niedziela, 24 maja 2009

LUSTRO MATSUYAMY

Dawno temu, w cichym miejscu, żyli sobie młodzieniec i jego żona. Mieli jedno dziecko, małą córeczkę, którą oboje kochali ponad życie. Nie mogę zdradzić ich imion, bo już dawno je zapomniano, lecz miejsce, w którym żyli zwano Matsuyama, w prowincji Echigo.
Miało kiedyś miejsce pewne zdarzenie, kiedy dziewczynka wciąż była dzieckiem. Mianowicie jej ojciec musiał pójść do wielkiego miasta, stolicy Japonii, mając tam pewien interes. Droga była zbyt długa dla matki i jej małej córeczki, więc ojciec poszedł sam. Pożegnał się, obiecał, że przywiezie im prezenty i poszedł.
Matka nigdy nie oddaliła się od domu dalej niż do sąsiedniej wioski, i nie mogła nic poradzić na to, że była trochę przerażona myślą, że jej mąż wybrał się w tak długą podróż. Zarazem jednak była odrobinę dumna, że był on pierwszym mężczyzną z całej tej krainy, który wyruszył do tak wielkiego miasta, w którym mieszkał Cesarz i inni wielcy panowie, i gdzie było tak wiele pięknych i ciekawych rzeczy, które można było zobaczyć.
W końcu nadszedł dzień, kiedy powinien wrócić jej mąż, więc ubrała dziecko w najlepsze ubranko, a sama założyła śliczną, niebieską suknię, którą tak lubił jej mężczyzna.
Można sobie tylko wyobrazić radość dziecka, gdy zobaczyła wspaniałe zabawki, które przywiózł jej ojciec. Miał tyle do opowiedzenia o tych wszystkich cudownościach, które widział podczas podróży oraz w samym mieście.
„Przywiozłem ci coś ślicznego, „powiedział do żony: „nazywają to lustrem. Popatrz i powiedz co widzisz wewnątrz.” Podał jej zwyczajne, białe i drewniane pudełko, w którym, gdy je otworzyła, znalazła coś okrągłego i metalowego. Jedna strona była biała niczym oszronione srebro, z wygrawerowanymi na niej figurkami ptaków i kwiatów. Druga strona była jasna jak najczystszy kryształ. Odbicie młodej matki w tym czymś było zarazem radosne i zaskoczone, bo, z jego głębi patrzyła na nią uśmiechnięta, radosna twarz z otwartymi ustami i jasnym uśmiechu.
„Co tam widzisz?” spytał ponownie mąż, uradowany jej zaskoczeniem, i zadowolony, że pokazał, że czegoś się nauczył gdy był z dala od domu. „Widzę piękną kobietę patrzącą na mnie, która porusza ustami jakby coś mówiła, i o mój Boże, jakież to dziwne, nosi błękitną suknię, taką jak moja!” „A to dlatego, niemądra kobieto, że to twa własna twarz spogląda na ciebie,” powiedział mąż dumny, że wie coś czego nie wie jego żona. „ta okrągła, metalowa rzecz nazywa się lustro. W mieście każdy ma coś takiego, mimo, że my wcześniej w naszych stronach czegoś takiego nie widzieliśmy.
Żona była zauroczona prezentem, i przez kilka następnych dni nie mogła przestać zaglądać do lusterka, bo musicie pamiętać, że nigdy wcześniej nie widziała lustra, i co oczywiste, po raz pierwszy widziała odbicie swojej pięknej twarzy. W końcu uznała, że tak wspaniała rzecz jest zbyt cenna by używać jej na co dzień, więc zamknęła je w pudełku, i ustawiła pośród swych najcenniejszych skarbów.
Minęły lata, mąż i żona nadal byli ze sobą szczęśliwi. Ich największą radością była ich córka, która wyrastała na odbicie swej matki, i była tak uprzejma i serdeczna, że wszyscy ją kochali. Świadoma, że córka jest odrobinę próżna na punkcie swego wyglądu, matka ostrożnie ukryła lustro, obawiając się, że używanie go może sprowadzić na jej małą córkę ducha dumy.
Nigdy o nim nie mówiła, a ojciec po prostu o nim zapomniał. I tak córka dorosła stając się odbiciem matki, a nie wiedząc nic o tym jak jest piękna, ani o lustrze, które mogło jej to pokazać.
Ale pewnego dnia tej radosnej rodzinie przydarzyło się nieszczęście. Dobra i miła matka zachorowała, i pomimo, że córka czuwała przy niej całymi dniami i nocami, opiekując się nią troskliwie, matka czuła się coraz gorzej, aż pewnego dnia jasnym się stało, że dłużej nie przeżyje.
Gdy zorientowała się, żer wkrótce opuści męża i córkę, biedna kobieta wpadła w głęboką rozpacz, żałując tych, których pozostawi, a najbardziej szkoda jej było jej małej córeczki.
Wezwała dziewczynę do siebie i rzekła: „Moje drogie dziecko, wiesz, że jestem bardzo chora i wkrótce umrę zostawiając twego kochanego ojca i ciebie samych. Gdy już odejdę, obiecaj, że każdego ranka i wieczora będziesz spoglądać do tego lustra: dzięki temu będziesz mnie widzieć i wiedzieć, że wciąż nad tobą czuwam.” To mówiąc wyjęła lustro z ukrycia i podała córce. Dziecko obiecało tak robić, roniąc przy tym wraz z matką strugi łez. Matka uspokoiła się godząc się z losem, i wkrótce zmarła.
Posłuszna i sumienna córka nigdy nie zapomniała o ostatniej prośbie matki, i każdego ranka i wieczora brała lustro i spoglądała w nie długo i gorliwie. Widziała w nim uśmiechnięty obraz swej utraconej matki. Nie była ona ani blada, ani chora jak w swych ostatnich dniach, lecz piękna i młoda jak w dawnych dniach. Wieczorami opowiadała matce o wydarzeniach i trudach dnia, a rano szukała u niej oparcia i otuchy we wszystkim co mogło się danego dnia zdarzyć.
Mijały dni, córka żyła pod bacznym okiem matki, starając się postępować tak, jak by to robiła jej rodzicielka, starannie unikając wszystkiego, co mogłoby matkę zranić lub sprawić przykrość.
Największą radość sprawiało jej, gdy patrzyła w lustro i mówiła: „Mamo, byłam dziś taka, jaką ty chciałabyś bym była.”
Widząc jak każdego wieczora i rana, niezawodnie, córka patrzy w lusterko, i wydaje się, że z nim rozmawia, ojciec po długim czasie zapytał, czemu tak dziwnie się zachowuje. „Ojcze,” odpowiedziała, „patrzę każdego dnia w lustro by ujrzeć moją drogą matkę i porozmawiać z nią.” Po czym opowiedziała mu o ostatniej woli umierającej matki, i o tym, że nigdy jej nie zawiodła. Dotknięty jej prostotą, niezłomną wiarą i wynikającym z miłości posłuszeństwem, ojciec otarł łzy współczucia i sympatii. Nie potrafił z czystym sercem powiedzieć dziecku, że obraz, który widzi w lusterku jest odbiciem jej własnej, cudnej twarzy, i że to dzięki sympatycznemu usposobieniu, z dnia na dzień, coraz bardziej przypomina swą zmarłą matkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz