.
Do niego! - zawołał Bajle - spytajmy, dokąd idzie i skąd przychodzi i jaki ma powód do pośpiechu.
Do Tuaig-Inber podążam i dalej na północ, a nowin nie mam, prócz tej, że córka Lugada, syna Fergusa, przyrzekła swą miłość Bajlemu, synowi Buana, i szła na schadzkę z nim, gdy napadli na nią wojownicy lajgeńscy i zabili ją. Powiedzieli byli o nich obojgu druidzi i dobrzy wieszczbiarze, że nie spotkają się żywi, lecz zejdą się po śmierci, by nie rozejść się nigdy. Oto moje nowiny.
I odszedł od nich, a oni nie zdołali wstrzymać go. Bajle zaś gdy to usłyszał, padł martwy bez życia. I usypano jego mogiłę, i wał wkoło niej. Ustawiono jego kamień i pogrzebowe igrzyska zostały odprawione przez mężów ulackich. Na mogile wyrósł cis, w którego koronie rozpoznawało się kształt i postać głowy Bajlego.
Wówczas ten sam mąż pobiegł na południe do miejsca, gdzie była dziewica Ajllinn i wszedł do altany. - Czy masz jaką nowinę? - Nie mam nowin prócz tej, że w Traig Baili widziałem mężów ulackich, zajętych pogrzebowymi igrzyskami, sypaniem mogiły i ustawianiem kamienia, i ryciem imienia Bajlego, syna Buana, królewicza Uladu. Szedł na spotkanie kochanki i ku miłości tej z kobiet, której miłość swą dał. Jest bowiem ich losem, że nie spotkają się w życiu i żadne z obojga za życia nie ujrzy drugiego. - Ajllinn padła martwa, bez życia. I oto z mogiły jej wyrosła jabłoń i stała się dużym drzewem w lat siedem. W koronie dostrzegało się kształt głowy Ajllinny.
Gdy zaś przeszło lat siedem, naczelnicy, wieszczbiarze i wróżbici ścięli cis, który rósł na mogile Bajlego, i zrobili zeń tabliczkę dla poetów. Spisano na niej wieszczby i uczty, i zaloty Uladu. Podobnie zaloty Lajgenu zostały spisane na tabliczce zrobionej z drzewa jabłoni, która rosła na grobie Ajllinny.
Nadeszło święto Samhain, a Kormak, syn Arta, wydał ucztę. Zbiegli się na nią poeci i ludzie uprawiający jakąkolwiek sztukę. Przynieśli ze sobą tabliczki. Król je zobaczył i zapytał o nie. Podano mu je. Trzymał w rękach licem do lica.
I oto obie tabliczki przyskoczyły do siebie i splotły się tak, jak wiciokrzew z gałęzią, i niepodobieństwem było rozdzielić je.
Złożono je do królewskiego skarbca w Temair i przechowywane tam były na równi z najcenniejszymi klejnotami aż do czasu, gdy spalił je Dunlag, syn Erny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legendy celtyckie i anglosaskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legendy celtyckie i anglosaskie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 czerwca 2010
czwartek, 27 maja 2010
LEGENDA O ŚMIERCI MUIRCERTACHA
Legenda iryjska
Na krótko przed świętem Samhain król wracał z polowania. Po drodze spotkał kobietę nieziemskiej urody, do której zapałał nagłą i gorącą miłością. Na jego błagania zgodziła się wejść do zamku Cletech i ofiarować mu swą miłość. Pod trzema jednak warunkami. Po pierwsze: król winien przepędzić prawowitą małżonkę. Po drugie: żaden duchowny nie może mieć wstępu na jego dwór. Po trzecie: nigdy król nie wymówi jej imienia. Imię to brzmiało Sin, czyli Burza. Miała ona jeszcze inne imiona: Osnad (Westchnienie), Easnadh (Dźwięk), Gaeth (Ostry Wiatr), Garb (Noc Zimowa), Gem adaig (Krzyk) i Tuethan (Lament). Żadnego z nich nie wolno było wymówić królewskiemu kochankowi.
Sin była wróżką i czarodziejką, czyli bandea, znała siedliska duchów - sid - i potrafiła uruchamiać potężne, tajemne moce.
Podczas uczty wydanej na cześć jej przybycia Sin dokonała pierwszych czarów. Wywołała dwie armie duchów, które na oczach biesiadników wybiły się nawzajem. Z wody i paproci przygotowała magiczne potrawy. Woda zmieniła się w wino, którego nie ubywało w dzbanach, mimo wychylanych toastów. Paprocie zamieniły się w wieprze, z których przygotowano potrawę. Wieprze odradzały się zaraz po spożyciu. Następnego dnia wszyscy dworzanie czuli się bardzo niedobrze po magicznej uczcie, a najgorzej król Muircertach, który poczuł zbliżającą się śmierć.
Jego dama serca nadal jednak odprawiała czary. Pod murami zamku Cletech pojawiły się dwa wojska: błękitnych wojowników i bezgłowych rycerzy. Wyzwały króla do walki, a on mimo słabości stanął do czynu bojowego i odniósł zwycięstwo. Ledwie to się stało, wyrosła nowa armia duchów, z którą król podjął dalszą walkę. Ale oto pojawił się św. Cainnech i rozproszył czary Sin. Wówczas król pojął, że mieczem swoim gromi zwykłe kamienie.
We wnętrzu zamku, dokąd święty mąż nie miał wstępu, czary Sin poczęły działać od nowa. Królewscy dworzanie spali pijani po czarodziejskiej uczcie, Sin wywołała wicher i śnieżną burzę, szalejącą wokół zamczyska. Król rzekł: "Oto westchnienie nocy zimowej, jakaż gwałtowna burza". Tym sposobem trzykrotnie wymówił imię swej kochanki. Teraz nic nie mogło uratować go od śmierci. Był słaby - on i jego świta. Dręczyły go koszmarne sny: widział swą śmierć w zamku płonącym podczas oblężenia lub porywał go gryf i zanosił do swego gniazda, w którym płonął razem z bajeczną bestią. Zapytany o znaczenie snów, druid przepowiedział królowi rychłą śmierć. Król zapadł w głęboki sen.
Gdy to się stało, Sin zebrała wszystkie oszczepy, jakie były w zamku, i rozmieściła je wokół zamku, skierowane ostrzami w jego kierunku. Uczyniwszy to, podpaliła siedzibę królewską. Wówczas wokół zamku pojawiło się wojsko i z krzykiem wdarło się na wały obronne. Zbudzony król chciał walczyć, ale nie miał sił ni broni. Uciekł w głąb płonącego domostwa i szukając schronienia wpadł do kadzi z winem. Utonął w winie, a ogień z walącego się stropu przepalił jego ciało.
Sin - wróżka i czarodziejka z legendy iryjskiej, kochanka króla Muircertacha i jego zabójczyni.
Muircertach - syn Erca, postać historyczna, król Irlandii (zm. 531). Bohater romantycznej legendy o niedobrej miłości do wróżki Sin.
Na krótko przed świętem Samhain król wracał z polowania. Po drodze spotkał kobietę nieziemskiej urody, do której zapałał nagłą i gorącą miłością. Na jego błagania zgodziła się wejść do zamku Cletech i ofiarować mu swą miłość. Pod trzema jednak warunkami. Po pierwsze: król winien przepędzić prawowitą małżonkę. Po drugie: żaden duchowny nie może mieć wstępu na jego dwór. Po trzecie: nigdy król nie wymówi jej imienia. Imię to brzmiało Sin, czyli Burza. Miała ona jeszcze inne imiona: Osnad (Westchnienie), Easnadh (Dźwięk), Gaeth (Ostry Wiatr), Garb (Noc Zimowa), Gem adaig (Krzyk) i Tuethan (Lament). Żadnego z nich nie wolno było wymówić królewskiemu kochankowi.
Sin była wróżką i czarodziejką, czyli bandea, znała siedliska duchów - sid - i potrafiła uruchamiać potężne, tajemne moce.
Podczas uczty wydanej na cześć jej przybycia Sin dokonała pierwszych czarów. Wywołała dwie armie duchów, które na oczach biesiadników wybiły się nawzajem. Z wody i paproci przygotowała magiczne potrawy. Woda zmieniła się w wino, którego nie ubywało w dzbanach, mimo wychylanych toastów. Paprocie zamieniły się w wieprze, z których przygotowano potrawę. Wieprze odradzały się zaraz po spożyciu. Następnego dnia wszyscy dworzanie czuli się bardzo niedobrze po magicznej uczcie, a najgorzej król Muircertach, który poczuł zbliżającą się śmierć.
Jego dama serca nadal jednak odprawiała czary. Pod murami zamku Cletech pojawiły się dwa wojska: błękitnych wojowników i bezgłowych rycerzy. Wyzwały króla do walki, a on mimo słabości stanął do czynu bojowego i odniósł zwycięstwo. Ledwie to się stało, wyrosła nowa armia duchów, z którą król podjął dalszą walkę. Ale oto pojawił się św. Cainnech i rozproszył czary Sin. Wówczas król pojął, że mieczem swoim gromi zwykłe kamienie.
We wnętrzu zamku, dokąd święty mąż nie miał wstępu, czary Sin poczęły działać od nowa. Królewscy dworzanie spali pijani po czarodziejskiej uczcie, Sin wywołała wicher i śnieżną burzę, szalejącą wokół zamczyska. Król rzekł: "Oto westchnienie nocy zimowej, jakaż gwałtowna burza". Tym sposobem trzykrotnie wymówił imię swej kochanki. Teraz nic nie mogło uratować go od śmierci. Był słaby - on i jego świta. Dręczyły go koszmarne sny: widział swą śmierć w zamku płonącym podczas oblężenia lub porywał go gryf i zanosił do swego gniazda, w którym płonął razem z bajeczną bestią. Zapytany o znaczenie snów, druid przepowiedział królowi rychłą śmierć. Król zapadł w głęboki sen.
Gdy to się stało, Sin zebrała wszystkie oszczepy, jakie były w zamku, i rozmieściła je wokół zamku, skierowane ostrzami w jego kierunku. Uczyniwszy to, podpaliła siedzibę królewską. Wówczas wokół zamku pojawiło się wojsko i z krzykiem wdarło się na wały obronne. Zbudzony król chciał walczyć, ale nie miał sił ni broni. Uciekł w głąb płonącego domostwa i szukając schronienia wpadł do kadzi z winem. Utonął w winie, a ogień z walącego się stropu przepalił jego ciało.
Sin - wróżka i czarodziejka z legendy iryjskiej, kochanka króla Muircertacha i jego zabójczyni.
Muircertach - syn Erca, postać historyczna, król Irlandii (zm. 531). Bohater romantycznej legendy o niedobrej miłości do wróżki Sin.
ZALOTY DO ETAIN
Legenda iryjska
Kiedy bóg Mider mieszkał w sid, w kurhanie Bri Leith, zazdrosny rywal mocą czarodziejską odebrał mu małżonkę Etain. Kiedy w powtórnym wcieleniu została żoną króla Eochaida, bóg Mider pojawił się, aby ją odzyskać. Stosując podstęp, nie wyjawił początkowo swych zamiarów i grał z królem w szachy o wysokie stawki, celowo przegrywając. W wyniku przegranej król nałożył na Midera obowiązek wybudowania wielkiej grobli, przecinającej rozległe obszary bagienne środkowego Meath. Mider wywiązał się z tego trudnego zadania z pomocą ogromnego zastępu podległych mu duchów z sid. Zachęcony łatwą wygraną, król dał się wciągnąć powtórnie do gry. Tym razem jednak Mider wygrywał, a jako nagrody żądał pocałunku Etain. Termin wyznaczono za miesiąc. Gdy po miesiącu Mider stanął u wrót dworu, wszystkie wejścia znalazł szczelnie zamknięte, a mimo to bóg wkroczył na salę biesiadną, jaśniejąc nieziemską pięknością. Pocałował Etain i porwał ją unosząc przez otwór komina. Przemienieni w ptaki, ulecieli w dal zataczając kręgi nad dworem.
Mider - bóg z mitologii iryjskiej, jeden z władców świata podziemnego (sid), bohater opowieści Tochmarc Etaine.
Etain - bogini i wróżka, w trzech kolejnych wcieleniach żona króla Eochaida, boga Midera, a później własna córka. Znana z mitu Tochmarc Etaine (Zaloty do Etain).
Eochaid - mityczny król iryjskiej Tary, jeden z mężów bogini Etain, według mitu Tochmarc Etaine.
Kiedy bóg Mider mieszkał w sid, w kurhanie Bri Leith, zazdrosny rywal mocą czarodziejską odebrał mu małżonkę Etain. Kiedy w powtórnym wcieleniu została żoną króla Eochaida, bóg Mider pojawił się, aby ją odzyskać. Stosując podstęp, nie wyjawił początkowo swych zamiarów i grał z królem w szachy o wysokie stawki, celowo przegrywając. W wyniku przegranej król nałożył na Midera obowiązek wybudowania wielkiej grobli, przecinającej rozległe obszary bagienne środkowego Meath. Mider wywiązał się z tego trudnego zadania z pomocą ogromnego zastępu podległych mu duchów z sid. Zachęcony łatwą wygraną, król dał się wciągnąć powtórnie do gry. Tym razem jednak Mider wygrywał, a jako nagrody żądał pocałunku Etain. Termin wyznaczono za miesiąc. Gdy po miesiącu Mider stanął u wrót dworu, wszystkie wejścia znalazł szczelnie zamknięte, a mimo to bóg wkroczył na salę biesiadną, jaśniejąc nieziemską pięknością. Pocałował Etain i porwał ją unosząc przez otwór komina. Przemienieni w ptaki, ulecieli w dal zataczając kręgi nad dworem.
Mider - bóg z mitologii iryjskiej, jeden z władców świata podziemnego (sid), bohater opowieści Tochmarc Etaine.
Etain - bogini i wróżka, w trzech kolejnych wcieleniach żona króla Eochaida, boga Midera, a później własna córka. Znana z mitu Tochmarc Etaine (Zaloty do Etain).
Eochaid - mityczny król iryjskiej Tary, jeden z mężów bogini Etain, według mitu Tochmarc Etaine.
niedziela, 23 maja 2010
ZATOPIONE MIASTO
Legenda bretońska
Dahud co znaczy Dobra Czarownica była córką króla Gradlona w celtyckiej Kornwalii. Kazała sobie wybudować miasto niezwykle piękne, na niskim brzegu morza. Cudowne miasto Ys chroniła przed niebezpieczeństwem fal morskich potężna tama. Tu, w swoim mieście, Dahud wiodła życie bujne i rozwiązłe, co spowodowało gniew Boga i ludzi. Gdy przebrała się miara bożego i społecznego gniewu, spiętrzone fale morskie przerwały tamę i pogrążyły cudowne miasto na dnie morza. Ale Dahud nie zginęła. Żyje ciągle w podwodnym mieście, w komnatach pięknego pałacu, oczekując właściwej chwili, kiedy będzie mogła pojawić się na powierzchni. Wtedy miasto Ys stanie się znów najpiękniejszym i najbogatszym z miast świata.
Dahud - czyli Dobra Czarownica, córka Gradlona. Mityczna postać z legendy bretońskiej. Jej ojciec królował w Kornwalii. Założycielka cudownego miasta Ys, które pochłonęło morze.
Gradlon - mityczny król Kornwalii, ojciec Dahud.
Dahud co znaczy Dobra Czarownica była córką króla Gradlona w celtyckiej Kornwalii. Kazała sobie wybudować miasto niezwykle piękne, na niskim brzegu morza. Cudowne miasto Ys chroniła przed niebezpieczeństwem fal morskich potężna tama. Tu, w swoim mieście, Dahud wiodła życie bujne i rozwiązłe, co spowodowało gniew Boga i ludzi. Gdy przebrała się miara bożego i społecznego gniewu, spiętrzone fale morskie przerwały tamę i pogrążyły cudowne miasto na dnie morza. Ale Dahud nie zginęła. Żyje ciągle w podwodnym mieście, w komnatach pięknego pałacu, oczekując właściwej chwili, kiedy będzie mogła pojawić się na powierzchni. Wtedy miasto Ys stanie się znów najpiękniejszym i najbogatszym z miast świata.
Dahud - czyli Dobra Czarownica, córka Gradlona. Mityczna postać z legendy bretońskiej. Jej ojciec królował w Kornwalii. Założycielka cudownego miasta Ys, które pochłonęło morze.
Gradlon - mityczny król Kornwalii, ojciec Dahud.
WALKA O DOMINACJĘ
Legenda walijska z cyklu Mabinogion
Arianrod, córka Dona, odmawia uznania syna, który narodził się ze związku z jej bratem Gwyddonem, i rzuca na dziecko potrójną klątwę. Nie będzie miało imienia, dopóki ona mu go nie nada. Nie będzie jej syn miał broni, jeśli ona mu jej nie dostarczy. Nie będzie też miał żony spośród istot rodzaju ludzkiego. Znaczy to, że owo uchylenie się od obowiązków macierzyńskich pozbawi dziecko wszelkich podstaw legalnego istnienia. Tylko matka bowiem może wprowadzić syna do społeczności, może uczynić go członkiem wspólnoty.
Gwyddon postanawia walczyć przeciw klątwie swej siostry. Z pomocą wuja, czarownika imieniem Math, powoduje, że Arianrod wymawia imię dziecka. Brzmi ono Lleu Llaw Gyffes, co znaczy Mały o Pewnej Dłoni. Podobnymi zabiegami magicznymi Gwyddon i Math sprawiają, że Arianrod dostarcza synowi oręża. Wreszcie - mocą czarów - z kwiatów i roślin tworzą dziewczynę, która ma być żoną Lleu. Dziewczyna została nazwana Blodeuwedd, co znaczy Zrodzona z Kwiatów. Tu jednak kończy się moc męska i ojcowska Gwyddona. Dziewczyna poślubiona Lleu spotyka innego mężczyznę, zakochuje się w nim i zabija swego męża, by umknąć z kochankiem.
Gwyddon żądny zemsty czarodziejskimi zabiegami wskrzesza zabitego Lleu. Ten zabija kochanka swej żony i rusz za nią w pościg. Tu jednak sprawa się komplikuje. Blodeuwedd jest stworzona przez Gwyddona - jest tworem jego myśli i ducha. Nie może jej więc zniszczyć, gdyż to spowodowałoby zniszczenie jego samego. O pełnej zemście nie może być mowy. Zostają półśrodki. Gwyddon zamienia swą zbrodniczą synową w sowę i każe jej zniknąć w mrokach nocy.
Gwyddon - syn Dona, bóg w mitologii walijskiej.
Arianrod - czyli Srebrne Koło, córka Dona, postać z walijskiego cyklu legend Mabinogion.
Math - bóg i mityczny władca Gwynedd (Walia), brat bóstwa Don. W jednej z legend z cyklu Mabinogion występuje jako wuj Gwyddona, obdarzony zdolnościami czarodziejskimi.
