Legenda Nganasanów
Zostałem szamanem jeszcze przed przyjściem na świat. Moją matkę, gdy była brzemienna poślubił we śnie Duch Ospy. Przebudziwszy się, opowiedziała najbliższym, iż jej przyszłe dziecko winno stać się z woli Ducha Ospy szamanem. Gdy dorastałem nawiedziły mnie choroby trwające trzy lata. Pod koniec trzeciego roku rodzina sądziła, że umrę, byłem bowiem nieprzytomny trzy dni. Nagle się ocknąłem. Nastąpiło moje wtajemniczenie.
Szaman odczuł wówczas, iż schodzi gdzieś w dół. Idąc po wodzie do środka morza usłyszał głos: "Ty otrzymasz dar od Władczyni Wody i twoje szamańskie imię brzmieć będzie Nur". Wyszedłszy z wody szaman poszedł wzdłuż brzegu i zobaczył leżącą na boku obnażoną kobietę. Była to Władczyni Wody.
Zacząłem ssać jej pierś, ona zaś patrząc na mnie powiedziała: "Oto jak pojawiło się moje dziecko, które ssie moją pierś".
Mąż Władczyni Wody, Główny Pan Podziemi powiedział szamanowi, iż winien obejść drogi wszystkich cierpień. Wyposażony w dwóch przewodników - pomocników, gronostaja i mysz, odbył długą podróż, w trakcie której doszedł do osady złożonej z siedmiu czumów.
Wszedłem do środka czumu i przestałem być sobą. Poznawałem w tym czasie wszystkich domowników. Były to istoty podziemia, ludzie wielkiej choroby (ospy). Wzięli moje serce i wrzucili je do kotła z wrzątkiem. W czumie spotkałem opiekuna mego obłąkania, w innym czumie znajdował się opiekun pomieszania zmysłów, w następnym opiekun głupoty..., a w dalszych czumach opiekunowie różnych złych, mniej ważnych, szamanów. Do wszystkich tych czumów zaglądałem, poznając tam drogi rozmaitych cierpień.
Droga szamańskiego adepta wiodła dalej, do krainy dziewięciu jezior, gdzie hartowano jego gardło i nos. Pośrodku jednego z jezior szaman dostrzegł wyspę, na której rosło wysokie drzewo, sięgające konarami nieba. Było to drzewo Pana Ziemi. Kiedy popatrzał w górę, dostrzegł na konarach drzewa wielu ludzi, reprezentujących różne plemiona.
Zwrócili się oni do szamana w takich słowach: "Twoim przeznaczeniem jest posiadanie bębna wykonanego z gałęzi tego drzewa."
Zorientowałem się, że lecę wraz z jeziornymi ptakami. Gdy zacząłem oddalać się od ziemi, opiekun drzewa krzyknął do mnie: "Oderwała się i opada moja gałązka... weź ją i zrób z niej bęben, a będzie ci służył przez całe życie." W tym momencie zauważyłem spadającą gałązkę i pochwyciłem ją w locie.
W dalszym etapie swej podróży szaman znalazł się nad bezkresnym morzem, nad którym gdzieniegdzie rosły drzewa i niska trawa. Tam też dostrzegł siedem płaskich skał, z których jedna pękła, gdy do niej podszedł. Wewnątrz ukazały się zęby podobne do niedźwiedzich, a z głębi skały zabrzmiały następujące słowa: "Oto ja, kamień przyciskający ziemię. Swoim ciężarem przygniatam ją, aby wiatr nie mógł jej podnieść."
Kolejno pękały inne skały prezentujące szamanowi swoje funkcje. Gronostaj i mysz poprowadzili dalej szamana na wysoką górę, wewnątrz której siedziały dwie kobiety pokryte sierścią i z rogami na głowach. Były to Władczynie reniferów. Jedna z nich, na jego oczach, urodziła dwa renifery, mówiąc, iż będą one jego zwierzętami ofiarnymi. Kobiety ofiarowały także szamanowi po jednym włosku ze swej sierści, nakazując, aby wykonał z nich odzież szamańską. Idąc dalej szaman zobaczył wysokie kamienie z otworami. W jednym z kamieni znajdował się nagi człowiek, rozpalający ognisko za pomocą miechów.
Z miechów wydobywał się taki szum, że moje uszy cudem trzymały się głowy. Nad ogniskiem stał nagi człowiek z rozstawionymi szeroko nogami. Nad ogniskiem wisiał wielki kocioł. Ujrzawszy mnie człowiek zapytał: "Któż to wszedł?", po czym wyciągnął zza pleców wielkie szczypce, pochwycił mnie nimi i przyciągnął do siebie. Nadeszła śmierć - pomyślałem. Człowiek oderwał moją głowę, a ciało rozszarpał na małe kawałki, które wrzucił do kotła. Tam moje ciało gotowało się przez trzy lata. "Trzeba będzie popracować nad jego głową, być może zostanie on wielkim szamanem" - powiedział człowiek. "Trzeba będzie wykuć nie złego, lecz dobrego szamana" - ciągnął dalej - po czym uderzył mnie kilka razy w głowę. Jednakże młot, którym zadawał mi razy miał otwór, przez który w pewnym momencie moja głowa wyskoczyła. Spoglądając na głowę, człowiek rozważał, w którym z kotłów ją umieścić. Zdecydował się w końcu na kocioł, w którym woda była najzimniejsza. "To jest kocioł zdrowego ciała" - powiedział, po czym zdjął kocioł z gotującym się ciałem szamana i przelał zawartość do innego naczynia. Gdy policzył oddzielone od kości mięśnie stwierdził, iż szaman ma trzy zbędne części ciała. "Ponieważ posiadasz trzy niepotrzebne ci części ciała" - powiedział - "będziesz miał także trzy szamańskie kostiumy", po czym dodał: "cały twój szpik kostny zmienił się w rzekę". Rzeczywiście, w pomieszczeniu, w którym się znajdowałem zobaczyłem rzekę, a w niej płynął mój szpik i kości. "Popatrz, jak twoje kości odpływają", powiedział człowiek i zaczął wyjmować je po kolei szczypcami. Kiedy wszystkie kości znajdowały się już na brzegu, złożył je, a one połączyły się z mięśniami. Moje ciało odzyskało pierwotny wygląd. Z boku pozostawała już tylko głowa, a raczej czaszka. Człowiek pokrył ją mięśniami i przytwierdził do tułowia.
Przedtem jednak wykonał kilka innych czynności: wyjął oczy szamana i na ich miejscu umieścił inne, przedziurawił jego uszy - mówiąc, że od tej pory szaman będzie mógł słyszeć i rozumieć nawet rozmowy roślin, wreszcie zrobił mu dziurkę w karku, dzięki czemu szaman będzie mógł słyszeć, nawet te rozmowy, które prowadzone będą poza nim. W takiej oto postaci szaman powrócił do swego rodzinnego czumu, lecz jego choroba trwała dalej. Jej przyczyną był brak serca, które nadal gotowało się w kotle. Szaman bardzo cierpiał, nawiedzały go złe duchy, często tracił przytomność...
W siódmym roku mojej choroby wyruszyłem nie wiedząc dokąd i po co. I oto ni to na jawie, ni to we śnie spotkałem człowieka, który wsunął mi przez usta wyrwane mi kiedyś serce. Ponieważ moje serce gotowało się tak długo, dzisiaj mogę szamanić bardzo długo, bez przerwy.
czwartek, 13 maja 2010
środa, 12 maja 2010
WĘDRÓWKA
Legenda Ewenków
Pewne małżeństwo Dyłacza [Słońce] oraz Biega [Księżyc] mieszkało w tajdze. Posiadali swoje renifery i żyło im się nie najgorzej. Biega spodziewała się dziecka, ale gdy je powiła okazało się, że chłopiec nie żyje. Rodzice postanowili udać się do [boga] Amaki, aby przywrócił życie ich dziecku. Ponieważ Biega była wyczerpana długim marszem przyszła jej z pomocą Oszikta [gwiazda], która wzięła kołyskę z martwym dzieckiem i niosła ją idąc tuż za Biegą. I tak idą już wiele lat. Dyłacza idzie przodem, a w ślad za nim podąża Biega z Osziktą. Rankiem Dyłacza wspina się na szczyty gór i wtedy na ziemi nastaje dzień, gdy je opuszcza wieczorem na ziemi zapada mrok. Tuż za Dyłaczą na góry wspina się Biega, za nią Oszikta, rankiem dochodzą do szczytu i znikają za nim. Wtedy Dyłacza wchodzi na następną górę. I tak wieki całe wędrują do dobrego Amaki, lecz droga do niego daleka.
Amaka - bóstwo Ewenków, w języku tunguskim znaczy także niebo, dziadek, przodek; jeden z władców Górnego Świata, który m.in. nauczył ludzi korzystać z ognia
Biega - w języku tunguskim znaczy potocznie Księżyc, miesiąc; w ujęciu zmitologizowanym występuje m.in. jako żona Dyłaczy-Słońca
Dyłacza - w języku tunguskim znaczy Słońce, w mitologii występuje w roli właściciela ciepła i światła, a także jako mąż Biegi-Księżyca
Pewne małżeństwo Dyłacza [Słońce] oraz Biega [Księżyc] mieszkało w tajdze. Posiadali swoje renifery i żyło im się nie najgorzej. Biega spodziewała się dziecka, ale gdy je powiła okazało się, że chłopiec nie żyje. Rodzice postanowili udać się do [boga] Amaki, aby przywrócił życie ich dziecku. Ponieważ Biega była wyczerpana długim marszem przyszła jej z pomocą Oszikta [gwiazda], która wzięła kołyskę z martwym dzieckiem i niosła ją idąc tuż za Biegą. I tak idą już wiele lat. Dyłacza idzie przodem, a w ślad za nim podąża Biega z Osziktą. Rankiem Dyłacza wspina się na szczyty gór i wtedy na ziemi nastaje dzień, gdy je opuszcza wieczorem na ziemi zapada mrok. Tuż za Dyłaczą na góry wspina się Biega, za nią Oszikta, rankiem dochodzą do szczytu i znikają za nim. Wtedy Dyłacza wchodzi na następną górę. I tak wieki całe wędrują do dobrego Amaki, lecz droga do niego daleka.
Amaka - bóstwo Ewenków, w języku tunguskim znaczy także niebo, dziadek, przodek; jeden z władców Górnego Świata, który m.in. nauczył ludzi korzystać z ognia
Biega - w języku tunguskim znaczy potocznie Księżyc, miesiąc; w ujęciu zmitologizowanym występuje m.in. jako żona Dyłaczy-Słońca
Dyłacza - w języku tunguskim znaczy Słońce, w mitologii występuje w roli właściciela ciepła i światła, a także jako mąż Biegi-Księżyca
wtorek, 11 maja 2010
MIT O POWSTANIU ZIEMI
Legenda Nieńców
Na początku ani nieba, ani ziemi nie było, była tylko woda. W wodzie mieszkali gronostaj i nur. Gronostaj powiedział pewnego razu do nura: "Cóż zrobimy? Jeżeli woda będzie zawsze, niczego nie będzie. Musimy pomyśleć...?". Na to nur odpowiedział: "Popłynę w dół i za siedem niedziel powrócę". Zanurkował i po siedmiu niedzielach powrócił, wynosząc w dziobie jeden kamyczek i grudkę ziemi. Gronostaj rzekł do nura: "Teraz zaśnij i nie patrz w tę stronę". Nur zasnął, a kiedy po kilku dniach przebudził się wody już nie było, pojawiła się ziemia, a na niej góry.
Na początku ani nieba, ani ziemi nie było, była tylko woda. W wodzie mieszkali gronostaj i nur. Gronostaj powiedział pewnego razu do nura: "Cóż zrobimy? Jeżeli woda będzie zawsze, niczego nie będzie. Musimy pomyśleć...?". Na to nur odpowiedział: "Popłynę w dół i za siedem niedziel powrócę". Zanurkował i po siedmiu niedzielach powrócił, wynosząc w dziobie jeden kamyczek i grudkę ziemi. Gronostaj rzekł do nura: "Teraz zaśnij i nie patrz w tę stronę". Nur zasnął, a kiedy po kilku dniach przebudził się wody już nie było, pojawiła się ziemia, a na niej góry.
MIT O POWSTANIU ZIEMI
Legenda Ketów
Na początku ziemi nie było, była jedynie woda. Es oraz diabeł postanowili wykąpać się. Es wskoczył do wody i nabrał w usta mułu. Wypłynął, dmuchnął i oto pojawiła się ziemia. Diabeł natomiast kąpał się, niczego poza tym nie robiąc. Es ponownie wskoczył do wody, znów zaczerpnął mułu, a gdy wypłynął i wydmuchał z ust mulistą ziemię powstały z niej modrzewiowe i cedrowe lasy. Diabeł kąpał się dalej. Es zabrał z powierzchni ziemi wszelkie robactwo i umieścił je w jamie, w którą wkopał słup. Biegający opodal diabeł zauważył słup. Dlaczego on stoi? pomyślał, a następnie wyciągnął go. Gdy uczynił to, zobaczył wypełzające z jamy robactwo. Włożył słup z powrotem w to samo miejsce, lecz część robactwa zdołała już umknąć i rozejść się po ziemi.
Es - główne bóstwo Ketów, zamieszkujące najwyższe warstwy Górnego Świata
Na początku ziemi nie było, była jedynie woda. Es oraz diabeł postanowili wykąpać się. Es wskoczył do wody i nabrał w usta mułu. Wypłynął, dmuchnął i oto pojawiła się ziemia. Diabeł natomiast kąpał się, niczego poza tym nie robiąc. Es ponownie wskoczył do wody, znów zaczerpnął mułu, a gdy wypłynął i wydmuchał z ust mulistą ziemię powstały z niej modrzewiowe i cedrowe lasy. Diabeł kąpał się dalej. Es zabrał z powierzchni ziemi wszelkie robactwo i umieścił je w jamie, w którą wkopał słup. Biegający opodal diabeł zauważył słup. Dlaczego on stoi? pomyślał, a następnie wyciągnął go. Gdy uczynił to, zobaczył wypełzające z jamy robactwo. Włożył słup z powrotem w to samo miejsce, lecz część robactwa zdołała już umknąć i rozejść się po ziemi.
Es - główne bóstwo Ketów, zamieszkujące najwyższe warstwy Górnego Świata
MIT O POWSTANIU ZIEMI
Legenda Ewenków
Na początku była tylko woda i dwóch braci. Młodszy - Ekszeri miał dwóch pomocników [wybranych ze świata zwierząt] nura oraz kaczkę. Nurowi polecił przynieść z dna wody piasek, lecz gdy ten nie wykonał polecenia Ekszeri połamał mu nogi. Drugą próbę, tym razem udaną, podjęła kaczka. Wyłowione przez nią ziarenka piasku Ekszeri położył na powierzchni wody. Wówczas to piasek zaczął się rozrastać, lecz nie tworzył jeszcze dostatecznej powierzchni, aby Ekszeri mógł na niej swobodnie odpoczywać. Sukces Ekszeriego wzbudził gniew starszego brata, który zapragnął odebrać mu nawet tę namiastkę lądu. Kiedy ziemia osiągnęła już odpowiednią powierzchnię Ekszeri położył się na niej i zasnął. Starszy brat postanowił w tym momencie odebrać mu ją siłą. Zaczął ciągnąć za jej krańce, lecz wyciągnąć jej spod Ekszeriego nie mógł. Ziemia zaś rozszerzała się coraz bardziej, aż w końcu stała się wielką ... przybierając obecne rozmiary.
Ekszeri - bóstwo Ewenków, mieszkaniec Górnego Świata, uważany za najwyższego władcę tajgi
Na początku była tylko woda i dwóch braci. Młodszy - Ekszeri miał dwóch pomocników [wybranych ze świata zwierząt] nura oraz kaczkę. Nurowi polecił przynieść z dna wody piasek, lecz gdy ten nie wykonał polecenia Ekszeri połamał mu nogi. Drugą próbę, tym razem udaną, podjęła kaczka. Wyłowione przez nią ziarenka piasku Ekszeri położył na powierzchni wody. Wówczas to piasek zaczął się rozrastać, lecz nie tworzył jeszcze dostatecznej powierzchni, aby Ekszeri mógł na niej swobodnie odpoczywać. Sukces Ekszeriego wzbudził gniew starszego brata, który zapragnął odebrać mu nawet tę namiastkę lądu. Kiedy ziemia osiągnęła już odpowiednią powierzchnię Ekszeri położył się na niej i zasnął. Starszy brat postanowił w tym momencie odebrać mu ją siłą. Zaczął ciągnąć za jej krańce, lecz wyciągnąć jej spod Ekszeriego nie mógł. Ziemia zaś rozszerzała się coraz bardziej, aż w końcu stała się wielką ... przybierając obecne rozmiary.
Ekszeri - bóstwo Ewenków, mieszkaniec Górnego Świata, uważany za najwyższego władcę tajgi
MIT O POWSTANIU ZIEMI
Legenda Buriatów
Pierwotnie nie było ziemi, była tylko woda. W tym czasie był jeden burchan [bóstwo], którego zwano Samboł, ponieważ stworzył sam siebie. Samboł postanowił stworzyć ziemię i chodził po wodzie. W tym czasie pływał po wodzie ptak z dwunastoma pisklętami. Zauważywszy to Samboł powiedział: "Angata, daj nurka do wody i przynieś mi z dna ziemi!". Ptak zanurkował i wydobył z dna ziemię. W dziobie przyniósł czarną ziemię, a w łapkach czerwoną. Samboł wziął najpierw ziemię czerwoną i rozsypał po wodzie, a następnie zrobił to samo z ziemią czarną. Wówczas utworzyła się ziemia i wyrosły na niej trawa i drzewa.
Samboł - bóstwo Buriatów, w niektórych wariantach mitów uznawane za stwórcę ludzi
Angata - mityczny ptak, w buriackich mitach występuje jako współtwórca ziemi
Pierwotnie nie było ziemi, była tylko woda. W tym czasie był jeden burchan [bóstwo], którego zwano Samboł, ponieważ stworzył sam siebie. Samboł postanowił stworzyć ziemię i chodził po wodzie. W tym czasie pływał po wodzie ptak z dwunastoma pisklętami. Zauważywszy to Samboł powiedział: "Angata, daj nurka do wody i przynieś mi z dna ziemi!". Ptak zanurkował i wydobył z dna ziemię. W dziobie przyniósł czarną ziemię, a w łapkach czerwoną. Samboł wziął najpierw ziemię czerwoną i rozsypał po wodzie, a następnie zrobił to samo z ziemią czarną. Wówczas utworzyła się ziemia i wyrosły na niej trawa i drzewa.
Samboł - bóstwo Buriatów, w niektórych wariantach mitów uznawane za stwórcę ludzi
Angata - mityczny ptak, w buriackich mitach występuje jako współtwórca ziemi
poniedziałek, 10 maja 2010
DZIEŃ
Legenda Ewenków
Heglen zabrał z ziemi dzień i powędrował z nim do nieba. Nastała noc. Main założył narty i poszedł śladami Heglena. Miał dobry łuk i dwie duże strzały, szedł bardzo długo, silnie wyrzucał do przodu narty, pozostawiając za sobą szeroki ślad. Będąc blisko Heglena, wycelował w jego kierunku, wystrzelił, lecz strzała przeleciała obok. Heglen nadal uciekał z dniem, za nim pędził Main. Długo trwała ta gonitwa, wreszcie Main dogonił Heglena, naciągnął cięciwę i celnym strzałem zatrzymał łosia. Odebrał mu dzień i zaniósł go na ziemię.
Od tej pory Heglen cyklicznie zabiera z ziemi dzień, a Main za każdym razem dogania go i kolejną strzałą przecina mu drogę ucieczki, kierując odebrany dzień o północy z powrotem na ziemię. I tak już wędruje całe wieki, zyskując, to znów tracąc dzień.
Main - mityczny bohater
Heglen - kosmiczny łoś
Heglen zabrał z ziemi dzień i powędrował z nim do nieba. Nastała noc. Main założył narty i poszedł śladami Heglena. Miał dobry łuk i dwie duże strzały, szedł bardzo długo, silnie wyrzucał do przodu narty, pozostawiając za sobą szeroki ślad. Będąc blisko Heglena, wycelował w jego kierunku, wystrzelił, lecz strzała przeleciała obok. Heglen nadal uciekał z dniem, za nim pędził Main. Długo trwała ta gonitwa, wreszcie Main dogonił Heglena, naciągnął cięciwę i celnym strzałem zatrzymał łosia. Odebrał mu dzień i zaniósł go na ziemię.
Od tej pory Heglen cyklicznie zabiera z ziemi dzień, a Main za każdym razem dogania go i kolejną strzałą przecina mu drogę ucieczki, kierując odebrany dzień o północy z powrotem na ziemię. I tak już wędruje całe wieki, zyskując, to znów tracąc dzień.
Main - mityczny bohater
Heglen - kosmiczny łoś
PANNY
Legenda Ewenków
Na ziemi mieszkała Srebrna Kobieta, o której względy ubiegał się pewien mężczyzna. Któregoś dnia pojawił się w jej domu, aby prosić by została jego żoną. Srebrnej Kobiety jednak nie zastał, była tam tylko Dziewczyna-Drzewo, służąca jego wybranki. Korzystając z nieobecności swej pani Dziewczyna-Drzewo nałożyła jej odzież i przedstawiła się jako Srebrna Kobieta. Mężczyzna nie dostrzegłszy różnicy, ożenił się z Dziewczyną-Drzewem. Po powrocie do domu Srebrna Kobieta odkryła podstęp i postanowiła się zemścić. W tym celu schwytała dwa białe oraz jednego czarnego renifera, zdjęła z nich skórę, a ich krwią obmyła ciało mężczyzny, które stało się złote. Następnie ukarała Dziewczynę-Drzewo. Zawiązała na jej wierzchołku pętlę, której koniec przywiązała do renifera. Renifer pobiegł przed siebie, rozsypując po całej ziemi nasiona drzewa; wtedy właśnie zaczęły na ziemi rosnąć drzewa. Małżonek Srebrnej Kobiety zapragnął pospacerować po tak pięknej ziemi. Żona wskazała mu drogę, lecz zabroniła chadzać tam, gdzie mieszkają panna Księżyc oraz panna Słońce. Mąż nie posłuchał swej żony, poszedł zabronioną drogą, odszukał panny, z których szczególnie Księżyc przypadła mu do serca. Gdy Srebrna Kobieta dowiedziała się o tym, pobiegła za mężem i przekształciwszy się w jastrzębia zaczęła krążyć nad jego głową. Mężczyzna za namową panien zaczął strzelać i zranił ptaka. Ratując się przed śmiercią, Kobieta-Jastrząb poczęła wznosić się w górę, zrzucając pas, z którego powstała tęcza, a następnie odzież, z której utworzyły się chmury. Gdy zobaczył to Ekszeri [Gospodarz Górnego Świata], postanowił zabrać obie panny do siebie. Jedną przeznaczył dla dnia - drugą dla nocy. Od tej pory na niebie dniem świeci Słońce, a nocą Księżyc.
Na ziemi mieszkała Srebrna Kobieta, o której względy ubiegał się pewien mężczyzna. Któregoś dnia pojawił się w jej domu, aby prosić by została jego żoną. Srebrnej Kobiety jednak nie zastał, była tam tylko Dziewczyna-Drzewo, służąca jego wybranki. Korzystając z nieobecności swej pani Dziewczyna-Drzewo nałożyła jej odzież i przedstawiła się jako Srebrna Kobieta. Mężczyzna nie dostrzegłszy różnicy, ożenił się z Dziewczyną-Drzewem. Po powrocie do domu Srebrna Kobieta odkryła podstęp i postanowiła się zemścić. W tym celu schwytała dwa białe oraz jednego czarnego renifera, zdjęła z nich skórę, a ich krwią obmyła ciało mężczyzny, które stało się złote. Następnie ukarała Dziewczynę-Drzewo. Zawiązała na jej wierzchołku pętlę, której koniec przywiązała do renifera. Renifer pobiegł przed siebie, rozsypując po całej ziemi nasiona drzewa; wtedy właśnie zaczęły na ziemi rosnąć drzewa. Małżonek Srebrnej Kobiety zapragnął pospacerować po tak pięknej ziemi. Żona wskazała mu drogę, lecz zabroniła chadzać tam, gdzie mieszkają panna Księżyc oraz panna Słońce. Mąż nie posłuchał swej żony, poszedł zabronioną drogą, odszukał panny, z których szczególnie Księżyc przypadła mu do serca. Gdy Srebrna Kobieta dowiedziała się o tym, pobiegła za mężem i przekształciwszy się w jastrzębia zaczęła krążyć nad jego głową. Mężczyzna za namową panien zaczął strzelać i zranił ptaka. Ratując się przed śmiercią, Kobieta-Jastrząb poczęła wznosić się w górę, zrzucając pas, z którego powstała tęcza, a następnie odzież, z której utworzyły się chmury. Gdy zobaczył to Ekszeri [Gospodarz Górnego Świata], postanowił zabrać obie panny do siebie. Jedną przeznaczył dla dnia - drugą dla nocy. Od tej pory na niebie dniem świeci Słońce, a nocą Księżyc.
SŁOŃCE I KSIĘŻYC
Legenda Buriatów
Pewna kobieta miała dwie córki, a gdy umarła, jej mąż ożenił się powtórnie. Macocha nie pokochała jednak dziewczynek. Pewnego razu zwracając się do nich w gniewie powiedziała: "Żeby zabrał was [w końcu] Księżyc i Słońce". Któregoś dnia, gdy dziewczynki poszły po wodę Słońce i Księżyc usiłowały je porwać. Jedna z dziewczynek ukryła się w wodzie, druga natomiast, chcąc się ratować, uchwyciła się krzewu. Słońce jednak okazało się silniejsze. Zabrało dziewczynkę wraz z wyrwaną częścią krzewu. Zasmucony Księżyc, zwracając Słońcu uwagę na swe nocne zmęczenie i samotność, poprosił je o odstąpienie mu dziewczynki. Słońce zgodziło się. Od tej pory na Księżycu widnieje postać dziewczynki, trzymającej w jednym ręku wyrwaną część krzewu.
Pewna kobieta miała dwie córki, a gdy umarła, jej mąż ożenił się powtórnie. Macocha nie pokochała jednak dziewczynek. Pewnego razu zwracając się do nich w gniewie powiedziała: "Żeby zabrał was [w końcu] Księżyc i Słońce". Któregoś dnia, gdy dziewczynki poszły po wodę Słońce i Księżyc usiłowały je porwać. Jedna z dziewczynek ukryła się w wodzie, druga natomiast, chcąc się ratować, uchwyciła się krzewu. Słońce jednak okazało się silniejsze. Zabrało dziewczynkę wraz z wyrwaną częścią krzewu. Zasmucony Księżyc, zwracając Słońcu uwagę na swe nocne zmęczenie i samotność, poprosił je o odstąpienie mu dziewczynki. Słońce zgodziło się. Od tej pory na Księżycu widnieje postać dziewczynki, trzymającej w jednym ręku wyrwaną część krzewu.
niedziela, 9 maja 2010
MIT O KSIĘŻYCU I DZIEWCZYNCE
Legenda Jakutów
W mroźną noc, tak chłodną, że ziemia aż trzeszczała i huczała jak bęben szamana, gospodyni wysłała dziewczynkę po wodę. W drodze powrotnej zaczepiła ona o wiklinę, przewróciła się i wylała wodę. Cóż miała począć biedna sierota. Powrócić nad jezioro nie mogła, bo było zbyt daleko. Pójść do jurty z pustymi wiadrami bała się. Zapłakała biedna sierotka, a łzy spływające jej po policzkach natychmiast zamarzły. Oprócz bladego Księżyca nikt ich jednak nie dostrzegł. Dziewczynka zwróciła się więc doń z prośbą: "Weź mnie do siebie, chociaż ty ulituj się nade mną, tutaj już nikt mnie nie pożałuje; nie mam ani ojca, ani matki, ani jednej jurty, w której mogłabym się ogrzać, weź mnie stąd ze sobą". Księżyc natychmiast przybył spełnić prośbę dziewczynki, lecz ta przerażona jego bliskością i światłem schroniła się w wiklinie i zamarła ze strachu. W tym momencie przybyło Słońce, które usłyszawszy skargę dziewczynki, także zapragnęło przyjść jej z pomocą. Między Słońcem a Księżycem wynikł spór, które z nich ma zabrać dziewczynkę do siebie. Gdy Słońce zaczęło zyskiwać przewagę, Księżyc zwrócił się z prośbą: "O potężne Słońce! Oddaj mi dziewczynkę, po cóż ci ona? Ty wędrujesz po niebie w ciągu dnia i twoja droga jest krótka, a mnie jest smutno samemu w długą zimową noc chodzić po niebie i spoglądać z góry na skutą mrozem ziemię; oddaj mi dziewczynkę!". Słońce okazało się dobroduszne i oddało sierotę pokonanemu Księżycowi, który zabrał ją do siebie. Nawet dziś, gdy noc jest jasna można dostrzec na Księżycu dziewczynkę z nosidłami na plecach, trzymającą się wikliny. Zdarza się jednak i tak, że czasami dziewczynka umiera. Wówczas Księżyc zasmucony ciemnieje z żalu, lecz - jak się okazuje - na krótko, bowiem dziewczynka szybko powraca do życia i oblicze Księżyca znów promienieje radością.
W mroźną noc, tak chłodną, że ziemia aż trzeszczała i huczała jak bęben szamana, gospodyni wysłała dziewczynkę po wodę. W drodze powrotnej zaczepiła ona o wiklinę, przewróciła się i wylała wodę. Cóż miała począć biedna sierota. Powrócić nad jezioro nie mogła, bo było zbyt daleko. Pójść do jurty z pustymi wiadrami bała się. Zapłakała biedna sierotka, a łzy spływające jej po policzkach natychmiast zamarzły. Oprócz bladego Księżyca nikt ich jednak nie dostrzegł. Dziewczynka zwróciła się więc doń z prośbą: "Weź mnie do siebie, chociaż ty ulituj się nade mną, tutaj już nikt mnie nie pożałuje; nie mam ani ojca, ani matki, ani jednej jurty, w której mogłabym się ogrzać, weź mnie stąd ze sobą". Księżyc natychmiast przybył spełnić prośbę dziewczynki, lecz ta przerażona jego bliskością i światłem schroniła się w wiklinie i zamarła ze strachu. W tym momencie przybyło Słońce, które usłyszawszy skargę dziewczynki, także zapragnęło przyjść jej z pomocą. Między Słońcem a Księżycem wynikł spór, które z nich ma zabrać dziewczynkę do siebie. Gdy Słońce zaczęło zyskiwać przewagę, Księżyc zwrócił się z prośbą: "O potężne Słońce! Oddaj mi dziewczynkę, po cóż ci ona? Ty wędrujesz po niebie w ciągu dnia i twoja droga jest krótka, a mnie jest smutno samemu w długą zimową noc chodzić po niebie i spoglądać z góry na skutą mrozem ziemię; oddaj mi dziewczynkę!". Słońce okazało się dobroduszne i oddało sierotę pokonanemu Księżycowi, który zabrał ją do siebie. Nawet dziś, gdy noc jest jasna można dostrzec na Księżycu dziewczynkę z nosidłami na plecach, trzymającą się wikliny. Zdarza się jednak i tak, że czasami dziewczynka umiera. Wówczas Księżyc zasmucony ciemnieje z żalu, lecz - jak się okazuje - na krótko, bowiem dziewczynka szybko powraca do życia i oblicze Księżyca znów promienieje radością.
MIT O KSIĘŻYCU I CHŁOPCU
Legenda Jakutów
Był sobie pewien chłopiec, sierota. Gdy szedł z wiadrami po wodę na niebie pojawił się Księżyc. Chłopiec stanął i zapłakał: "Udręczenie moje! Mój trud nie ma końca!". W pewnym momencie spojrzał na Księżyc i powiedział: "Abym zamiast tego stał się duchem Słońca i Księżyca!". Wtem Księżyc wraz ze Słońcem zeszli z nieba i zaczęli wyrywać sobie nawzajem dziecko. Przestraszony chłopiec skrył się wraz z wiadrami w wiklinie. Księżyc wyrwał wiklinę i wraz z chłopcem zabrał do nieba. Od tej pory chłopiec mieszka na Księżycu, opierając się jedną nogą o wiklinę. Nadal też ugina się pod ciężarem nosidła.
Był sobie pewien chłopiec, sierota. Gdy szedł z wiadrami po wodę na niebie pojawił się Księżyc. Chłopiec stanął i zapłakał: "Udręczenie moje! Mój trud nie ma końca!". W pewnym momencie spojrzał na Księżyc i powiedział: "Abym zamiast tego stał się duchem Słońca i Księżyca!". Wtem Księżyc wraz ze Słońcem zeszli z nieba i zaczęli wyrywać sobie nawzajem dziecko. Przestraszony chłopiec skrył się wraz z wiadrami w wiklinie. Księżyc wyrwał wiklinę i wraz z chłopcem zabrał do nieba. Od tej pory chłopiec mieszka na Księżycu, opierając się jedną nogą o wiklinę. Nadal też ugina się pod ciężarem nosidła.