Don - postać boska o nieokreślonej płci, występująca w mitologii walijskiej jako odpowiednik iryjskiej bogini Danu.
Lleu (Llew) Llaw Gyffes - czyli Mały o Pewnej Dłoni, syn Gwyddona, bohater walijskiej legendy z cyklu Mabinogion.
Blodeuwedd - czyli Zrodzona z Kwiatów, wiarołomna małżonka Lleu Llaw Gyffesa z legendy walijskiej.
Arianrod, córka Dona, odmawia uznania syna, który narodził się ze związku z jej bratem Gwyddonem, i rzuca na dziecko potrójną klątwę. Nie będzie miało imienia, dopóki ona mu go nie nada. Nie będzie jej syn miał broni, jeśli ona mu jej nie dostarczy. Nie będzie też miał żony spośród istot rodzaju ludzkiego. Znaczy to, że owo uchylenie się od obowiązków macierzyńskich pozbawi dziecko wszelkich podstaw legalnego istnienia. Tylko matka bowiem może wprowadzić syna do społeczności, może uczynić go członkiem wspólnoty.
Gwyddon postanawia walczyć przeciw klątwie swej siostry. Z pomocą wuja, czarownika imieniem Math, powoduje, że Arianrod wymawia imię dziecka. Brzmi ono Lleu Llaw Gyffes, co znaczy Mały o Pewnej Dłoni. Podobnymi zabiegami magicznymi Gwyddon i Math sprawiają, że Arianrod dostarcza synowi oręża. Wreszcie - mocą czarów - z kwiatów i roślin tworzą dziewczynę, która ma być żoną Lleu. Dziewczyna została nazwana Blodeuwedd, co znaczy Zrodzona z Kwiatów. Tu jednak kończy się moc męska i ojcowska Gwyddona. Dziewczyna poślubiona Lleu spotyka innego mężczyznę, zakochuje się w nim i zabija swego męża, by umknąć z kochankiem.
Gwyddon żądny zemsty czarodziejskimi zabiegami wskrzesza zabitego Lleu. Ten zabija kochanka swej żony i rusz za nią w pościg. Tu jednak sprawa się komplikuje. Blodeuwedd jest stworzona przez Gwyddona - jest tworem jego myśli i ducha. Nie może jej więc zniszczyć, gdyż to spowodowałoby zniszczenie jego samego. O pełnej zemście nie może być mowy. Zostają półśrodki. Gwyddon zamienia swą zbrodniczą synową w sowę i każe jej zniknąć w mrokach nocy.
Gwyddon - syn Dona, bóg w mitologii walijskiej.
Arianrod - czyli Srebrne Koło, córka Dona, postać z walijskiego cyklu legend Mabinogion.
Math - bóg i mityczny władca Gwynedd (Walia), brat bóstwa Don. W jednej z legend z cyklu Mabinogion występuje jako wuj Gwyddona, obdarzony zdolnościami czarodziejskimi.
Don - postać boska o nieokreślonej płci, występująca w mitologii walijskiej jako odpowiednik iryjskiej bogini Danu.
Lleu (Llew) Llaw Gyffes - czyli Mały o Pewnej Dłoni, syn Gwyddona, bohater walijskiej legendy z cyklu Mabinogion.
Blodeuwedd - czyli Zrodzona z Kwiatów, wiarołomna małżonka Lleu Llaw Gyffesa z legendy walijskiej.
sobota, 22 maja 2010
KRÓL ARTUR I PYTANIE O KOBIECĄ NATURĘ
Legenda walijska
Pewnego razu Król Artur dostał się w niewolę do potwora, który uzależnił jego życie od odpowiedzi na pytanie: czego pragną kobiety? Wszystkie damy dworu zaczęły ujawniać królowi swe najskrytsze pragnienia, lecz niestety te odpowiedzi nie zadowoliły potwora. Życie króla zawisło na włosku. Wtedy pojawiła się siostra potwora, czarownica stara i odrażająca. Powiedziała, że jeśli jakiś młody i piękny rycerz zechce ją poślubić i objąć w małżeńskiej łożnicy, zdradzi królowi tajemnicę i uratuje królestwo od zguby. Wtedy to Lancelot, rycerz najpiękniejszy, zgodził się pojąć czarownicę za żonę i wprowadzić do swego łoża. Kiedy to się dokonało, odrażająca starucha przemieniła się w objęciach rycerza w piękną i młodą dziewczynę, a zaraz potem wyjawiła mu skrywaną tajemnicę: kobiety najbardziej pragną korzystać ze swej władzy. Król Artur został uratowany, a radość wróciła w granice królestwa.
Artur - na poły mityczny, na poły historyczny wódz celtycki z V wieku, uważany za króla, rezydujący wraz z rycerzami okrągłego stołu na zamku Camelot. Postać z legend walijskich.
Pewnego razu Król Artur dostał się w niewolę do potwora, który uzależnił jego życie od odpowiedzi na pytanie: czego pragną kobiety? Wszystkie damy dworu zaczęły ujawniać królowi swe najskrytsze pragnienia, lecz niestety te odpowiedzi nie zadowoliły potwora. Życie króla zawisło na włosku. Wtedy pojawiła się siostra potwora, czarownica stara i odrażająca. Powiedziała, że jeśli jakiś młody i piękny rycerz zechce ją poślubić i objąć w małżeńskiej łożnicy, zdradzi królowi tajemnicę i uratuje królestwo od zguby. Wtedy to Lancelot, rycerz najpiękniejszy, zgodził się pojąć czarownicę za żonę i wprowadzić do swego łoża. Kiedy to się dokonało, odrażająca starucha przemieniła się w objęciach rycerza w piękną i młodą dziewczynę, a zaraz potem wyjawiła mu skrywaną tajemnicę: kobiety najbardziej pragną korzystać ze swej władzy. Król Artur został uratowany, a radość wróciła w granice królestwa.
Artur - na poły mityczny, na poły historyczny wódz celtycki z V wieku, uważany za króla, rezydujący wraz z rycerzami okrągłego stołu na zamku Camelot. Postać z legend walijskich.
WŁADZA
Kilku młodzieńców przebywało na pustyni, byli głodni i spragnieni. Wtem zjawiła się stara kobieta o odrażającym wyglądzie i zaproponowała napój temu z nich, który zechce ją pocałować. Przerażeni jej wyglądem wszyscy odmówili, za wyjątkiem jednego, najmłodszego. Ten złożył na jej wargach pocałunek. Gdy to się stało, starucha zmieniła się w młodą dziewczynę olśniewającej urody, która rzekła do młodzieńca: "Ja jestem Władzą. Zdobyłeś mnie gestem twej przyjaźni".
sobota, 24 kwietnia 2010
TANCERZE ZE STANTON DREW
Wiele lat temu środek lata przypadał w sobotę, urządzono weselisko by radośnie uczcić okazję zaślubin. Gdy nadeszła noc, o północy, skrzypek powiedział, że już więcej nie zagra gdyż zaczął się Dzień Pański (niedziela). Ale panna młoda puszyła się, że ona chce tańczyć nawet gdyby przez to poszła do Piekła zamiast muzykanta. W tym momencie wystąpił radośnie ubrany skrzypek i z wielką chęcią spełnił życzenie zgromadzonych. Dużo później, gdy wszyscy byli już wykończeni, poprosili go by przestał, ten jednaj odmówił, a oni nie mogli przestać tańczyć! Rano na polanie nie było żywej duszy, zamiast tego stało tam mnóstwo dziwnych kamieni, które można tam zobaczyć po dziś dzień.
BLADUD I ŚWINIA
Gdy Bladuda, syna Luda Hudibrasa, Króla Brytanii, złożyła febra, wszystkich ogarnęło takie przerażenie możliwością rozprzestrzenienia się choroby, że młody Książę został wygnany z Dworu. Książę stał się biednym wieśniakiem zarabiającym na życie wypasem świń. Wkrótce jednak i świnie zaraziły się chorobą. Jakże wielkie było rozczarowanie Bladuda, aż tu pewnego dnia natknął się na lochę, która tydzień wcześniej zaginęła pławiąc się w gorącym źródle. Ku swemu zdziwieniu zwierzę zostało uleczone! Bladud niezwłocznie dał nura w ozdrawiające wody. Wkrótce ozdrowiał i powrócił na Dwór. Później przy tych gorących źródłach zbudował miasto, które od tamtej pory nazwano Miastem Kąpielowym (City of Bath).
PLEBAN I ZAKRYSTIAN
Raczej ambitny niż budzący sympatię pewien kapłan często wyprawiał się do Dawlish, gdzie Biskupa Exeter złożyła choroba. Jego zakrystian zwykle był dobrym przewodnikiem, lecz tym razem pogoda była burzowa i obaj zgubili drogę. Rozgniewany kapłan stwierdził, że i Diabeł byłby lepszym przewodnikiem. W tym momencie z wrzosowiska wyłonił się wieśniak na kucyku i zaprowadził ich do jasno oświetlonego domu gdzie pleban i jego zakrystian w dziwnie wyglądającej kompanii mogli się najeść i napić. Rankiem, zanim ktokolwiek zdążył odjechać, dom zniknął, a obaj podróżni utopili się w zalewającym ich morzu.