wtorek, 4 maja 2010
WIZYTA W DOLNYM ŚWIECIE
Legenda Selkupów
Pewien człowiek wybrawszy się do lasu, zauważył miejsce, z którego wylatywały ptaki - orły, czajki, kruki. Podszedł bliżej i zobaczył dziurę w ziemi. Zaciekawiony zdjął narty i wskoczył do środka, a upadając połamał ręce i nogi. W pewnym momencie przybiegła do niego mysz. Człowiek pomyślał: skoro mnie wyczuła to znaczy, że jeszcze żyję, ale gdy umrę ona może mnie zjeść. Chcąc uprzedzić zamiary myszy połamał jej kończyny. Wówczas mysz podczołgała się do rosnącej opodal trawy, zjadła jej źdźbło i... wyzdrowiała. Człowiek zastanawiał się: skoro ona wyzdrowiała po zjedzeniu trawy, może i ja powinienem ją zjeść. Gdy to uczynił rany doznane podczas upadku zagoiły się. Odzyskawszy siły poszedł w głąb nieznanej mu krainy. W pewnym momencie zauważył kilka osób przy czumie, obok którego pasły się renifery. Podszedł bliżej, lecz nikt go nie dostrzegł, a renifery, których dotykał, padały martwe. Gdy wieczorem ludzie weszli do wnętrza czumu przybysz wszedł wraz z nimi, lecz nadal nikt nie zwracał na niego uwagi. Zirytowany obojętnością gospodarzy, w trakcie gdy ci spożywali posiłek, zwrócił się do nich z prośbą o poczęstunek. Usłyszał jednak tylko trzask palącego się ogniska. Rozgniewany, uderzył siedzącą przy nim staruchę i ta zachorowała. Aby wyjaśnić przyczynę jej choroby obecny w czumie szaman rozpoczął kamłanie, w trakcie którego przekazał współbiesiadnikom następującą wizję: "ni to duch, ni to człowiek, jakby z nieba spadł. Ledwie przybył, a już dwa renifery zabił, dotknął staruchy, a ta zachorowała". Poznawszy przyczynę nieszczęścia, ludzie polecili szamanowi odprawić przybysza w miejsce skąd przybył. Wówczas szaman, w czasie kolejnego kamłania, rzucił swój bęben w obcego, a ten utraciwszy przytomność upadł. Gdy ocknął się, stwierdził, iż leży w lesie, na skraju dziury, przez którą przedostał się do nieznanego mu świata. Czyżby to był sen?, pomyślał, po czym założywszy narty udał się do swego czumu, a gdy tam dotarł okazało się, iż jego synowie mają już brody.
Pewien człowiek wybrawszy się do lasu, zauważył miejsce, z którego wylatywały ptaki - orły, czajki, kruki. Podszedł bliżej i zobaczył dziurę w ziemi. Zaciekawiony zdjął narty i wskoczył do środka, a upadając połamał ręce i nogi. W pewnym momencie przybiegła do niego mysz. Człowiek pomyślał: skoro mnie wyczuła to znaczy, że jeszcze żyję, ale gdy umrę ona może mnie zjeść. Chcąc uprzedzić zamiary myszy połamał jej kończyny. Wówczas mysz podczołgała się do rosnącej opodal trawy, zjadła jej źdźbło i... wyzdrowiała. Człowiek zastanawiał się: skoro ona wyzdrowiała po zjedzeniu trawy, może i ja powinienem ją zjeść. Gdy to uczynił rany doznane podczas upadku zagoiły się. Odzyskawszy siły poszedł w głąb nieznanej mu krainy. W pewnym momencie zauważył kilka osób przy czumie, obok którego pasły się renifery. Podszedł bliżej, lecz nikt go nie dostrzegł, a renifery, których dotykał, padały martwe. Gdy wieczorem ludzie weszli do wnętrza czumu przybysz wszedł wraz z nimi, lecz nadal nikt nie zwracał na niego uwagi. Zirytowany obojętnością gospodarzy, w trakcie gdy ci spożywali posiłek, zwrócił się do nich z prośbą o poczęstunek. Usłyszał jednak tylko trzask palącego się ogniska. Rozgniewany, uderzył siedzącą przy nim staruchę i ta zachorowała. Aby wyjaśnić przyczynę jej choroby obecny w czumie szaman rozpoczął kamłanie, w trakcie którego przekazał współbiesiadnikom następującą wizję: "ni to duch, ni to człowiek, jakby z nieba spadł. Ledwie przybył, a już dwa renifery zabił, dotknął staruchy, a ta zachorowała". Poznawszy przyczynę nieszczęścia, ludzie polecili szamanowi odprawić przybysza w miejsce skąd przybył. Wówczas szaman, w czasie kolejnego kamłania, rzucił swój bęben w obcego, a ten utraciwszy przytomność upadł. Gdy ocknął się, stwierdził, iż leży w lesie, na skraju dziury, przez którą przedostał się do nieznanego mu świata. Czyżby to był sen?, pomyślał, po czym założywszy narty udał się do swego czumu, a gdy tam dotarł okazało się, iż jego synowie mają już brody.
WIZYTA W DOLNYM ŚWIECIE
Legenda Ewenków
Pewnego razu człowiek znalazł otwór w ziemi i poszedł drogą wiodącą w dół. Gdy znalazł się w podziemiach napotkał jurtę i wszedł, będąc niewidocznym, do jej wnętrza. Znajdował się tam mężczyzna oraz dwie kobiety. Przybysz zajął miejsce między kobietami, a gdy siadł w ognisku zatrzeszczał ogień "Dlaczego zatrzeszczał ogień?" zdziwił się mężczyzna. Z kolei człowiek dotknął jedną z kobiet, która z tego powodu zachorowała. "Znamienne, ogień zatrzeszczał i ja zachorowałam, przywołajcie szamana" - powiedziała kobieta. Przybywszy, szaman zaczął kamłać, lecz bez rezultatu; kobieta nadal nie odzyskiwała zdrowia. Zawezwano więc drugiego szamana, a ten badając przyczynę choroby orzekł, iż przyszła ona z góry i nakazał jej powrócić w miejsce skąd przybyła. W ten sposób człowiek wrócił na ziemię, a kobieta wyzdrowiała.
Pewnego razu człowiek znalazł otwór w ziemi i poszedł drogą wiodącą w dół. Gdy znalazł się w podziemiach napotkał jurtę i wszedł, będąc niewidocznym, do jej wnętrza. Znajdował się tam mężczyzna oraz dwie kobiety. Przybysz zajął miejsce między kobietami, a gdy siadł w ognisku zatrzeszczał ogień "Dlaczego zatrzeszczał ogień?" zdziwił się mężczyzna. Z kolei człowiek dotknął jedną z kobiet, która z tego powodu zachorowała. "Znamienne, ogień zatrzeszczał i ja zachorowałam, przywołajcie szamana" - powiedziała kobieta. Przybywszy, szaman zaczął kamłać, lecz bez rezultatu; kobieta nadal nie odzyskiwała zdrowia. Zawezwano więc drugiego szamana, a ten badając przyczynę choroby orzekł, iż przyszła ona z góry i nakazał jej powrócić w miejsce skąd przybyła. W ten sposób człowiek wrócił na ziemię, a kobieta wyzdrowiała.
KOSMICZNE POLOWANIE
Legenda Ewenków
Trzej myśliwi Ket, Ewenk i Rosjanin postanowili zmierzyć swe siły. Zdecydowali, iż najlepszym będzie ten, który pierwszy dopędzi i zabije łoszę. Pościg trwał bardzo długo, myśliwi przebyli za zwierzęciem ogromną przestrzeń - od Środkowego do Górnego Świata - i tam wszyscy przekształcili się w gwiazdy. Na przodzie biegnie Heglen, której kopyta symbolizują cztery gwiazdy, trzy dalsze to trzej myśliwi. Ślady ich nart tworzą Mleczną Drogę. Uciekające łosiątko - to Mała Niedźwiedzica. Pierwszy dogania łoszę Ewenk, który okazuje się najlepszym myśliwym. Następnej nocy pozostałe przy życiu łosiątko wychodzi w tajgę na wypas i scena kosmicznego polowania powtarza się. Dzieje się tak już od wielu lat.
Trzej myśliwi Ket, Ewenk i Rosjanin postanowili zmierzyć swe siły. Zdecydowali, iż najlepszym będzie ten, który pierwszy dopędzi i zabije łoszę. Pościg trwał bardzo długo, myśliwi przebyli za zwierzęciem ogromną przestrzeń - od Środkowego do Górnego Świata - i tam wszyscy przekształcili się w gwiazdy. Na przodzie biegnie Heglen, której kopyta symbolizują cztery gwiazdy, trzy dalsze to trzej myśliwi. Ślady ich nart tworzą Mleczną Drogę. Uciekające łosiątko - to Mała Niedźwiedzica. Pierwszy dogania łoszę Ewenk, który okazuje się najlepszym myśliwym. Następnej nocy pozostałe przy życiu łosiątko wychodzi w tajgę na wypas i scena kosmicznego polowania powtarza się. Dzieje się tak już od wielu lat.