LEGENDA O DZIECIĘCYM GROBIE
Na smętnych wzgórzach Dartmoor nadal można napotkać kamienie z Dziecięcego Grobu. Dziecko było Lordem na posiadłości Plymstock. Zagubiony w śnieżnej zamieci ubił swego wyczerpanego konia i jego krwią i na granitowej płycie napisał co następuje: ”Pierwszy, który mnie odnajdzie i zaniesie mnie do mego grobu, przejmie władanie nad włościami Plymstock,” po czym wpełzł do wnętrza ciała konia na próżno starając się wykorzystać do przeżycia jego ciepłotę. Podanie mówi, że mnisi z Tavistock go znaleźli, i tak przejęli władzę nad włościami. Jest to zastanawiające, bo przecież historia ma swoje źródła we wczesnej Saksonii.
piątek, 23 kwietnia 2010
BIAŁY ZAJĄC
Mówi się, że duch dziewczyny, której złamano serce, nie może zaznać spoczynku, i pojawia się pod postacią białego zająca, nawiedzającego człowieka, który ją skrzywdził. Jest przy tym niewidoczna dla innych, i dręczy go aż do jego śmierci. Ale pośród rybaków ze wschodu duch ten odgrywa jeszcze ważniejszą rolę. Po zmierzchu cichaczem pojawia się, co jest upiorne acz nieszkodliwe, wśród zacumowanych do brzegu łodzi, lub w portowych zakamarkach, będąc ostrzeżeniem dla wszystkich ciężko pracujących na morzu, przed burzą, która z pewnością nadciągnie by unicestwić nierozważnych.
STUDNIA ŚWIĘTEJ KEYNE
Pięćset lat przed Podbojem Normańskim, św. Keyne poświęciła życie na czynienie dobra. Mieszkała na zachodzie kraju, gdzie zapamiętano ją jako kogoś, kogo należy naśladować. Zasadziła ona wokół studni cztery drzewa: dąb, wiąz, wierzbę oraz jesion, a gdy umierała przekazała jej wodom dziwną moc. Gdy którekolwiek z małżonków się z niej napiło, na resztę życia stawało się osobą dominującą. Ta ciekawa legenda została czarująco przedstawiona w poemacie Southey’a.
LEGENDA O GÓRZE ŚWIĘTEGO MICHAŁA
Zarówno olbrzymi Kormoran, który stworzył górę i na niej zamieszkał, jak i olbrzym zwany Trecrobben, byli szewcami, ale do dyspozycji mieli tylko jeden młot. Gdy któryś chciał go użyć musiał krzyknąć ”Młotek do mnie” i ten, poprzez przestworza, gnał ze wzgórza naprzeciwko. Pewnego dnia, Kormoran wezwał młot, gdy do wejścia podeszła jego nic niepodejrzewająca i raczej krótkowzroczna małżonka, chcąc go zawołać na obiad. I to właśnie w nią uderzył lecący młot! Straszliwy był żal olbrzyma gdy jej ciało potoczyło się ku morzu, gdyż była ona ostatnią Olbrzymką, no i paszteciki, które sporządzała, były wręcz wyśmienite!
SYRENA Z ZENNOR
Ludzie z Zennor długo dziwowali się pięknu bogato wystrojonej kobiety, oddającej swe usługi w służbie miejscowemu kościołowi. Nikt nie wiedział skąd ona pochodzi. Gdy piękna przybyszka zakochała się w Matthew Trewella, sprawiła swym urokiem, że z nią gdzieś zniknął. Wtedy języki ludzkie zaczęły natychmiast plotkować. Ani jej ani jego przez wiele lat nie widziano, aż pewnego niedzielnego poranka żeglarz, który zakotwiczył w pobliżu Zatoczki Pendower, zaskoczony ujrzał syrenę wynurzającą się z odmętów. Rozpoznał w niej nikogo innego, tylko tajemniczą kobietę odwiedzającą Kościół w Zennor. Poprosiła ona kapitana by podniósł kotwicę, gdyż ta blokuje wejście do jej domu. Jej podobiznę, wyrzeźbioną w ławie kościelnej, po dziś dzień można zobaczyć w Kościele w Zennor.
LEGENDA O JEZIORZE DOZMARY
Mawiano, że jezioro to znajdujące się na wrzosowiskach Cornish, nawiedzana jest przez Tregeagle, ducha człowieka niegdyś wysoko sytuowanego i bogatego. Zaprzedał on swą duszę Diabłu w zamian za życie przepełnione wybrykami i zbrodnią, ”każdy dzień jego życia wypełniony był złymi uczynkami.” Teraz płaci za swój pakt w dzień znosząc katusze zadań niemożliwych do zrealizowania, nocą zaś potwornie wyjąc i jęcząc zmuszony do umykania poprzez wieczorne zawieruchy, przed zgrają piekielnych ogarów swego Pana.
PSY DANDO
Dando był rozpustnym, starym księdzem, na którego głowie było więcej rogów niż znajdowało się w niej wygłoszonych homilii. Pewnego dnia, w chwili triumfu, gdy upijał się tym wszystkim co mu jego zwolennicy chętnie stawiali, przyjął butelczynę od nieznajomego jeźdźca. Zwrócił ją pustą rozczarowany jej opróżnieniem, gdyż nigdy dotąd w jego żyłach nie popłynął tak rzadki rocznik. ”Pogalopowałbym i do Piekła po więcej,” butnie rzekł ksiądz. ”To ruszajmy!” zakrzyknął przystojny nieznajomy, wsadził Dando na swego konia i odjechali z ogarami u swych stóp. Ich galop był tak prędki, że wkrótce reszta towarzystwa została daleko w tyle. Do tej pory, nocną porą, można ujrzeć ich jak wciąż, nieskończenie pędzą by dotrzeć tam, gdzie odnajdą to, po co wyruszyli.
niedziela, 17 maja 2009
SIR GAWAIN I ZIELONY RYCERZ
za Gildia miłośników fantastyki (http://www.fantasy.dmkhost.net/)
To się zdarzyło w Nowy Rok na dworze Króla Artura. Król, królowa i wszyscy rycerze Okrągłego Stołu świętowali. Na początku cały dwór udał się do kaplicy, a następnie odbyło się wręczanie podarków. Późnej nadszedł czas na ucztę. Po skończeniu biesiady król wygłosił mowę i nadszedł czas na rycerską opowieść, podczas której dzielni wojownicy opowiadali przygody, jakie przeżyli w ciągu roku.
Gdy nadeszła kolej Lancelota, na dziedzińcu rozległ się straszliwy stukot kopyt. Nagle drzwi sali otworzyły się i wjechał do środka najbardziej niesamowity rycerz, jakiego można sobie wyobrazić. Wszyscy obrócili się, aby obejrzeć niespodziewanego gościa. Rycerz, tak jak jego koń, był ogromny a na dodatek zielony! W jednej ręce przybysz trzymał gałązkę ostrokrzewu, a w drugiej potężny zielony topór.
- Kto tu jest panem?!- krzyknął
Jedyną osobą, która ośmieliła się odezwać, był król. Powitał gościa i zaproponował mu przyłączenie się do uczty. Zielony rycerz odmówił:
- Nie przybyłem tu, by ucztować, ale nie martwcie się, nie będę też czynił wojny. Pochodzę z północy, gdzie krąży wiele opowieści o odwadze i cnotach rycerzy Okrągłego Stołu. Jeśli któryś z rycerzy jest naprawdę dzielny, to dam mu swój topór i nadstawię szyję, aby ten jednym ciosem ściął mi głowę. Musi jednak przysiąc, że za dwanaście miesięcy i jeden dzień od tej chwili przyjedzie do mnie, abym mógł mu oddać cios.
Nikt przez długi czas się nie odzywał. Rycerz się zniecierpliwił:
-A więc to jest męstwo rycerzy Okrągłego stołu!- krzyczał- jesteście bandą tchórzy!
Wtedy ze swojego miejsca zerwał się Artur, mówiąc, że jeśli nikt nie podejmie wyzwania, to sam da pole Zielonemu Rycerzowi. Powstrzymał go jednak sir Gawain. Przybysz wyraźnie był zadowolony, że znalazł się jakiś śmiałek. Rycerz wziął broń od tajemniczego gościa. Zgodnie z umową, ukląkł i schylił kark. Gdy sir Gawain ściął głowę rycerza, tłum wiwatował. Jednak stało się coś dziwnego. Zielony Rycerz nie zginął. Podniósł z ziemi swoją głowę i dosiadł konia. Zanim odjechał, jego głowa przemówiła do Gawaina:
- Widzę, że dotrzymałeś obietnicy. Jestem Rycerzem z Zielonej Kaplicy. Mieszkam w lesie Wirral. Tam masz mnie znaleźć za rok!- powiedziawszy to wyjechał.
Minął rok i nadszedł czas, aby sir Gawain dosiadł swego konia, Gringaleta, i wyruszył na poszukiwanie Zielonego Rycerza. Udało mu się na czas odnaleźć las Wirral nad rzeką Dee w Walii. Ciężko było dotrzeć do wyznaczonego miejsca. Gawain miał wrażenie, że chaszcze i bagna nie mają końca. W końcu znalazł się na skraju puszczy i zobaczył w oddali jakiś dwór. Dotarłszy do zamku, sir Gawain przedstawił się strażnikowi i powiedział, że chce się widzieć z panem. Gdy wjechał na dziedziniec, otoczyła go służba, która zajęła się nim i jego koniem. Potem został zaprowadzony do pana zamku. Był to wielkolud o rudej brodzie i włosach. Sir Gawain czuł, że już gdzieś widział tę postać.
Całe dni mijały mu na ucztach i zabawach. Zdawało mu się, iż małżonka pana tego zamku zakochała się w nim. W końcu nadszedł czas, aby sir Gawain wyruszył spełnić swe rycerskie śluby. Pan zamku powiedział, że kaplica znajduje się bardzo blisko od zamku i że wyśle kogoś, kto wskaże mu drogę. Dzięki temu rycerz króla Artura mógł zostać dłużej w gościnie. Pan powiedział, że chciałby zawrzeć z Gawainem umowę. Polegała ona na tym, że dostanie on cokolwiek zechce, a w zamian za to odda panu każdą rzecz jaką dostanie w zamku. Mimo, że układ był niezrozumiały, Gawain zgodził się, by nie naruszyć zasad grzeczności.