ZEMSTA OGNIA
Legenda Ketów
Pewien starzec mieszkał wraz ze swymi dziećmi. Któregoś wieczoru w jego ognisku zaczął trzeszczeć ogień i w końcu przemówił do starca: "Staruchu to ja ciebie karmię!". Wówczas starzec drażniąc się z ogniem, napluł weń i powiedział: "Teraz ja ciebie karmię!". Po tych słowach ognisko zgasło. Starzec poszedł do innego czumu, lecz gdy tylko wszedł i tam ogień zgasł, natomiast gdy wyszedł - znów zapłonął. Sytuacja ta powtarzała się także w innych czumach. Z czasem zaczęto zamykać przed starcem wejścia do wszystkich czumów. Gdy starzec i jego dzieci zaczęli przymierać głodem Matka Ognia przemówiła do niego: "Zastanów się, jeżeli oddasz mi wątrobę swego syna będziesz miał ogień. Wybieraj". Staruchowi żal było syna, jednak bez ognia nie można było żyć. Zabił więc syna, wyjął mu wątrobę i dał Matce Ognia. Ogień zaczął płonąć. Od tego czasu starzec przestrzegał ludzi, aby nie drażnili ognia.
Pewien starzec mieszkał wraz ze swymi dziećmi. Któregoś wieczoru w jego ognisku zaczął trzeszczeć ogień i w końcu przemówił do starca: "Staruchu to ja ciebie karmię!". Wówczas starzec drażniąc się z ogniem, napluł weń i powiedział: "Teraz ja ciebie karmię!". Po tych słowach ognisko zgasło. Starzec poszedł do innego czumu, lecz gdy tylko wszedł i tam ogień zgasł, natomiast gdy wyszedł - znów zapłonął. Sytuacja ta powtarzała się także w innych czumach. Z czasem zaczęto zamykać przed starcem wejścia do wszystkich czumów. Gdy starzec i jego dzieci zaczęli przymierać głodem Matka Ognia przemówiła do niego: "Zastanów się, jeżeli oddasz mi wątrobę swego syna będziesz miał ogień. Wybieraj". Staruchowi żal było syna, jednak bez ognia nie można było żyć. Zabił więc syna, wyjął mu wątrobę i dał Matce Ognia. Ogień zaczął płonąć. Od tego czasu starzec przestrzegał ludzi, aby nie drażnili ognia.
piątek, 30 kwietnia 2010
KOSMICZNE POLOWANIE
Legenda Ketów
Kiedyś na ziemi, trzej myśliwi Ket, Selkup i Ewenk polowali na łosie. W pewnym momencie Ket, przypomniawszy sobie o pozostawionym kociołku, zawrócił. Tymczasem Selkup oraz Ewenk poszli dalej i w końcu wytropili łosia. Ewenk odłożył łuk, decydując się zabić łosia pałką. Selkup natomiast użył go, lecz wystrzelona przezeń strzała nie dosięgła zwierzęcia. Jedynie strzała Keta, który powrócił z kociołkiem, lekko zraniła łosia w łopatkę. Ranne zwierzę uciekło, a myśliwi, czując zmęczenie, zasnęli. Przebudziwszy się nad ranem stwierdzili, że znajdują się na niebie. Dziś wszyscy uczestnicy polowania tworzą Wielką Niedźwiedzicę.
Kiedyś na ziemi, trzej myśliwi Ket, Selkup i Ewenk polowali na łosie. W pewnym momencie Ket, przypomniawszy sobie o pozostawionym kociołku, zawrócił. Tymczasem Selkup oraz Ewenk poszli dalej i w końcu wytropili łosia. Ewenk odłożył łuk, decydując się zabić łosia pałką. Selkup natomiast użył go, lecz wystrzelona przezeń strzała nie dosięgła zwierzęcia. Jedynie strzała Keta, który powrócił z kociołkiem, lekko zraniła łosia w łopatkę. Ranne zwierzę uciekło, a myśliwi, czując zmęczenie, zasnęli. Przebudziwszy się nad ranem stwierdzili, że znajdują się na niebie. Dziś wszyscy uczestnicy polowania tworzą Wielką Niedźwiedzicę.
DRAMAT MAŁŻEŃSKI
Legenda Ketów
Słońce i Księżyc byli małżeństwem. Pewnego razu Księżyc zapragnął zejść na ziemię i przyjrzeć się ludziom oraz ich życiu. Spostrzegła to zła Chośedam i pobiegła za nim by go schwytać. Zauważywszy to Księżyc rzucił się do ucieczki, prosząc żonę-Słońce o ratunek. Chcąc odbić się od drzewa zawadził o konary i rozdarł swe ciało na dwie połowy. Jedną pochwyciło Słońce, drugą - zła Chośedam, której przypadła połowa Księżyca wraz z jego sercem. Gdy liczne próby znalezienia innego serca dla Księżyca nie dały rezultatu Słońce poleciło oddalić się Księżycowi, pozwalając mu jednak podążać za sobą.
Chośedam - złe bóstwo Ketów, zamieszkujące Dolny Świat. Pierwotnie żona Esa
Słońce i Księżyc byli małżeństwem. Pewnego razu Księżyc zapragnął zejść na ziemię i przyjrzeć się ludziom oraz ich życiu. Spostrzegła to zła Chośedam i pobiegła za nim by go schwytać. Zauważywszy to Księżyc rzucił się do ucieczki, prosząc żonę-Słońce o ratunek. Chcąc odbić się od drzewa zawadził o konary i rozdarł swe ciało na dwie połowy. Jedną pochwyciło Słońce, drugą - zła Chośedam, której przypadła połowa Księżyca wraz z jego sercem. Gdy liczne próby znalezienia innego serca dla Księżyca nie dały rezultatu Słońce poleciło oddalić się Księżycowi, pozwalając mu jednak podążać za sobą.
Chośedam - złe bóstwo Ketów, zamieszkujące Dolny Świat. Pierwotnie żona Esa
czwartek, 29 kwietnia 2010
ZEMSTA OGNIA
Legenda Selkupów
Działo się to już bardzo dawno. W czterech czumach, składających się na jedno obozowisko, mieszkali ludzie. Pewnego razu wszyscy mężczyźni udali się na polowanie, a w czumach pozostały jedynie kobiety i dzieci. Po trzech dniach oczekiwania na powrót mężczyzn, jedna z kobiet wyszła wieczorem z czumu, aby narąbać drewien. Powróciwszy do czumu dorzuciła do ogniska kilka bierwion, po czym usiadła przy nim, aby nakarmić swego synka. W pewnym momencie z ognia wyskoczyła iskierka i upadła na pierś chłopca parząc go. Gdy chłopiec zaczął płakać, kobieta krzyknęła do ognia "Co ty wyprawiasz. Ja ciebie drewnem karmię, a ty parzysz mojego synka! Nie dam ci więcej drewien. Toporem cię posiekam, zaleję, zaduszę!" To mówiąc, ułożyła synka w kołysce, chwyciła za topór i zaczęła rąbać ognisko. Następnie wzięła kocioł i zalała wodą tlący się jeszcze ogień, krzycząc: "Spróbuj mi teraz raz jeszcze oparzyć mojego syna, a do końca cię zaduszę, aby żadnej iskierki z ciebie nie pozostało". Po tych słowach ogień zgasł, a w czumie nastał mrok i chłód. Gdy chłopiec zaczął płakać, kobieta opamiętała się i ponownie zaczęła rozpalać ognisko. Daremnie jednak - nie pojawiła się bowiem nawet jedna iskierka. W czumie było bardzo zimno i chłopiec nie przestawał płakać. Kobieta pomyślała więc: Pobiegnę do sąsiedniego czumu i przeniosę z niego ogień. Tak też zrobiła, lecz gdy tylko weszła do czumu sąsiadów także w ich ognisku ogień zgasł i nie pojawił się więcej. Obecne w czumie kobiety starały się go rozniecić, lecz bez skutku. Kobieta pobiegła więc do następnego czumu, lecz sytuacja powtórzyła się i tutaj. Zrezygnowana zawróciła, chcąc udać się do własnego czumu, gdy wtem zauważyła ogień, palący się w czumie jej babki. Natychmiast tam pobiegła, lecz gdy tylko przekroczyła próg ognisko zgasło. "Mój ogień zgasł, gdy stanęłaś w progu. Cóż się u ciebie wydarzyło?" - zapytała babka. Nie odpowiedziawszy kobieta zaczęła płakać. W całym obozowisku nie było już ognia, a próby rozpalenia go nie dawały rezultatu. Wszędzie panował mrok i chłód. "Pójdę do ciebie - rzekła babka - i zobaczę co się stało". Kobieta zaprowadziła ją do swego czumu, gdzie siedzący w ciemności, zmarznięty chłopiec zalewał się łzami. Babka wzięła drewno i zaczęła rozpalać ogień - jednak bez skutku. Spojrzała w głąb ogniska, lecz niczego nie dostrzegła. Gdy zamierzała już odejść usłyszała głos Opiekunki Ognia, która rzekła: "Dlaczego babko się męczysz, to przecież nie ty, a ta kobieta tak bardzo mnie obraziła. Moje oczy zalała wodą, moją twarz zraniła żelazem, a na dodatek nie wiem nawet dlaczego tak uczyniła".
Babka długo prosiła Opiekunkę Ognia, aby przebaczyła kobiecie, dając zbawienny ogień. Uległa ona w końcu prośbom, żądając jednak w zamian za przebaczenie życia dziecka. "Dam ci ogień z jego serca - powiedziała - abyś pamiętała, iż z serca swego syna ogień ów powstał". Po długich wahaniach kobieta oddała syna, po czym we wszystkich czumach pojawił się ogień.
Odtąd wszyscy pamiętali, iż ognia nie należy ranić żelazem.
Działo się to już bardzo dawno. W czterech czumach, składających się na jedno obozowisko, mieszkali ludzie. Pewnego razu wszyscy mężczyźni udali się na polowanie, a w czumach pozostały jedynie kobiety i dzieci. Po trzech dniach oczekiwania na powrót mężczyzn, jedna z kobiet wyszła wieczorem z czumu, aby narąbać drewien. Powróciwszy do czumu dorzuciła do ogniska kilka bierwion, po czym usiadła przy nim, aby nakarmić swego synka. W pewnym momencie z ognia wyskoczyła iskierka i upadła na pierś chłopca parząc go. Gdy chłopiec zaczął płakać, kobieta krzyknęła do ognia "Co ty wyprawiasz. Ja ciebie drewnem karmię, a ty parzysz mojego synka! Nie dam ci więcej drewien. Toporem cię posiekam, zaleję, zaduszę!" To mówiąc, ułożyła synka w kołysce, chwyciła za topór i zaczęła rąbać ognisko. Następnie wzięła kocioł i zalała wodą tlący się jeszcze ogień, krzycząc: "Spróbuj mi teraz raz jeszcze oparzyć mojego syna, a do końca cię zaduszę, aby żadnej iskierki z ciebie nie pozostało". Po tych słowach ogień zgasł, a w czumie nastał mrok i chłód. Gdy chłopiec zaczął płakać, kobieta opamiętała się i ponownie zaczęła rozpalać ognisko. Daremnie jednak - nie pojawiła się bowiem nawet jedna iskierka. W czumie było bardzo zimno i chłopiec nie przestawał płakać. Kobieta pomyślała więc: Pobiegnę do sąsiedniego czumu i przeniosę z niego ogień. Tak też zrobiła, lecz gdy tylko weszła do czumu sąsiadów także w ich ognisku ogień zgasł i nie pojawił się więcej. Obecne w czumie kobiety starały się go rozniecić, lecz bez skutku. Kobieta pobiegła więc do następnego czumu, lecz sytuacja powtórzyła się i tutaj. Zrezygnowana zawróciła, chcąc udać się do własnego czumu, gdy wtem zauważyła ogień, palący się w czumie jej babki. Natychmiast tam pobiegła, lecz gdy tylko przekroczyła próg ognisko zgasło. "Mój ogień zgasł, gdy stanęłaś w progu. Cóż się u ciebie wydarzyło?" - zapytała babka. Nie odpowiedziawszy kobieta zaczęła płakać. W całym obozowisku nie było już ognia, a próby rozpalenia go nie dawały rezultatu. Wszędzie panował mrok i chłód. "Pójdę do ciebie - rzekła babka - i zobaczę co się stało". Kobieta zaprowadziła ją do swego czumu, gdzie siedzący w ciemności, zmarznięty chłopiec zalewał się łzami. Babka wzięła drewno i zaczęła rozpalać ogień - jednak bez skutku. Spojrzała w głąb ogniska, lecz niczego nie dostrzegła. Gdy zamierzała już odejść usłyszała głos Opiekunki Ognia, która rzekła: "Dlaczego babko się męczysz, to przecież nie ty, a ta kobieta tak bardzo mnie obraziła. Moje oczy zalała wodą, moją twarz zraniła żelazem, a na dodatek nie wiem nawet dlaczego tak uczyniła".
Babka długo prosiła Opiekunkę Ognia, aby przebaczyła kobiecie, dając zbawienny ogień. Uległa ona w końcu prośbom, żądając jednak w zamian za przebaczenie życia dziecka. "Dam ci ogień z jego serca - powiedziała - abyś pamiętała, iż z serca swego syna ogień ów powstał". Po długich wahaniach kobieta oddała syna, po czym we wszystkich czumach pojawił się ogień.
Odtąd wszyscy pamiętali, iż ognia nie należy ranić żelazem.
środa, 28 kwietnia 2010
O STARCU
Legenda Ewenków
Rosyjski bóg Mikołaj Miły oraz Chrystus wybrali się na ziemię. Napotkali tutaj starca, z którym zaczęli wojować. Po trzech latach walki starzec poprosił Mikołaja Miłego i Chrystusa o litość, lecz oni, nie wysłuchawszy go, dalej prowadzili wojnę. Walka trwała lat siedem, kiedy okazało się, iż starcem był sam Bychyndor - potężny duch ziemi. Bychyndor zdecydował się przerwać walkę, zabrał księżyc oraz słońce i uszedł do Dolnego Świata, zsyłając na ziemię mrok. Wówczas to Mikołaj Miły i Chrystus, przeraziwszy się Bychyndora, uciekli z ziemi Ewenków do swoich krain. On zaś śmiał się z nich. Gdy odeszli, Bychyndor uwolnił słońce i księżyc, ponownie dając ziemi światło. Panuje od tej pory na niej samodzielnie.
Rosyjski bóg Mikołaj Miły oraz Chrystus wybrali się na ziemię. Napotkali tutaj starca, z którym zaczęli wojować. Po trzech latach walki starzec poprosił Mikołaja Miłego i Chrystusa o litość, lecz oni, nie wysłuchawszy go, dalej prowadzili wojnę. Walka trwała lat siedem, kiedy okazało się, iż starcem był sam Bychyndor - potężny duch ziemi. Bychyndor zdecydował się przerwać walkę, zabrał księżyc oraz słońce i uszedł do Dolnego Świata, zsyłając na ziemię mrok. Wówczas to Mikołaj Miły i Chrystus, przeraziwszy się Bychyndora, uciekli z ziemi Ewenków do swoich krain. On zaś śmiał się z nich. Gdy odeszli, Bychyndor uwolnił słońce i księżyc, ponownie dając ziemi światło. Panuje od tej pory na niej samodzielnie.
sobota, 24 kwietnia 2010
TANCERZE ZE STANTON DREW
Wiele lat temu środek lata przypadał w sobotę, urządzono weselisko by radośnie uczcić okazję zaślubin. Gdy nadeszła noc, o północy, skrzypek powiedział, że już więcej nie zagra gdyż zaczął się Dzień Pański (niedziela). Ale panna młoda puszyła się, że ona chce tańczyć nawet gdyby przez to poszła do Piekła zamiast muzykanta. W tym momencie wystąpił radośnie ubrany skrzypek i z wielką chęcią spełnił życzenie zgromadzonych. Dużo później, gdy wszyscy byli już wykończeni, poprosili go by przestał, ten jednaj odmówił, a oni nie mogli przestać tańczyć! Rano na polanie nie było żywej duszy, zamiast tego stało tam mnóstwo dziwnych kamieni, które można tam zobaczyć po dziś dzień.
BLADUD I ŚWINIA
Gdy Bladuda, syna Luda Hudibrasa, Króla Brytanii, złożyła febra, wszystkich ogarnęło takie przerażenie możliwością rozprzestrzenienia się choroby, że młody Książę został wygnany z Dworu. Książę stał się biednym wieśniakiem zarabiającym na życie wypasem świń. Wkrótce jednak i świnie zaraziły się chorobą. Jakże wielkie było rozczarowanie Bladuda, aż tu pewnego dnia natknął się na lochę, która tydzień wcześniej zaginęła pławiąc się w gorącym źródle. Ku swemu zdziwieniu zwierzę zostało uleczone! Bladud niezwłocznie dał nura w ozdrawiające wody. Wkrótce ozdrowiał i powrócił na Dwór. Później przy tych gorących źródłach zbudował miasto, które od tamtej pory nazwano Miastem Kąpielowym (City of Bath).