Następnego dnia, gdy Gawain obudził się, spostrzegł, że na jego łóżku siedzi żona władcy. Widać było, że rycerz podoba się jej, a ona mu. Ich rozmowa skończyła się pocałunkiem od pani zamku. Gdy pan wrócił z polowania, przed rycerzem pojawił się problem, a mianowicie, jak rozwiązać sprawę pocałunku. Jednak dotrzymał umowy i ucałował go, mówiąc, że dzisiaj otrzymał tylko to. Sytuacja powtórzyła się również następnego dnia. Trzeciego dnia dama oprócz pocałunków dała mu zieloną wstążkę, która miała być magiczna. Gawain przyjął ją, zważywszy na to, że termin spotkania z Zielonym Rycerzem zbliżał się nieubłaganie. Gdy pan wrócił z polowania, rycerz pocałował go trzy razy, ale nic nie wspomniał o wstążce.
Następnego dnia Gawain zawiązał ją sobie na szyi, chociaż nie wierzył, że cokolwiek go ochroni przed śmiercią. Jeden z giermków pojechał z nim do Zielonej Kaplicy. Gdy znaleźli się u stóp doliny, towarzysz ostrzegł Gawaina, żeby nie jechał dalej, gdyż zielony rycerz jest okrutny. Jednak Rycerz Okrągłego Stołu nie stchórzył. Kontynuował podróż samotnie. Odnalazł kaplicę. Wyglądała jak porośnięty trawą pagórek. Gawain krzyknął, że już jest. Odpowiedział mu dudniący głos:
-Dostaniesz, com ci obiecał!
Po chwili pojawił się rycerz z toporem w ręce.
-Witaj Gawainie! Wreszcie doczekałem chwili, w której zwrócę ci cios, który zadałeś mi w Kamelocie.
Sir Gawain pochylił się, aby rycerz mógł mu ściąć głowę. Za pierwszym razem Gawain się uchylił ze strachu, co wywołało złość Rycerza. Za drugim razem to Zielony Rycerz wstrzymał cios i pochwalił go, że jest dzielny. Za trzecim razem olbrzymi rycerz jedynie zranił Gawaina w szyję. To rozwścieczyło rycerza. Odskoczył i dobył broni. Powiedział, że teraz będzie się bronił. Ale Zielony Rycerz nie miał zamiaru walczyć.
- Zgadza się. Dotrzymałeś słowa. Już się nie zamachnę na twoją głowę. Mógłbym ci ją ściąć, tak jak ty mnie, ale nie chciałem.
W tym momencie Gawain spostrzegł, że ma przed sobą pana zamku, w którym gościł. Wyjaśnił mu, że dwa pierwsze ciosy były za pocałunki, o których powiedział. Trzeci zaś był karą za zatajenie prawdy o zielonej wstążce. Gawainowi było wstyd, ale Zielony Rycerz tylko się śmiał i pozwolił mu zachować pamiątkę po jego żonie, gdyż na nią zasłużył. Później rycerz wyjaśnił, że nazywa się naprawdę sir Bertilak i że to Morgana le Fay przemieniła go w Zielonego Rycerza, aby sprawdził czy opowieści o męstwie rycerzy Króla Artura są prawdziwe. Sir Bertilak ponowił zaproszenie do zamku, ale Gawain odmówił tłumacząc się powrotem do Kamelotu. Był pewien, że tym razem jego przygoda będzie najbardziej niezwykłą z tegorocznych rycerskich opowieści.
To się zdarzyło w Nowy Rok na dworze Króla Artura. Król, królowa i wszyscy rycerze Okrągłego Stołu świętowali. Na początku cały dwór udał się do kaplicy, a następnie odbyło się wręczanie podarków. Późnej nadszedł czas na ucztę. Po skończeniu biesiady król wygłosił mowę i nadszedł czas na rycerską opowieść, podczas której dzielni wojownicy opowiadali przygody, jakie przeżyli w ciągu roku.
Gdy nadeszła kolej Lancelota, na dziedzińcu rozległ się straszliwy stukot kopyt. Nagle drzwi sali otworzyły się i wjechał do środka najbardziej niesamowity rycerz, jakiego można sobie wyobrazić. Wszyscy obrócili się, aby obejrzeć niespodziewanego gościa. Rycerz, tak jak jego koń, był ogromny a na dodatek zielony! W jednej ręce przybysz trzymał gałązkę ostrokrzewu, a w drugiej potężny zielony topór.
- Kto tu jest panem?!- krzyknął
Jedyną osobą, która ośmieliła się odezwać, był król. Powitał gościa i zaproponował mu przyłączenie się do uczty. Zielony rycerz odmówił:
- Nie przybyłem tu, by ucztować, ale nie martwcie się, nie będę też czynił wojny. Pochodzę z północy, gdzie krąży wiele opowieści o odwadze i cnotach rycerzy Okrągłego Stołu. Jeśli któryś z rycerzy jest naprawdę dzielny, to dam mu swój topór i nadstawię szyję, aby ten jednym ciosem ściął mi głowę. Musi jednak przysiąc, że za dwanaście miesięcy i jeden dzień od tej chwili przyjedzie do mnie, abym mógł mu oddać cios.
Nikt przez długi czas się nie odzywał. Rycerz się zniecierpliwił:
-A więc to jest męstwo rycerzy Okrągłego stołu!- krzyczał- jesteście bandą tchórzy!
Wtedy ze swojego miejsca zerwał się Artur, mówiąc, że jeśli nikt nie podejmie wyzwania, to sam da pole Zielonemu Rycerzowi. Powstrzymał go jednak sir Gawain. Przybysz wyraźnie był zadowolony, że znalazł się jakiś śmiałek. Rycerz wziął broń od tajemniczego gościa. Zgodnie z umową, ukląkł i schylił kark. Gdy sir Gawain ściął głowę rycerza, tłum wiwatował. Jednak stało się coś dziwnego. Zielony Rycerz nie zginął. Podniósł z ziemi swoją głowę i dosiadł konia. Zanim odjechał, jego głowa przemówiła do Gawaina:
- Widzę, że dotrzymałeś obietnicy. Jestem Rycerzem z Zielonej Kaplicy. Mieszkam w lesie Wirral. Tam masz mnie znaleźć za rok!- powiedziawszy to wyjechał.
Minął rok i nadszedł czas, aby sir Gawain dosiadł swego konia, Gringaleta, i wyruszył na poszukiwanie Zielonego Rycerza. Udało mu się na czas odnaleźć las Wirral nad rzeką Dee w Walii. Ciężko było dotrzeć do wyznaczonego miejsca. Gawain miał wrażenie, że chaszcze i bagna nie mają końca. W końcu znalazł się na skraju puszczy i zobaczył w oddali jakiś dwór. Dotarłszy do zamku, sir Gawain przedstawił się strażnikowi i powiedział, że chce się widzieć z panem. Gdy wjechał na dziedziniec, otoczyła go służba, która zajęła się nim i jego koniem. Potem został zaprowadzony do pana zamku. Był to wielkolud o rudej brodzie i włosach. Sir Gawain czuł, że już gdzieś widział tę postać.
Całe dni mijały mu na ucztach i zabawach. Zdawało mu się, iż małżonka pana tego zamku zakochała się w nim. W końcu nadszedł czas, aby sir Gawain wyruszył spełnić swe rycerskie śluby. Pan zamku powiedział, że kaplica znajduje się bardzo blisko od zamku i że wyśle kogoś, kto wskaże mu drogę. Dzięki temu rycerz króla Artura mógł zostać dłużej w gościnie. Pan powiedział, że chciałby zawrzeć z Gawainem umowę. Polegała ona na tym, że dostanie on cokolwiek zechce, a w zamian za to odda panu każdą rzecz jaką dostanie w zamku. Mimo, że układ był niezrozumiały, Gawain zgodził się, by nie naruszyć zasad grzeczności.
Następnego dnia, gdy Gawain obudził się, spostrzegł, że na jego łóżku siedzi żona władcy. Widać było, że rycerz podoba się jej, a ona mu. Ich rozmowa skończyła się pocałunkiem od pani zamku. Gdy pan wrócił z polowania, przed rycerzem pojawił się problem, a mianowicie, jak rozwiązać sprawę pocałunku. Jednak dotrzymał umowy i ucałował go, mówiąc, że dzisiaj otrzymał tylko to. Sytuacja powtórzyła się również następnego dnia. Trzeciego dnia dama oprócz pocałunków dała mu zieloną wstążkę, która miała być magiczna. Gawain przyjął ją, zważywszy na to, że termin spotkania z Zielonym Rycerzem zbliżał się nieubłaganie. Gdy pan wrócił z polowania, rycerz pocałował go trzy razy, ale nic nie wspomniał o wstążce.
Następnego dnia Gawain zawiązał ją sobie na szyi, chociaż nie wierzył, że cokolwiek go ochroni przed śmiercią. Jeden z giermków pojechał z nim do Zielonej Kaplicy. Gdy znaleźli się u stóp doliny, towarzysz ostrzegł Gawaina, żeby nie jechał dalej, gdyż zielony rycerz jest okrutny. Jednak Rycerz Okrągłego Stołu nie stchórzył. Kontynuował podróż samotnie. Odnalazł kaplicę. Wyglądała jak porośnięty trawą pagórek. Gawain krzyknął, że już jest. Odpowiedział mu dudniący głos:
-Dostaniesz, com ci obiecał!
Po chwili pojawił się rycerz z toporem w ręce.
-Witaj Gawainie! Wreszcie doczekałem chwili, w której zwrócę ci cios, który zadałeś mi w Kamelocie.
Sir Gawain pochylił się, aby rycerz mógł mu ściąć głowę. Za pierwszym razem Gawain się uchylił ze strachu, co wywołało złość Rycerza. Za drugim razem to Zielony Rycerz wstrzymał cios i pochwalił go, że jest dzielny. Za trzecim razem olbrzymi rycerz jedynie zranił Gawaina w szyję. To rozwścieczyło rycerza. Odskoczył i dobył broni. Powiedział, że teraz będzie się bronił. Ale Zielony Rycerz nie miał zamiaru walczyć.
- Zgadza się. Dotrzymałeś słowa. Już się nie zamachnę na twoją głowę. Mógłbym ci ją ściąć, tak jak ty mnie, ale nie chciałem.
W tym momencie Gawain spostrzegł, że ma przed sobą pana zamku, w którym gościł. Wyjaśnił mu, że dwa pierwsze ciosy były za pocałunki, o których powiedział. Trzeci zaś był karą za zatajenie prawdy o zielonej wstążce. Gawainowi było wstyd, ale Zielony Rycerz tylko się śmiał i pozwolił mu zachować pamiątkę po jego żonie, gdyż na nią zasłużył. Później rycerz wyjaśnił, że nazywa się naprawdę sir Bertilak i że to Morgana le Fay przemieniła go w Zielonego Rycerza, aby sprawdził czy opowieści o męstwie rycerzy Króla Artura są prawdziwe. Sir Bertilak ponowił zaproszenie do zamku, ale Gawain odmówił tłumacząc się powrotem do Kamelotu. Był pewien, że tym razem jego przygoda będzie najbardziej niezwykłą z tegorocznych rycerskich opowieści.
FALA CLIODNY
za Gildia miłośników fantastyki (http://www.fantasy.dmkhost.net/)
Cliodna należy do celtyckiego panteonu bogów, jej postać wydaje mi się niezwykle intrygująca. Dlatego też postanowiłam przybliżyć nieco jej obraz oraz przytoczyć jedną z legend, jaką odnalazłam na obcojęzycznych stronach. Ale o tym później.
Na figurkach przedstawiana jest jako piękna, jasnowłosa i krzepka bogini piękności, morza i życia pośmiertnego, lub jak kto woli – „innego świata”. Była ona córką Mannan`a i rządziła „Krainą Przysięgi”, w której nie ma przemocy ani śmierci. Jej imię, które dosłownie znaczy ‘zgrabna’ można spotkać w różnych odmianach: Cliodhna, Clidna lub Cleena. Przedstawiana jest czasem jako córka Geban`a, ostatniego druida w Irlandii. Cliodna posiadała trzy magiczne ptaki: jeden z karmazynową głową, drugi z zieloną, zaś trzeci był jakby nakrapiany złotem. Wszystkie trzy spożywały magiczne jabłka, które dawały im moc leczenia, poprzez słodkie pieśni, które śpiewały. Jeśli o same jabłka chodzi, to miały one srebrne kwiaty, całe zaś były w złocie. Cliodna posiadała również szmaragdowy puchar, który mógł zamieniać wodę w wino oraz harfę, która swoją czarującą melodią „uciszała” wszystkie konflikty. Mówiono, że gdy przybiera ludzką postać, wtenczas staje się najpiękniejszą kobietą na Ziemi. Często bierze jakiegoś mężczyznę-śmiertelnika na kochanka. Jednakowoż zakochanie się w Cliodnie oznacza to samo co zakochanie się w śmierci. Gdy brała któregoś z mężczyzn ze sobą, oznaczało to, że osobnik ten już nigdy nie wróci. Świętymi zwierzętami Cliodny są śpiewające oraz nadmorskie ptaki, a jej liczbą jest 9. Plaża jest najlepszym miejscem, gdzie można ją wezwać. Jest wiele legend dotyczących Cliodny, jednakże najbardziej znaną, wśród zainteresowanych tą tematyką rzecz jasna, jest legenda o Fali Cliodny.
… w Irlandii nastały czasy Fianna oraz Ciabhan`a, syna króla Ulster`a, który to przywędrował do kraju Mannana.
Ciabhan był teraz jednym z najprzystojniejszych młodych mężczyzn na Ziemi, tamtego czasu, tak daleko poza innymi synami królów, jak księżyc oddalony jest od gwiazd. Fiann zdecydowanie polubił Ciabhana, jednakże ludność, była nim zmęczona, gdyż nie było pośród nich kobiety, czy to panny czy kobiety zamężnej, która nie chciałaby ofiarować mu swej miłości. I w końcu Fiann musiał go odesłać, przez pełnych obawy i strachu mężczyzn, którzy czuli jak narasta w nich zazdrość.
Ciabhan wyruszył więc dalej, dopóki nie dotarł do Mielizny Cairn`a, którą to nazywali wówczas Mielizną Silnego Mężczyzny. Krocząc dalej plażą zauważył, ludzi trudniących się pracą nad wąską rufą z miedzi. Zbliżył się do nich, aby chwilę pogawędzić. Po krótkiej wymianie zdań pożegnał się i pozostawił ich przy swojej pracy.
Ruszył dalej plażą, i wtedy dziewięć wielkich, krzyczących fal wzniosło się ponad niego, a każda z nich była wielkości góry. Ogromny strach spełzł na Ciabhana. Czuł się bezradny do czasu, gdy zauważył, nadjeżdżającego co koń wyskoczy, jeźdźca na szaro-czarnym koniu ze złotą uzdą. Nieznajomy zapytał Ciabhana:
- Jaką przewidujesz nagrodę, dla tego który cię uratuje?
- A czy jest coś co mógłbym ci zaoferować? - spytał Ciabhan.
- Tak, oczywiście - odrzekł jeździec. - Możesz zaoferować mi swoje usługi.
Poczym wrzucił go na grzbiet wierzchowca i pogalopowali wzdłuż wybrzeża, mijając Loch Luchra oraz Jezioro Karłów, by ostatecznie dotrzeć do Krainy Przysięgi. Tam właśnie Gebann, najlepszy spośród druidów, przedstawił mu swą córkę Cliodnę, która to jeszcze nigdy nie kochała prawdziwie żadnego mężczyzny. Jednakże, gdy Cliodna zobaczyła Ciabhana, zakochała się w nim od razu, zgadzając jednocześnie na ucieczkę przy jego boku. Tak więc uciekli, statkiem, wraz z pięćdziesięcioma służkami Cliodny. Tymczasem Gebann, gdy odkrył brak córki, wysłał w pościg za nią czterdzieści okrętów i swojego najlepszego ucznia Iuchn`a. Gdy okręty zbliżyły się dostatecznie Iuchn zagrał pieśń dla Cliodny, która sprawiła, że straciła przytomność kładąc się na pokładzie statku. W tym samym czasie, ogromna fala pojawiła się by porwać ją z pokładu i zanieść tam, gdzie było jej miejsce… Do Krainy Przysięgi…
Od tego oto wydarzenia, fala została nazwana imieniem bogini Cliodny o jasnych włosach, która nie pójdzie w zapomnienie.
Spotkałam się jeszcze z inną wersją tej legendy. Otóż zamiast Iuchn`a pojawia się Cailleach, stara bogini, która wysyła swoje wróżki by ukołysały Cliodne w zaczarowany sen, i wysyła falę, pod której ciężarem ma utonąć.
Być może będąc kiedyś na nadmorskiej plaży przypomnicie sobie o tejże bogini, wiatr wyda się wam melodią, pod stopami poczujecie lekkie drżenie piasku a fale morskie zmienią swój wygląd przywodząc na myśl piękną kobietę, kto wie…
Cliodna należy do celtyckiego panteonu bogów, jej postać wydaje mi się niezwykle intrygująca. Dlatego też postanowiłam przybliżyć nieco jej obraz oraz przytoczyć jedną z legend, jaką odnalazłam na obcojęzycznych stronach. Ale o tym później.
Na figurkach przedstawiana jest jako piękna, jasnowłosa i krzepka bogini piękności, morza i życia pośmiertnego, lub jak kto woli – „innego świata”. Była ona córką Mannan`a i rządziła „Krainą Przysięgi”, w której nie ma przemocy ani śmierci. Jej imię, które dosłownie znaczy ‘zgrabna’ można spotkać w różnych odmianach: Cliodhna, Clidna lub Cleena. Przedstawiana jest czasem jako córka Geban`a, ostatniego druida w Irlandii. Cliodna posiadała trzy magiczne ptaki: jeden z karmazynową głową, drugi z zieloną, zaś trzeci był jakby nakrapiany złotem. Wszystkie trzy spożywały magiczne jabłka, które dawały im moc leczenia, poprzez słodkie pieśni, które śpiewały. Jeśli o same jabłka chodzi, to miały one srebrne kwiaty, całe zaś były w złocie. Cliodna posiadała również szmaragdowy puchar, który mógł zamieniać wodę w wino oraz harfę, która swoją czarującą melodią „uciszała” wszystkie konflikty. Mówiono, że gdy przybiera ludzką postać, wtenczas staje się najpiękniejszą kobietą na Ziemi. Często bierze jakiegoś mężczyznę-śmiertelnika na kochanka. Jednakowoż zakochanie się w Cliodnie oznacza to samo co zakochanie się w śmierci. Gdy brała któregoś z mężczyzn ze sobą, oznaczało to, że osobnik ten już nigdy nie wróci. Świętymi zwierzętami Cliodny są śpiewające oraz nadmorskie ptaki, a jej liczbą jest 9. Plaża jest najlepszym miejscem, gdzie można ją wezwać. Jest wiele legend dotyczących Cliodny, jednakże najbardziej znaną, wśród zainteresowanych tą tematyką rzecz jasna, jest legenda o Fali Cliodny.