PLEBAN I ZAKRYSTIAN
Raczej ambitny niż budzący sympatię pewien kapłan często wyprawiał się do Dawlish, gdzie Biskupa Exeter złożyła choroba. Jego zakrystian zwykle był dobrym przewodnikiem, lecz tym razem pogoda była burzowa i obaj zgubili drogę. Rozgniewany kapłan stwierdził, że i Diabeł byłby lepszym przewodnikiem. W tym momencie z wrzosowiska wyłonił się wieśniak na kucyku i zaprowadził ich do jasno oświetlonego domu gdzie pleban i jego zakrystian w dziwnie wyglądającej kompanii mogli się najeść i napić. Rankiem, zanim ktokolwiek zdążył odjechać, dom zniknął, a obaj podróżni utopili się w zalewającym ich morzu.
LEGENDA O DZIECIĘCYM GROBIE
Na smętnych wzgórzach Dartmoor nadal można napotkać kamienie z Dziecięcego Grobu. Dziecko było Lordem na posiadłości Plymstock. Zagubiony w śnieżnej zamieci ubił swego wyczerpanego konia i jego krwią i na granitowej płycie napisał co następuje: ”Pierwszy, który mnie odnajdzie i zaniesie mnie do mego grobu, przejmie władanie nad włościami Plymstock,” po czym wpełzł do wnętrza ciała konia na próżno starając się wykorzystać do przeżycia jego ciepłotę. Podanie mówi, że mnisi z Tavistock go znaleźli, i tak przejęli władzę nad włościami. Jest to zastanawiające, bo przecież historia ma swoje źródła we wczesnej Saksonii.
piątek, 23 kwietnia 2010
BIAŁY ZAJĄC
Mówi się, że duch dziewczyny, której złamano serce, nie może zaznać spoczynku, i pojawia się pod postacią białego zająca, nawiedzającego człowieka, który ją skrzywdził. Jest przy tym niewidoczna dla innych, i dręczy go aż do jego śmierci. Ale pośród rybaków ze wschodu duch ten odgrywa jeszcze ważniejszą rolę. Po zmierzchu cichaczem pojawia się, co jest upiorne acz nieszkodliwe, wśród zacumowanych do brzegu łodzi, lub w portowych zakamarkach, będąc ostrzeżeniem dla wszystkich ciężko pracujących na morzu, przed burzą, która z pewnością nadciągnie by unicestwić nierozważnych.
STUDNIA ŚWIĘTEJ KEYNE
Pięćset lat przed Podbojem Normańskim, św. Keyne poświęciła życie na czynienie dobra. Mieszkała na zachodzie kraju, gdzie zapamiętano ją jako kogoś, kogo należy naśladować. Zasadziła ona wokół studni cztery drzewa: dąb, wiąz, wierzbę oraz jesion, a gdy umierała przekazała jej wodom dziwną moc. Gdy którekolwiek z małżonków się z niej napiło, na resztę życia stawało się osobą dominującą. Ta ciekawa legenda została czarująco przedstawiona w poemacie Southey’a.
LEGENDA O GÓRZE ŚWIĘTEGO MICHAŁA
Zarówno olbrzymi Kormoran, który stworzył górę i na niej zamieszkał, jak i olbrzym zwany Trecrobben, byli szewcami, ale do dyspozycji mieli tylko jeden młot. Gdy któryś chciał go użyć musiał krzyknąć ”Młotek do mnie” i ten, poprzez przestworza, gnał ze wzgórza naprzeciwko. Pewnego dnia, Kormoran wezwał młot, gdy do wejścia podeszła jego nic niepodejrzewająca i raczej krótkowzroczna małżonka, chcąc go zawołać na obiad. I to właśnie w nią uderzył lecący młot! Straszliwy był żal olbrzyma gdy jej ciało potoczyło się ku morzu, gdyż była ona ostatnią Olbrzymką, no i paszteciki, które sporządzała, były wręcz wyśmienite!
SYRENA Z ZENNOR
Ludzie z Zennor długo dziwowali się pięknu bogato wystrojonej kobiety, oddającej swe usługi w służbie miejscowemu kościołowi. Nikt nie wiedział skąd ona pochodzi. Gdy piękna przybyszka zakochała się w Matthew Trewella, sprawiła swym urokiem, że z nią gdzieś zniknął. Wtedy języki ludzkie zaczęły natychmiast plotkować. Ani jej ani jego przez wiele lat nie widziano, aż pewnego niedzielnego poranka żeglarz, który zakotwiczył w pobliżu Zatoczki Pendower, zaskoczony ujrzał syrenę wynurzającą się z odmętów. Rozpoznał w niej nikogo innego, tylko tajemniczą kobietę odwiedzającą Kościół w Zennor. Poprosiła ona kapitana by podniósł kotwicę, gdyż ta blokuje wejście do jej domu. Jej podobiznę, wyrzeźbioną w ławie kościelnej, po dziś dzień można zobaczyć w Kościele w Zennor.
LEGENDA O JEZIORZE DOZMARY
Mawiano, że jezioro to znajdujące się na wrzosowiskach Cornish, nawiedzana jest przez Tregeagle, ducha człowieka niegdyś wysoko sytuowanego i bogatego. Zaprzedał on swą duszę Diabłu w zamian za życie przepełnione wybrykami i zbrodnią, ”każdy dzień jego życia wypełniony był złymi uczynkami.” Teraz płaci za swój pakt w dzień znosząc katusze zadań niemożliwych do zrealizowania, nocą zaś potwornie wyjąc i jęcząc zmuszony do umykania poprzez wieczorne zawieruchy, przed zgrają piekielnych ogarów swego Pana.
PSY DANDO
Dando był rozpustnym, starym księdzem, na którego głowie było więcej rogów niż znajdowało się w niej wygłoszonych homilii. Pewnego dnia, w chwili triumfu, gdy upijał się tym wszystkim co mu jego zwolennicy chętnie stawiali, przyjął butelczynę od nieznajomego jeźdźca. Zwrócił ją pustą rozczarowany jej opróżnieniem, gdyż nigdy dotąd w jego żyłach nie popłynął tak rzadki rocznik. ”Pogalopowałbym i do Piekła po więcej,” butnie rzekł ksiądz. ”To ruszajmy!” zakrzyknął przystojny nieznajomy, wsadził Dando na swego konia i odjechali z ogarami u swych stóp. Ich galop był tak prędki, że wkrótce reszta towarzystwa została daleko w tyle. Do tej pory, nocną porą, można ujrzeć ich jak wciąż, nieskończenie pędzą by dotrzeć tam, gdzie odnajdą to, po co wyruszyli.
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
ŚWIETLIK
Młodzieniec z Matsue powracał do domu z weselnego przyjęcia gdy ujrzał, tuż przed domem, świetlika. Zatrzymał się na chwilę zaskoczony widokiem owada w mroźną, zimową noc gdy wokoło leżały połacie śniegu. Gdy tak stał zastanawiając się nad tym faktem, świetlik podleciał do niego. Młodzieniec spróbował uderzyć go swoim kijem, lecz owad odleciał do niedalekiego ogrodu.
Następnego dnia zapukał do sąsiada by opowiedzieć mu wczorajszą przygodę. Drzwi otworzyła mu najstarsza córka. Na jego widok zawołała, „Nie wiedziałam, że to ty, a jeszcze przed chwilą o tobie myślałam. Wczoraj śniło mi się, że jestem świetlikiem. Wszystko było realistyczne i przepiękne, a gdy śmigałam tam i z powrotem, ujrzałam ciebie. Podleciałam do ciebie i chciałam się pochwalić, że nauczyłam się latać, lecz ty odpędziłeś mnie kijem. To wydarzenie nadal mnie przeraża.”
Młodzieńcowi gdy usłyszał te słowa z ust narzeczonej, odebrało mowę.
Następnego dnia zapukał do sąsiada by opowiedzieć mu wczorajszą przygodę. Drzwi otworzyła mu najstarsza córka. Na jego widok zawołała, „Nie wiedziałam, że to ty, a jeszcze przed chwilą o tobie myślałam. Wczoraj śniło mi się, że jestem świetlikiem. Wszystko było realistyczne i przepiękne, a gdy śmigałam tam i z powrotem, ujrzałam ciebie. Podleciałam do ciebie i chciałam się pochwalić, że nauczyłam się latać, lecz ty odpędziłeś mnie kijem. To wydarzenie nadal mnie przeraża.”
Młodzieńcowi gdy usłyszał te słowa z ust narzeczonej, odebrało mowę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)