… w Irlandii nastały czasy Fianna oraz Ciabhan`a, syna króla Ulster`a, który to przywędrował do kraju Mannana.
Ciabhan był teraz jednym z najprzystojniejszych młodych mężczyzn na Ziemi, tamtego czasu, tak daleko poza innymi synami królów, jak księżyc oddalony jest od gwiazd. Fiann zdecydowanie polubił Ciabhana, jednakże ludność, była nim zmęczona, gdyż nie było pośród nich kobiety, czy to panny czy kobiety zamężnej, która nie chciałaby ofiarować mu swej miłości. I w końcu Fiann musiał go odesłać, przez pełnych obawy i strachu mężczyzn, którzy czuli jak narasta w nich zazdrość.
Ciabhan wyruszył więc dalej, dopóki nie dotarł do Mielizny Cairn`a, którą to nazywali wówczas Mielizną Silnego Mężczyzny. Krocząc dalej plażą zauważył, ludzi trudniących się pracą nad wąską rufą z miedzi. Zbliżył się do nich, aby chwilę pogawędzić. Po krótkiej wymianie zdań pożegnał się i pozostawił ich przy swojej pracy.
Ruszył dalej plażą, i wtedy dziewięć wielkich, krzyczących fal wzniosło się ponad niego, a każda z nich była wielkości góry. Ogromny strach spełzł na Ciabhana. Czuł się bezradny do czasu, gdy zauważył, nadjeżdżającego co koń wyskoczy, jeźdźca na szaro-czarnym koniu ze złotą uzdą. Nieznajomy zapytał Ciabhana:
- Jaką przewidujesz nagrodę, dla tego który cię uratuje?
- A czy jest coś co mógłbym ci zaoferować? - spytał Ciabhan.
- Tak, oczywiście - odrzekł jeździec. - Możesz zaoferować mi swoje usługi.
Poczym wrzucił go na grzbiet wierzchowca i pogalopowali wzdłuż wybrzeża, mijając Loch Luchra oraz Jezioro Karłów, by ostatecznie dotrzeć do Krainy Przysięgi. Tam właśnie Gebann, najlepszy spośród druidów, przedstawił mu swą córkę Cliodnę, która to jeszcze nigdy nie kochała prawdziwie żadnego mężczyzny. Jednakże, gdy Cliodna zobaczyła Ciabhana, zakochała się w nim od razu, zgadzając jednocześnie na ucieczkę przy jego boku. Tak więc uciekli, statkiem, wraz z pięćdziesięcioma służkami Cliodny. Tymczasem Gebann, gdy odkrył brak córki, wysłał w pościg za nią czterdzieści okrętów i swojego najlepszego ucznia Iuchn`a. Gdy okręty zbliżyły się dostatecznie Iuchn zagrał pieśń dla Cliodny, która sprawiła, że straciła przytomność kładąc się na pokładzie statku. W tym samym czasie, ogromna fala pojawiła się by porwać ją z pokładu i zanieść tam, gdzie było jej miejsce… Do Krainy Przysięgi…
Od tego oto wydarzenia, fala została nazwana imieniem bogini Cliodny o jasnych włosach, która nie pójdzie w zapomnienie.
Spotkałam się jeszcze z inną wersją tej legendy. Otóż zamiast Iuchn`a pojawia się Cailleach, stara bogini, która wysyła swoje wróżki by ukołysały Cliodne w zaczarowany sen, i wysyła falę, pod której ciężarem ma utonąć.
Być może będąc kiedyś na nadmorskiej plaży przypomnicie sobie o tejże bogini, wiatr wyda się wam melodią, pod stopami poczujecie lekkie drżenie piasku a fale morskie zmienią swój wygląd przywodząc na myśl piękną kobietę, kto wie…
O TYM JAK SIR GAWEIN POSZUKIWAŁ MERLINA
za Gildia miłośników fantastyki (http://www.fantasy.dmkhost.net/)
Minął rok od tajemniczego odejścia Merlina. Pewnego dnia Gawein stanął przed królem. Prosił, by władca zezwolił mu udać się na poszukiwanie czarodzieja. Artur z radością udzielił mu przyzwolenia.
Wkrótce Gawein wraz z paroma rycerzami opuścił Kamelot. Po paru dniach podróży rozdzielili się.
Gawein ruszył na północ traktem wiodącym ku zimnym krajom. Po drodze napotkał tylko kilku drwali i pustelnika. Każdego z nich pytał o Merlina, ale żaden nie potrafił mu nic odpowiedzieć. Straciwszy nadzieję rycerz, pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach. Nie spostrzegł nawet damy jadącej na koniu. Ona zaś zatrzymała się i rzekła:
- Powiadają Gaweinie, że jesteś wielkim rycerzem, ale widzę, że z ciebie zwyczajny gbur, skoro mnie nie pozdrowiłeś.
- Masz rację pani - rzekł Gawein, rumieniąc się. - Proszę o wybaczenie.
- Nie przebaczę ci, nędzniku! - wykrzyknęła dama obrażona - Otrzymasz to, na co zasłużyłeś, przyjmiesz postać pierwszej osoby, jaką napotkasz na swej drodze!
Gawein za nic mając sobie te groźby powiedział:
- Widzę pani, że znasz moje imię, ja zaś nie wiem, jak ty się nazywasz.
- Nimue, do usług - zaśmiała się i odjechała.
O zachodzie słońca Gawein spotkał dwóch wędrowców. Byli nimi piękna Bianna i rycerz karzeł. Gawein pogrążony w zadumie nie poznał wędrowców. Pozdrowił ich jednak, mówiąc:
- Bóg z wami
- Bóg z tobą rycerzu - odpowiedzieli
I oto spełnił się podwójny czar. Karzeł przyjął swą pierwotną postać pięknego młodzieńca, a Gawein w tej samej chwili zmienił się w szpetnego karła. Czuł jak zbroja staje się na niego za duża, przyłbica zasłaniała mu już pół twarzy. Zdawało mu się, ze nie siedzi już na koniu lecz na wielkiej górze. Przerażony ześlizgnął się na ziemie i z trudem wydostał się z pancerza.
- Ach! - pojął wreszcie - ta dama, którą obraziłem była czarodziejką.
Zostawił konia, gdyż wierzchowiec był dla niego zbyt duży i poszedł dalej piechotą.
Ciężko było Gaweinowi karłowi iść przez las. Napotkani podróżni szydzili z niego i nie chcieli odpowiadać na żadne pytania. Kilku nawet przegnało go kopniakami.
Błądził Gawein przemieniony w karła błądził po lasach i polach na próżno wypatrując czarodzieja Merlina.
Szedł, szedł, aż znalazł się znowu w lesie. Otaczała go tylko mgła. Nagle usłyszał, że ktoś go woła po imieniu. Rozejrzał się dokoła, ale nikogo nie dostrzegł. Zrobił parę kroków do przodu i przystanął. Mgła gęstniała coraz bardziej, wreszcie stała się twarda niczym góra.
Gawein patrzył dokoła zaskoczony.
- Co tu się dzieje? - pomyślał i w tej samej chwili rozpoznał ów głos.
- Merlinie, to ty mnie wołasz? Gdzie jesteś? - pytał z niepokojem.
- Ach Gaweinie, jam jest więziony. A moje więzienie jest gorsze od lochów, bo ściany są z powietrza. Pozostanę w nim na zawsze, na zawsze.
- Kto rzucił na ciebie takie czary?
- Dama, którą kocham. Osobiście nauczyłem jej sztuki czarnoksięskiej.
- Jak się nazywa ta bezlitosna istota?
- Ma na imię Nimue, lecz powiedz, kto cię zamienił w karła? Gdybym nie był czarodziejem, nie poznałbym cię.
- Och Merlinie! Sprawiła to ta sama czarodziejka, która uwięziła ciebie.
- Jakże byłem lekkomyślny zdradzając jej moje sekrety! Teraz już za późno! Jestem zgubiony! Nikt nie może mi pomóc! Żegnaj Gaweinie i opowiedz o wszystkim królowi Arturowi. Powiedz, żeby zaniechał poszukiwań. Pozdrów ode mnie królową i rycerzy Okrągłego Stołu.
Były to ostatnie słowa Merlina, jakie usłyszał Gawein.
Smutniejszy niż kiedykolwiek rycerz pożegnał więźnia powietrznych ścian. Szczęście mu nie sprzyjało. Odnalazł wprawdzie czarodziej, ale nie mógł go zabrać do Kamelotu, ponadto stał się szpetnym karłem.
Wędrował zmęczony, a złe myśli kłębiły mu się w głowie. Nagle usłyszał wołanie o pomoc. Pobiegł i zobaczył dwóch rycerzy, którzy ściągnęli damę z konia i próbowali ją okraść. Na moment zapomniał, że jest tylko karłem.
- Stójcie łotry! - zwołał - to co robicie jest hańbą! Zostawcie natychmiast damę, bo jeśli nie to…
Kiedy wypowiadał te słowa nagle przypomniał sobie, że jest tylko brzydkim karłem, więc umilkł.
Obaj rycerze popatrzyli na niego ze wzgardą.
- Kim ty jesteś potworku? – spytali.
- Jam jest rycerz Okrągłego Stołu! - zawołał Gawein.
Rabusie wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Uciekaj pokrako, bo cię zgnieciemy butami.
Gawein nie zważając na kpiny, ściskając sztylet w dłoniach (który służył mu za miecz) rzucił się na napastników.
Pierwszy otrzymawszy cios w głowę, padł na ziemię i stracił przytomność. Drugi przerażony cofnął się, wznosząc w górę miecz, ale Gawein już siedział mu na plecach i byłby go zabił, gdyby dama nie zawołała:
- Stójcie!
- Gdybyś mnie pani nie powstrzymała, nie miałbym litości. Nie tylko napadli na ciebie, ale i mnie obrazili, nazywając szpetnym karłem.
- A ty, za kogo się uważasz? - spytała kpiąco dama.
Gawein w ferworze walki zapomniał o swej postaci. Gdy usłyszał słowa panny wypuścił miecz z dłoni i zwiesił głowę.
- Przyjrzyj mi się dobrze - rzekła kobieta,
Gawein podniósł wzrok i ze zdumieniem ujrzał Nimue.
- Jestem winna ci wdzięczność - ciągnęła dalej. - Gdybym przywróciła ci dawną postać, co dałbyś mi w zamian?
- Wszystko, co posiadam na tym świecie! - zawołał Gawein.
- Proszę, byś przysiągł mi dwie rzeczy. Po pierwsze będziesz zawsze dworny wobec dam, po drugie przestaniesz szukać Merlina.
- Pani, tego drugiego nie mogę obiecać, nawet, jeśli miałbym do końca życia pozostać karłem.
Nimue uśmiechnęła się.
- Spodziewałam się takiej odpowiedzi.
Uczyniła magiczny znak i rozpłynęła się w powietrzu a wraz z nią rozbójnicy.
Wtem przysną zły czar i Gawein był znowu pięknym, młodym mężczyzną. A obok niego stał wspaniały rumak.
Rycerz wskoczył na siodło i pognał do Kamelotu.
Po przybyciu na miejsce opowiedział o wszystkim Arturowi. Cały zamek pogrążył się w żałobie po Merlinie.
Minął rok od tajemniczego odejścia Merlina. Pewnego dnia Gawein stanął przed królem. Prosił, by władca zezwolił mu udać się na poszukiwanie czarodzieja. Artur z radością udzielił mu przyzwolenia.
Wkrótce Gawein wraz z paroma rycerzami opuścił Kamelot. Po paru dniach podróży rozdzielili się.
Gawein ruszył na północ traktem wiodącym ku zimnym krajom. Po drodze napotkał tylko kilku drwali i pustelnika. Każdego z nich pytał o Merlina, ale żaden nie potrafił mu nic odpowiedzieć. Straciwszy nadzieję rycerz, pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach. Nie spostrzegł nawet damy jadącej na koniu. Ona zaś zatrzymała się i rzekła:
- Powiadają Gaweinie, że jesteś wielkim rycerzem, ale widzę, że z ciebie zwyczajny gbur, skoro mnie nie pozdrowiłeś.
- Masz rację pani - rzekł Gawein, rumieniąc się. - Proszę o wybaczenie.
- Nie przebaczę ci, nędzniku! - wykrzyknęła dama obrażona - Otrzymasz to, na co zasłużyłeś, przyjmiesz postać pierwszej osoby, jaką napotkasz na swej drodze!
Gawein za nic mając sobie te groźby powiedział:
- Widzę pani, że znasz moje imię, ja zaś nie wiem, jak ty się nazywasz.
- Nimue, do usług - zaśmiała się i odjechała.
O zachodzie słońca Gawein spotkał dwóch wędrowców. Byli nimi piękna Bianna i rycerz karzeł. Gawein pogrążony w zadumie nie poznał wędrowców. Pozdrowił ich jednak, mówiąc:
- Bóg z wami
- Bóg z tobą rycerzu - odpowiedzieli
I oto spełnił się podwójny czar. Karzeł przyjął swą pierwotną postać pięknego młodzieńca, a Gawein w tej samej chwili zmienił się w szpetnego karła. Czuł jak zbroja staje się na niego za duża, przyłbica zasłaniała mu już pół twarzy. Zdawało mu się, ze nie siedzi już na koniu lecz na wielkiej górze. Przerażony ześlizgnął się na ziemie i z trudem wydostał się z pancerza.
- Ach! - pojął wreszcie - ta dama, którą obraziłem była czarodziejką.
Zostawił konia, gdyż wierzchowiec był dla niego zbyt duży i poszedł dalej piechotą.
Ciężko było Gaweinowi karłowi iść przez las. Napotkani podróżni szydzili z niego i nie chcieli odpowiadać na żadne pytania. Kilku nawet przegnało go kopniakami.
Błądził Gawein przemieniony w karła błądził po lasach i polach na próżno wypatrując czarodzieja Merlina.
Szedł, szedł, aż znalazł się znowu w lesie. Otaczała go tylko mgła. Nagle usłyszał, że ktoś go woła po imieniu. Rozejrzał się dokoła, ale nikogo nie dostrzegł. Zrobił parę kroków do przodu i przystanął. Mgła gęstniała coraz bardziej, wreszcie stała się twarda niczym góra.
Gawein patrzył dokoła zaskoczony.
- Co tu się dzieje? - pomyślał i w tej samej chwili rozpoznał ów głos.
- Merlinie, to ty mnie wołasz? Gdzie jesteś? - pytał z niepokojem.
- Ach Gaweinie, jam jest więziony. A moje więzienie jest gorsze od lochów, bo ściany są z powietrza. Pozostanę w nim na zawsze, na zawsze.
- Kto rzucił na ciebie takie czary?
- Dama, którą kocham. Osobiście nauczyłem jej sztuki czarnoksięskiej.
- Jak się nazywa ta bezlitosna istota?
- Ma na imię Nimue, lecz powiedz, kto cię zamienił w karła? Gdybym nie był czarodziejem, nie poznałbym cię.
- Och Merlinie! Sprawiła to ta sama czarodziejka, która uwięziła ciebie.
- Jakże byłem lekkomyślny zdradzając jej moje sekrety! Teraz już za późno! Jestem zgubiony! Nikt nie może mi pomóc! Żegnaj Gaweinie i opowiedz o wszystkim królowi Arturowi. Powiedz, żeby zaniechał poszukiwań. Pozdrów ode mnie królową i rycerzy Okrągłego Stołu.
Były to ostatnie słowa Merlina, jakie usłyszał Gawein.
Smutniejszy niż kiedykolwiek rycerz pożegnał więźnia powietrznych ścian. Szczęście mu nie sprzyjało. Odnalazł wprawdzie czarodziej, ale nie mógł go zabrać do Kamelotu, ponadto stał się szpetnym karłem.
Wędrował zmęczony, a złe myśli kłębiły mu się w głowie. Nagle usłyszał wołanie o pomoc. Pobiegł i zobaczył dwóch rycerzy, którzy ściągnęli damę z konia i próbowali ją okraść. Na moment zapomniał, że jest tylko karłem.
- Stójcie łotry! - zwołał - to co robicie jest hańbą! Zostawcie natychmiast damę, bo jeśli nie to…
Kiedy wypowiadał te słowa nagle przypomniał sobie, że jest tylko brzydkim karłem, więc umilkł.
Obaj rycerze popatrzyli na niego ze wzgardą.
- Kim ty jesteś potworku? – spytali.
- Jam jest rycerz Okrągłego Stołu! - zawołał Gawein.
Rabusie wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Uciekaj pokrako, bo cię zgnieciemy butami.
Gawein nie zważając na kpiny, ściskając sztylet w dłoniach (który służył mu za miecz) rzucił się na napastników.
Pierwszy otrzymawszy cios w głowę, padł na ziemię i stracił przytomność. Drugi przerażony cofnął się, wznosząc w górę miecz, ale Gawein już siedział mu na plecach i byłby go zabił, gdyby dama nie zawołała:
- Stójcie!
- Gdybyś mnie pani nie powstrzymała, nie miałbym litości. Nie tylko napadli na ciebie, ale i mnie obrazili, nazywając szpetnym karłem.
- A ty, za kogo się uważasz? - spytała kpiąco dama.
Gawein w ferworze walki zapomniał o swej postaci. Gdy usłyszał słowa panny wypuścił miecz z dłoni i zwiesił głowę.
- Przyjrzyj mi się dobrze - rzekła kobieta,
Gawein podniósł wzrok i ze zdumieniem ujrzał Nimue.
- Jestem winna ci wdzięczność - ciągnęła dalej. - Gdybym przywróciła ci dawną postać, co dałbyś mi w zamian?
- Wszystko, co posiadam na tym świecie! - zawołał Gawein.
- Proszę, byś przysiągł mi dwie rzeczy. Po pierwsze będziesz zawsze dworny wobec dam, po drugie przestaniesz szukać Merlina.
- Pani, tego drugiego nie mogę obiecać, nawet, jeśli miałbym do końca życia pozostać karłem.
Nimue uśmiechnęła się.
- Spodziewałam się takiej odpowiedzi.
Uczyniła magiczny znak i rozpłynęła się w powietrzu a wraz z nią rozbójnicy.
Wtem przysną zły czar i Gawein był znowu pięknym, młodym mężczyzną. A obok niego stał wspaniały rumak.
Rycerz wskoczył na siodło i pognał do Kamelotu.
Po przybyciu na miejsce opowiedział o wszystkim Arturowi. Cały zamek pogrążył się w żałobie po Merlinie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)